Jesli jest to Twoja pierwsza wizyta przeczytaj: FAQ. Jeśli chcesz dodawać posty zarejestruj sie: Rejestracja.


AFRYKA ZACHODNIA 2011/2012

było jak było, ale jak?
piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 907
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 21 lutego 2012, 10:16 - wt

OK.
muza z Mali :
www.iran.hostit.pl/Afrika

i prawym myszki "zapisz jako"
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 907
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 27 lutego 2012, 21:09 - pn

Wyjeżdzamy wcześnie rano ok. 5. Jest jeszcze luźno na mieście i chłodno.
Zastanawiam sie tylko czy uda nam sie wyjechać. Przy zlikwidowanej pierwszej
barierze wraca nadzieja. Dalej są stosy kamieni, wypalonych opon - pozostalości
po wczorajszych protestach. Jest jeszcze ciemno gdy opuszczamy niebezpieczny rejon.
Czy dziś znów będą walczyć, czy nie przeniesie sie to na miasto.

Obrazek
Edek wcina kozła w czystym papierze po cemencie.

Obrazek

Obrazek
Nasz kucharz przyżądza nam kozła.

Obrazek
Bamako - barykady.

Drogę na początku mammy szybką, nie męczącą - mamy dobre myśli, w koncu wyjdzie
to co zaplanowaliśmy. Szybko jednak realia podróży po Afryce Zach. wracają do nas -
wybitymi pół metrowymi dziurami w asfalcie.

Powoli musimy rezygnować z wodospadów przy Kayes i bardzo kuszacej kąpieli.
Srednia predkość wychodzi nam 15 km/h. Jedziemy bezpośrednio na granicę.

Obrazek

Obrazek

Po drodze przewrócone cieżarówki, naprawiane bezposrednio na drodze, w kurzu
resory, koła, wyciągniete całe silniki. Przy tym wszystkim pasące sie stada bydla
i wolno-chodzących wszedzie kóz. Kolorowe ptaki przecinają mi droge. Przy tej
predkosci nie mogę żadnego trafić :-), nie liczac tego błękitnego co mnie walnął
i sie przewrócił.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 907
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 27 lutego 2012, 21:10 - pn

Na granicę przjeżdżamy po zmroku, w jedynym świetle reflektorów cieżarówek widzę
zasłonę z kurzu - jak przetaczającą sie mgłę. I tym wszystkim musze oddychać.
Celnicy radzą sobie zakrywając usta szmatami-filtrami. My idziemy w ciemną noc
na odprawę. Juz się nauczylismy, że pokornie, ale aby szybciej trzeba sie ładować
bezposrednio do celnika. Celnicy nie widza w tym nic zdrożnego, że wymuszamy
odprawę przed tubylcami. Inni spokojnie siedzą na ławeczkach - czekając na swoją
kolej. Kobieta wsuwa ryż rekoma z miski, zagryzajac suchymi łbami jakis ryb,
dzieciak jej zwisa główką kimajac na plecach. Wszystko w cigałym spokoju Afryki.
Nie oglądając naszych twarzy podbijają nam paszporty. Nawet nas nie policzyli.
W tym ogólnym balaganie widzę tiry sunące poboczem bez szlabanu. Nie wiem jak
odprawic samochód. Każdy mówi coś innego, w końcu celnik przy szlabanie puszcza
mnie pokazując, że papiery samochodu sa bez znaczenia. Od tambylców zawsze ma
jakąś kasę za podniesienie szlabanu, na turystach sie jednak nie dorobi - jest nas
zbyt mało i patrzą na nas z politowaniem.

Dalej jedziemy ciemna drogą wypełnioną na poboczach jakimiś straganami, knajpkami.
Wszystko w półmroku. Wytężam wzrok, aby znależć kurnik celników w ciemności.
W dzień jest to prostrze - dzięki fladze nad urzedami. Teraz wypatruję munduru,
coś, co by mówiłoby o granicy. W końcu zjeżdżam na pobocze do jaśniejszego punktu
na tej drodze. W sumie bardziej sobie przypominam tą odprawę sprzed dwóch lat, niż
jakiekolwiek oznaczenia. Pokazuję papiery jakimś kręcącym się tam osobom i jestem
odesłany do drzwi. Pan celnik oznajmia mi, że teraz jest głodny i musi coś zjeść.
Czekamy posłusznie. Na wejściu śpią może 5-letnie dzieci na kilku zbitych deskach,
ich matki handlują jedzeniem przy budynku. Prowadzą mnie pod swoje gary
przyświecając mi latarką, abym zobaczył co mają. Ciągle ten ryż, ryby miniaturki
albo sos nie wiadomo z czego. Jestem głodny, ale na widok ryżu i sosu mnie mdli.
W końcu wybieram mięsko z grila w bagietce. Dzieciaki właśicielki widząc, że
kupuję - korzystają z okazji i mimo, iż matka przegania - wyrywają kilka kawałków
miesa dla siebie. Matka jest tak duża, że woli nie gonic za pociechami. Nawet
rozmienienie kasy powierza komuś innemu, aby się tylko nie podnieść. W koncu jem,
a raczej napełniam sie!

W końcu wychodzi celnik i oznajmia, że da nam zezwolenia na wjazd na dwa dni.
48 godz. - strasznie malo ale cóż! Facet jest nieugięty i na każde nagocjacje chce
zamykać biuro. Godzimy się na to - bierzemy papier i dalej. Dalej pod gołą żarówką
celnik wpisuje nasz samochód do grubej książki i brakuje nam tylko pieczątki
w paszporcie. Na granicy wyglada na to, że nikogo nie interesuje czy sobie wbijemy
pieczatkę czy nie. Najłatwiej byłoby skrecić w prawo i pruć na Dakar, ale my
uparte Polaki szukamy po ciemku posterunku - aby zechciano nam podbic wjazd.
Tym razem pan policjant wita nas wylewnie i podbija co mu podsuwamy.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 907
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 27 lutego 2012, 21:13 - pn

Jedziemy po niesamowitych dziurach i rozmytym asfalcie na Dakar. Ponownie slalom
i aż dziwię sę, że reszta grupy moze spać - przewracana nagłymi unikami, aż koła
się chowają. Postanowiliśmy zdażyć jutro do Ambasady Mauretanii w Dakarze. Mamy
całą noc na dojazd i ok 700 km po... Po 20 km za granicą droga sie poprawia, za
kierownicę wsiada najpierw Arek, poźniej Edek. Jestem tak zmęczony, że nawet się
nie budzę przy następnym odcinku slalomu. Jesteśmy coraz bliżej Dakaru. Wsiadam
wcześnie rano ponownie za kierownicę. Nawigacja wskazuje 7 rano na dojazd do
Ambasady. ...Ale jak to często w Afryce się zdarza - co droga, to przygoda.
Na skrzyżowaniu zatrzymuje mnie pan policjant i żąda dokumentów. Później mówi mi
- biedaczysko, że za szybko jechałem. Ja oczywiście zaprzeczam, tym bardziej, że
jechałem w korku i nie dało się za szybko jechać. Pan policjant, co prawda mówi,
że nie ma radaru, co prawda nawet nie widzał, że tak szybko jechałem, ale slyszał
jechałem zbyt szybko. Nawet nie chce mi sie śmiać, tym bardziej, że wszystcy śpią
i nie chcę ich budzic swoim chichotem. Po prostu patrzę na niego i tak bardzo
jego dowód mojego wykroczenia jest niewiarygodny, że sobie przypominam jak kiedyś
ukraiński policjant wywodził, że popełniłem wykroczenie. Ano pan policjant
ukraiński poinformował mnie, że 5 km wstecz ma kolege który widział co zrobilem
i jak jechałem i go poinformował przez telefon, że ma mnie ukarać. Wtedy tak bylem
ubawiony, że dałem policjantowi jakiąś kasę za pomysł i przedsiebiorstwo. Ale
teraz po prostu oniemiałem. Policjant wykorzystal to moje oczarowanie, że od
nastepnych dwóch złapanych "na słuch" pobrał mandat. Chyba niechcąc sobie psuć
reputacji oddał mi dokumenty, oczywiście informując, abym jechał wolniej.
Już uśmiecham się do siebie i włączam się do korka, który odprowadza mnie prawie
do Dakaru. Jest godz. 10 i "miśki" powoli się budzą - pytając co się stalo, że
staliśmy. Jak im wytłumaczyć tak bzdurna sytuację - że policjant miał dobry słuch
i byl bardzo dobrym komikiem traktujacym poważnie swoją pracę.

Obrazek
Dakar.

W samym Dakarze wskoczyliśmy na autostradę, którą już dość szybko dojechaliśmy do
Ambasady Mauretańskiej. Gaszę samochód przy Ambasadzie i od razu zastanawiam się
czy go odpalę. Za którymś razem może nam się to nie udać, a z gotówką mamy tak
cieńko, że w sumie została tylko na powrót. Skacowany długą jazdą zostawiam innym
załatwienie formalności. Gdy dostaję informację, że wiza kosztuje 50 euro jestem
podłamany - teraz będzie problem już nawet z powrotem. Gdy wchodzę do salki pana
urzędnika od wiz i widzę jego pedalką twarz najchętniej bym go wysłał do Nawakszut
sprzedawać ryby w porcie rybackim. Pan urzędas doskonale wie, że jest to nasza
jedyna droga powrotu. Trzeba schylić czoła, wypełnić papierki, zapłacić po 50 euro
i podziękować. Odbiór wiz o godz. 15, niewiele czasu zostało nam na zobaczenie
czegokolwiek w Dakarze. Można pójść zjeść, wymienić kasę, albo przejechać się
taxówką po mieście, oglądając zabarykadowaną Ambasadę USA lub szańce przy pałacu
prezydenckim z pełną obstawą. Nie wystarczyło nam czasu, ani chęci na wyspę Goree.
Dostajemy wizy i z ulgą odpalam samochód.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 907
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 27 lutego 2012, 21:16 - pn

Jedziemy od razu do St. Louis, i tym razem korki nas nie omijają. Podobno jest
arabski sylwester, przynajmniej tak nam tłumaczy przewodnik, którego zabieramy
z Dakaru. Nigdy do końca nie rozumię tych przewodników, którzy zawsze mają czas,
wiedzą niby wszystko i pojadą z tobą na koniec świata. W korku i czas, i droga
mija wolno. Z dojadu do St Louis nici. Pan przewodnik oferuje nam nocleg u
znajomych. Okazuje się, że znajomy ojca naszego przewodnika nie chce nas
przenocować. Podobna należy do jakiegoś bractwa i nie może wpuszczać innowierców
do domu. Jedziemy więc na nocleg pod inny adres, gdzie żądają od nas mega-wielkich
pieniędzy. Wracamy na drogę z nachalnym "niby" przewodnikiem. Po kilkunastu
kilometrach w korku, który prawie się nie porusza - zjeżdżamy na polną drogę.
Tu mamy sporo szczęści gdy dostajemy zezwolenie na nocleg w ogrodzie. Wreszcie
cisza, spokój i nawet murowany kibelek.

Obrazek
Na drodze do St Louis.

Obrazek

Rano ruszamy dalej, dojeżdżamy do St Louis. Tu w końcu rozstajemy się z
przewodnikiem. St Louis to miasto na dwóch wyspach i nabrzeżu. Na wyspie,
na której zaparkowaliśmy to ładna część miasta, z budynkami post-kolonialnymi,
zadbana. Druga wyspa była i jest przeznaczona dla ludności tubylczej, dla rybaków,
zaniedbana. Jednak właśnie w tej części postanowiłem coś zjeść. Jak szybko się
przekonałem był to mój największy błąd żywieniowy podczas całej wyprawy. Podczas
całego wyjazdu nie potrafiłem się przyzwyczaić do dwóch pór jedzenia (panujących
w całej Afryce) porannej i wieczornej. Do końca ssanie włączało mi się w południe,
kiedy większość kuchni jest zamkniętych, a dostępne są tylko resztki lub...

Obrazek
St Louis.

Obrazek
Wyjazd z St Louis.

Nasza trójka prowadzona przez następnego "wspaniałego" przewodnika trafiła do
knajpki, gdzie podawano ryż z jakimś sosem. Wolałem nawet nie patrzeć jak to
przyżądzają, bo już wtedy wątroba reagowała na dobijanie jej - odruchami
wymiotnymi. Głód ma jednak swoje prawa i gdy dobrnąłem do połowy posiłku i
przełknęłem pół kg. piachu - uciekłem z knajpy.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu


Wróć do „Relacje, wspomnienia, opinie”




  Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron