Jesli jest to Twoja pierwsza wizyta przeczytaj: FAQ. Jeśli chcesz dodawać posty zarejestruj sie: Rejestracja.


Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

było jak było, ale jak?
piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 907
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 29 lipca 2018, 20:08 - ndz

22.07.2018
Jedziemy wolno (przez łożysko) do stolicy - Lusaki. Drogi stosunkowo dobre i szybkie.Świat dookoła wygląda coraz skromniej, o elektrycznych pastuchach można zapomnieć. Coraz więcej chat z gliny pokrytych trzciną. Wszędzie wzbudzamy zainteresowanie. Gorzej z gościnnością. Wybieramy nocleg w plenerze i po raz pierwszy zakopuję się. Pantera i miejscowi pomagają wyciągnąć nas z opresji. Śpimy na polanie.
Obrazek


23.07.2018
Kontynuujemy naszą podróż do Lusaki. Częste kontrole policji - nie wiadomo po co. Pod Lusaką dojeżdżamy do Przedszkola słoni, które niestety poszły sobie w busz. Jedziemy do Fermy krokodyli, za 5 usd przy trzech stawach leży z 300 przejedzonych gadów. Decydujemy się spróbować krokodyliny.
Obrazek
Białe mięso, dobrze przyprawione, delikatne, nawet smaczne. W miastach i przy nich nie szukamy nawet noclegów na dziko i kierujemy się od razu na kemping polecany przez iOverlander. W centrum stolicy Zambii za 5 usd mamy wszystko, co nam potrzeba, niestety przez bliskość ruchliwej ulicy jest nocą głośno.


24.07.2018
Rano ekipa idzie zwiedzać, a ja jadę naprawiać Pitona. Niestety trafia się mechanik z ulicy, który w kurzu wymienia łożysko w kole.
Obrazek
A policzył sobie 2 x jak w Europie. Oczywiście Gosia go skuła. Po powrocie na kemping, zabieram wszystkich i kierujemy się na granicę z Malawi. Wszyscy jedziemy na Malarone, choć do tej pory spotkaliśmy dwie sztuki tego bzykacza. Przy drodze, inaczej niż w Botswanie - ciągle wioski, zagubione w buszu i wysokiej wyschniętej trawie. Przy drodze skupia się całe życie, handel i worki z węglem drzewnym. Poboczem maszerują dzieci ze szkoły i do szkoły, rowerzyści, rzadko jest pusto. Przed wieczorem odwiedzamy kolejny supermarket - robimy zakupy na Malawi i dojeżdżamy do granicy. Przekroczennie granicy zajęło nam 2 godz. Wiza - 75 usd. 25 usd to koszty samochodu. W przygranicznym miasteczku znajdujemy dla siebie nocleg w hoteliku/kempingu.

25.07.2018
Jedziemy w kierunku stolicy Lilongve. Malawi niewiele różni się od Zambii. Jest tu sporo budyneczków i szopek z wypalanej cegły. Jest więcej upraw. Lilongve to kolejna, nieciekawa afrykańska stolica, ze slumsami, obdrapanymi domami, za to z rozwiniętą siecią supermarketów. Zakupioną kartę sim trzeba zarejestrować, ale i tak internet ledwo zipie. Kontynuując naszą podróż w kierunku jeziora Malawi, jedziemy zobaczyć rysunki naskalne sprzed 30 tys. lat. Malowane przez Pigmejów i ryte przez inne plemię.
Obrazek
Pigmeje malowali drabiny, po których wspinali się aby namalować drabiny. Jak wszędzie - otacza nas zgraja wesołych dzieci, nieprzyjazne spojrzenia młodzieży. Szutrówka zabiera nam sporo czasu i musimy spać na przełęczy przed zjazdem nad jezioro.

26.07.2018
Wcześnie przed godz. 12 dojeżdżamy do Monkey Bay, a później szutrówką do wioski z uroczą plażą. Za 5 usd mamy wspaniałe warunki do odpoczynku. Jem endemiczną rybę, bardzo smaczną, wymieniam wtryskiwacze w busie i odpoczywam przy ginie. To pierwszy ciepły wieczór od przyjazdu do Rpa. I pierwsze komary.
Obrazek

27.07.2018
5500 km. od Kapsztadu.
Jedziemy na północ, w kierunku Tanzanii, wzdłuż jeziora mającego 700 km długoścci, drogą oblepioną wioskami i przemieszczającymi się ciągle ludźmi. W dzień jest 26 stopni, ale wydaje się, że to upał. Robimy 450 km, jedząc po drodze frytki z jajkiem za dolara. Trafiamy w nocy po ciemku nad kolejną zatokę na jeziorze. Niechcąco na kemping dzieci kwiatów, albo hipisów. Obserwujemy zaćmienie księżyca na przepięknym bezchmurnym niebie. Po męczącym dniu część imprezuje, a część idzie spać.

28.07.2018
Po nocy spędzonej przy odgłosach imprezy - z trudnością ruszamy w drogę w kierunku Tanzanii. Czym bliżej równika, tym las staje się wyższy i gęstszy. Więcej bananowców i palm.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 907
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 13 sierpnia 2018, 07:51 - pn

Tanzania to długa odprawa i noc na granicy.
Rano przy wymianie kasy mnie i Dawida przekręcili. Stary numer, który już znam, ale ponownie się dałem i byłem bardziej zły na siebie niż na nich. Tanzania to ciągłe prędkości, i tu też raz padłem i dostałem mandat na 40 zł. Mało - ale zacząłem uważać. W drodze do Dar es Salam wstąpiliśmy do Parku Form Skalnych i szczerze nie żałuję - były bardziej urozmaicone niż w Kapadocji.
Obrazek
Z ekipą Jacka spotkaliśmy się dopiero w hotelu przed przeprawą promową.
Zegnam powracająch do Kraju samolotem: Gosię, Edka, Alicje, Ewę i Tadka i jade na prom. Dłuuugo czekamy.
Wiedzieliśmy, że będzie drogo, ale tyle nowych opłat, podatków, że prawie nas zniechęciło do wyruszeniem na Zanzibar samochodem. Pojechaliśmy więc Pitonem w 10 osób, aby zaoszczędzić. Odebraliśmy nowych podróżników i zacumowaliśmy na jedynym camp. na wyspie. Plaża ładna, ale bez cudów. Wyspa jednak rozczarowała. Miejsce jak każde inne, a najpiękniejsze plaże kryją się za murami kurortów dla zamożnych. Króluje tu zioło i powitanie Jambo. Są jeszcze pola ziół i przypraw, wyspa niewolników z żółwiami oraz Jaskinią Perłową. Powrót - 12 godz.
Śpieszymy się pod Kilimandżaro i znów mandat. W Mesti trzech uczestników od Jacka załatwia sobie biuro na wejście na Kili za 1250 $ a u mnie 4 osoby jadą na Parki za 400$. Kili i Parki udane, choć pogoda w kratkę - często mży. Nocujemy w Arusha na camp. za 10 $. Oglądamy jeszcze Park Arusha z lasem deszczowym i ładnym wodospadem.
Obrazek

13.08 - czekamy na ekipę Jacka wracającą z Kili. Pożegnaliśmy się z Dawidem i Anią, którzy odlecieli do domu. Teraz u mnie będą 3 osoby. Jacek z ekipą wraca po południu. Muszą odpocząć, nacieszyć się sukcesem. Następna noc na camp. Masaj Camp.
Tanzania jest jednak najdroższym krajem na mojej trasie. Plus to jedzenie, dla mnie rosołek z gara + kawał mięsa wołowego, który sobie sam wybieram.
Obrazek

14,08 - jedziemy do granicy bardzo dobra drogą i policji jakby mniej. Kenia wita nas wspólną odprawą z Tanzanią. Płacimy za wizy po 50 $ i w upale południa wjeżdżamy do kolejnego kraju. Po zatankowaniu skręcamy od razu na drogę szutrową prowadzącą do Parku Amboselii. 70 km. wyboistej tarki, przy prędkości nieprzekraczającej 20 km/h daje w kość i nam, i Pitonowi. Po drodze wstępujemy do wsi. Chaty, szałasy i pełno dzieci. Nie pozwalają nam się fotografować. Małe dziecko na rękach matki prawie zakryte miało twarz muchami - to zostaje w pamięci. Przed Parkiem widzimy już stada antylop i żyraf. Przed bramą do Parku rozstajemy się z Jackiem, który jedzie do Nairobi. Kupuję jakieś pamiątki, a raczej wymieniam się na ubrania. Przez otwarte okno masajka kradnie mi aparat fotograficzny, ale to zauważam dopiero wieczorem. Bilet wstępu 60 $ mnie zadowala po kosztach Parków w Tanzanii. Wieczorem przed zmrokiem przejeżdżamy Amboselli i wyjeżdżamy po drugiej stronie kierując się na camp. Drogi w Parku trochę lepsze niż dojazd. Na bramie okazuje się, że można płacić tylko kartą i to podobno we wszystkich Parkach w Kenii. Po ciemku dojeżdżamy do camp. Szybka kolacja przy busie i piwo w knajpce i spać. Dookoła odgłosy hien i szczekanie psów.
Obrazek
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 907
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 04 września 2018, 11:31 - wt

15.08
Wstajemy wcześnie, aby zrealizować co zamierzaliśmy. Chłodno - to dobrze. Po śniadaniu przychodzi przewodnik i jedziemy z nim do jego wsi rodzinnej - zobaczyć życie Masajów. Panie i Panowie tańczą przed nami i śpiewają. Nawet wydają się - zadowoleni. Później modlitwa - też na kolanach. Oprowadzanie po domach 6 m.kw. Małe duszne lepianki z gałęzi wypełnionych odchodami krowimi i sianem - zamiast dachu. Wewnątrz są tak małe, że trzeba się kulić. Śpią tam i gotują. Nawet im tam trudno odpocząć, dlatego tak chętnie faceci idą z krowami na pastwiska. Później market wioskowy. Większość wyrobów z koralików. Nic nie kupujemy i odwiedzamy jeszcze szkołę ufundowaną podobno przez Polaków, ale nie widać żadnego polskiego akcentu.
Po wiosce ruszyliśmy do Parku. Tym razem jedziemy południem, oglądając ogromne stada zwierząt - ciągle gdzieś idących. Jest nawet hiena - śpiąca, do polowy zanurzona w wodzie. Droga pyli i trzęsie. Z układu kierowniczego ucieka więcej płynu niż, na normalnych drogach. Mamy pusto, ale musimy wyjechać do cywilizacji. Wyjeżdżamy z Parku i ponownie tarką ruszamy do asfaltu. 70 km. męczarni. Bagażnik się rozspacjował i musimy go łatać. Wszystko przez tarkę. Wieczorem trafiamy na asfalt. Dolewam płyn do wspomagania, zmieniam żarówkę. Jemy obiado-kolację, i w drogę do Nairobi. Jedzie się szybko. W nocy docieramy do hoteliku znalezionego przez Jacka.
Obrazek

16.08
9 tyś. od Kapsztadu. W sumie to już 30 tyś km od domu.
Hotelik w centrum Nairobi - bogatej stolicy Kenii. Ponownie zaczęły się druty na płotach - odgradzające bogatych od biednych. Śpimy za 7 $. Tanio jak na to miejsce. Z układu kierowniczego jest już tak duży wyciek, że decyduję się wezwać miejscowego mechanika. Na miejscu demontuje część i jedzie uszczelnić. Po wczorajszym safari - spawamy też bagażnik. Wymieniam filtr powietrza i staram się doprowadzić Pitona do porządku. Chłodno choć prawie przy równiku. Naprawa maglownicy 90 $. Wieczory przy hotelowym ognisku i piwie.
Obrazek

17.08
Przypominamy sobie o wizie do Etiopii i od rana załatwiamy ją w Ambasadzie Etiopii. Wewnątrz jak w pałacu. Szefowa niemiła - odesłała nas do Ambasady Polskiej po potwierdzenie wizowe. Nie mamy czasu - chcemy jechać, aby coś jeszcze zobaczyć po drodze do Addis, a tu problemy. Załatwienie potwierdzenia zajmuje nam dodatkowo 2 godz. i nie zdążyliśmy przed przerwą do Ambasady Etiopii. Obsługa polskiej placówki bardzo miła - dziękujemy!!! Dopiero po godz. 14 składamy komplet dokumentów. Na samym końcu pani z szyją w krzyżykach i jednym na czole informuje, że musimy czekać do poniedziałku, bo już banki zamknięte, a tam musimy wpłacić kasę za wizy. Specjalnie przeciąganie sprawy, nie wiem dlaczego.
Decydujemy sie wykorzystać ten czas na zobaczenie Jeziora Wiktorii. Dojazd to 350 km. dobrymi drogami niestety w bardzo częstych korkach. Droga po wzniesieniach, miedzy ogromnymi plantacjami herbaty zajmuje nam 8 godz. Na końcu trafiamy do wsi pod Kisumu - Dungi. Camp. okazuje się rewelacyjny, z obszerną panoramą na jezioro. Niestety woda brudna, choć ciepła. Wieczorem zabawa w barze i na mieście.
Obrazek

18.08
Bardzo przyjemne miejsce. Leniuchujemy, odpoczywamy. Niestety wieczorem musimy ruszać z powrotem do Nairobi - po wizy i poprawić maglownicę, bo nadal cieknie. Mimo nocnej jazdy, ale przez hopki docieramy do Nairobi dopiero o 2 w nocy. Stajemy na stacji benzynowej już w Nairobi i śpimy. Rano budzi nas ruch na stacji i podjeżdżamy na parking pod hostel.
Obrazek

19.08
Mechanik dopiero o 10 ogląda wyciek i stwierdza, że przyczyną wycieku jest coś innego, niż uszczelki - i koniec tematu. 90 $ utopione.
Warsztat Mechanika w Naitobii:
Obrazek
Udaje się za to otrzymanie wizy do Etiopii. O godz. 12 ruszamy na granicę - 800 km. Co 100 km dolewka i dalej. Pompa piszczy. Policja sporadycznie kontroluje. Głównie hopki na drodze spowalniają ruch. Droga dobra - szybka. Wioski, miasteczka. Przy każdym postoju miejscowi, głównie dzieci proszą o cokolwiek, jakby biały był tu tylko od rozdawania. W połowie drogi na granicę - GPS wskazuje przekroczenie 10 tys. km od Kapsztadu czyli 31 tyś od wyjazdu z Wrocka. Zaraz potem przekraczamy równik, który w Kenii jest bardzo dobrze oznaczony. Foty, kawa i dalej w drogę. Już w nocy, na posterunku przed Parkiem policja ostrzega nas przed jazdą w nocy przez następne 300 km. Mówią, że zdarzają się napady na drodze w tym rejonie. Przestraszeni jednak kontynuujemy jazdę w nocy. Ruch samochodowy zamarł i my podczas drogi prawie też. W światłach reflektorów widzimy tylko zwierzęta przy drodze. Szczęśliwie przejeżdżamy ten niepewny rejon i zatrzymujemy się dopiero ok. 12 w nocy zjeżdżając z drogi. Wieje, aż rusza samochodem. Kołysze do snu.
Obrazek

20.08
Wstajemy wcześnie. Kawa i przywitanie z miejscowym, który nas odwiedził. Muzułmanin. Poczułem się bezpieczniej. Okazuje się, że spaliśmy przy wsi. Wioska złożona z kilku szałasów z patyków pokrytych suchą trawą i obciągniętych skórami. Teren zmienił się nie do poznania. Uprawne pola, pastwiska i ogrody zastąpił teren półpustynny, ze wzniesieniami po wulkanach. Beduini wypasają tu wielbłądy i kozy. Przy rzadkich studniach tłoczą się w kolejce stada i ludzie napełniający kanistry wodą. Bardzo dobra droga - prawie nie uczęszczana. Zero jakichkolwiek samochodów i motorów we wsiach. Cała komunikacja na osłach. Szybko dojeżdżamy do granicy, gdzie spotykamy Jacka, który czeka na otwarcie CPD w Etiopii. Załatwiamy razem formalności i jedziemy przez niesamowicie zaśmiecone miasteczko etiopskie. Muszę wręcz omijać hałdy śmieci na drodze. Miejscowi świętują pokój z sąsiednim plemieniem. Źle patrzą. Dużo wojska. Po drodze już inne wsie. Malowane okrągłe domki z sitowiem zamiast dachu. Jedziemy drogą wśród wsi. Mnóstwo ludzi idących gdzieś, po coś. Dojeżdżamy do miasteczka, gdzie drogi się rozdzielają. Postanawiamy się przespać w hoteliku przy drodze. Dojeżdża Jacek. Pompa się rozsypuje. Tracę wspomaganie hamulca i kierownicy. Kuba niechcący uczestniczy w bójce pijanych tubylców. Dzień kończymy piwem.
Obrazek
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 907
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 04 września 2018, 16:45 - wt

21.08
Rano sprawdzam jeszcze raz Pitona. Wczorajsze obawy się potwierdzają. Ręce bolą od kierowania, a noga od hamowania i nie wiem do końca czy się zatrzymam przed przeszkodą. Przed nami 750 km górskiej drogi. Mam pietra, a muszę dojechać do Addis aby to naprawić. Kuba i Danusia przesiada się do Pantery Jacka, a Jacek do mnie. W drodze najgorsze są wsie, gdzie zawsze coś może wyskoczyć, i zjazd z gór. Zjeżdżam na pierwszym biegu, a przez wiochy jadę z 20 km/h. W drodze zmieniam przebite koło i izoluje przerwany przewód czujnika. Jakby wszystko chciało się popsuć w drodze do Addis. Często droga zmienia się w szutr lub dziury ciężkie do pokonania. Śpimy przy stacji jak wszystko tu z ochronką.
Obrazek

22.08
Mimo powolnej jazdy zostaje nam tylko 300 km do pokonania. Na kolejnej szutrówce dzieci na nasz widok wyskakują na drogę i tańczą, robią fikołki - aby dostać choć 1 brr. Jemy w przydrożnej knajpce danie etiopskie - krojone mięso wołowe, podawane na naczyniu/piecyku, ciągle podgrzewanym węglem drzewnym. Do tego jest podpłomyk z mąki kukurydzianej lekko kwaśny. Super danie. Dojeżdżamy do stolicy wzbudzając coraz mniej zainteresowania. Zatrzymujemy się przy hotelu Taitu, który jest w stolicy najtańszy. Pantera Jacka dojeżdża wieczorem, po poszukiwaniach lepszej możliwości noclegu. Mamy miejsce na dwa busy, gorąca kąpiel - i to najważniejsze. Śpimy i tak w busie.
Obrazek

23,24 i 25.08
To czas, który wykorzystujemy na poznanie miasta na wzgórzach. 2200 m npm. Budującego się w górę - jak żadne inne. Stoją osiedla i stoją wieżowce - w stanie surowym - zapowiadające rozkwit miasta, ale też rzędy bezdomnych, śpiących przed hotelem lub gdziekolwiek jest kawałek wystającego dachu. Zawinięci w koce i nie niepokojeni, czekają aż ich obudzą ekipy sprzątające, później idą w miasto. Najczęściej żebrzą lub kradną. Chorzy, jak i imigranci z przepełnionych wsi, gdzie zupełnie nie ma co robić. Lepiej nie zwracać na ten tłumek uwagi, bo od razu reagują. Najpierw delikatnie proszą, a później ostro się domagają. Na skrzyżowaniach ludzie o zdeformowanych twarzach (trędowaci?) wciskają rękę przez okno, a jak nic nie dostają plują siarczyście przez szybę. To też sposób na kradzież paru groszy. Złodziej, najczęściej w grupie, niby niechcący opluwa przechodnia później nagle znajduje chusteczkę i z przeprosinami wyciera. Przy okazji obmacuje kieszenie w poszukiwaniu gotówki. Inne zdarzenie, które nas spotyka, to gdy kierowca jest zagadywany przez okno z jednej strony a z drugiej inny szybko kradnie co zobaczy. Miejscowi tez są robieni na 100 różnych sposobów. To tu już taka norma.
Jeździmy po ambasadach, mechanikach i szukając lepszego hotelu. Problem to internet, ciepła woda pod prysznicem i cena. Często pada, noce chłodne, a przez burze wyłączają prąd.
Obrazek

26.27.28.29.08
Pod wieczór odwożę Danusie i Kubę na lotnisko Jacka Panterą. Piton dalej czeka na części z kraju. Zostaję sam, ale choć do czwartku się nie nudzę - w towarzystwie Jacka, Szymka i Moniki.

30.08
Jacek z ekipą jedzie na Lalibeli, a ja się przemieszczam na camp. pod hotelem Taitu. Najtańsza opcja. Mam piękny widok na miasto, gorącą kąpiel i kilku ochroniarzy.
Obrazek

31.08, 1.2.3 i 4.09
Na campie. Naprawiam Pitona, sprzątam,piorę i czekam. Przez częste deszcze pranie nie schnie, a dookoła - jezioro.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 907
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 07 września 2018, 11:10 - pt

5.09
Rano z chęcią pakuję się i ruszam w trasę do oddalonego o 7 km. warsztatu.
Zjeżdżam w dół na peryferie miasta. Powoli przy Pitona hamulcach. Okna pozamykane, zamki również. Po drodze na rondzie dzieciaki coś rozdzielają między siebie, ale niezbyt zgodnie. Inne mniejsze - grzebią w kupie śmieci z targowiska. Samochody kopcą jak poplątane i chyba stąd ten smog codzienny. Mechanik mówił, że mają fatalne paliwo. W końcu odliczając każdy kilometr dojeżdżam do warsztatu. Boss od razu robi mi miejsce w środku i daje chłopaków do roboty. W ciągu dnia ściągamy pompę wspomagania i maglownice - wszystko z problemami. Chłopaki są bardzo zaangażowane, ale jeszcze bez praktyki. Stoję przy kościele chrześcijan ortodoksyjnych. Narodowego kościoła. Religii, która wykuła w skale kościoły i podobno przetrzymuje Arkę Przymierza. Nieźle maja tu namieszane. Muzułmanie nadają przez dwie godziny o świcie, a ci dwie godz. po zmroku. Nie wiem co wolę ale robię się muzykalny :)
Wieczorem przy piwie rozmawiam z mechanikiem: ma 27 lat, zarabia 100 $ miesięcznie, i nie stać go na żonę. Jest ortodoksem, boi się matki i gardzi muzułmanami.

Obrazek

6.09
Noc minęła spokojnie. Mam w końcu dwóch ochroniarzy. Jednemu zrobiłem rosołek i byłem urzeczony jego urzeczeniem tym płynem. Jak zaczął siorpać, to przestał dla niego istnieć świat. Dziwne było również to, że wpuścił kilka osób (wyglądających jak bezdomne) do środka. Kobiety, mężczyźni - kładli się przy samochodach i od razu zasypiali. To ci co to mają chody. Dzieci jeszcze sobie takich nie wyrobiły i śpią na chodnikach. Ja dałem psu kawałek sera i jego miałem pod samochodem. Jest też największa grupa pracująca. Ci chodzą czysto ubrani i pracują od rana do wieczora. Podczas dwu godz. lunchu - piorą w pracy ubrania i czyszczą buty, bo w domu maja tylko czas na sen. Pracują od poniedziałku do soboty, no chyba, że biurokracja, która ma o jeden dzień wolnego więcej. Pochodziłem sobie po knajpach, przydrożnych barach szukając jedzenia. To jedyny kraj (który widziałem) gdzie w droższych i trochę tańszych knajpach podają świeże mięso wołowe. Rzadko zmielone, najczęściej cale kawałki z tłuszczem. Przyprawa to tylko ostra papryka z oliwą, w której maczają kawałki mięsa. Żują to i delektują się. Widząc to kilka razy nawet mnie to jedzenie zachęciło... ale jeszcze nie tak bardzo, abym zjadł. Mam czas :) U fryzjera - fryzjer przyjmuje mnie grzecznie, a później nie wie co zrobić, bo ma tylko maszynkę, a nożyczek nie widział. Wzory fryzur na zdjęciu niżej:

Obrazek

7.09
Dziś dzień naprawy. Okazało się - po rozebraniu układu kierowniczego, że w Nairobi zrobili więcej szkód niż pożytku, i muszę dokupić jeszcze więcej części.

Obrazek

Dziś w nocy padało - lało. Odjechałem tylko 7 km od ostatniego postoju/hotelu, a tu taka zmiana pogody. Tam lalo kilka razy na dzień, a tu raz na dwa dni. Tam byłem pod szczytem a tu 300 m niżej. Za to komary w nocy zaczęły krążyć i musiałem w końcu użyć deeta.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu


Wróć do „Relacje, wspomnienia, opinie”




  Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron