Jesli jest to Twoja pierwsza wizyta przeczytaj: FAQ. Jeśli chcesz dodawać posty zarejestruj sie: Rejestracja.


AFRYKA ZACHODNIA 2011/2012

było jak było, ale jak?
piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 828
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 28 stycznia 2012, 21:36 - sob

Tu w Beninie jest pełno rzeźb, figur - przedstawiających zniekształcone zwierzęta
i ludzi. Jakby miasteczko artystów, tylko, że tych od scen z dreszczowców.

Obrazek
Benin.

Bierzemy przewodnika, który prowadzi nas do Świątyni Pytona. W niej, w małym
budyneczku kilka okazów 1,5-metrowych węży. Kilka z nich ląduje na mojej szyi
i wpatruje się we mnie swoimi małymi, wydaje się, że inteligentnymi oczkami.
Nie jest mi z tym komfortowo i szybko się ich pozbywam.

Obrazek
W świątyni pytona.

Obrazek

Obrazek
U fryzjera.

Obrazek

Później trafiamy do fryzjera. Edi bez problemów goli głowę, ja chcę
zostawić trochę włosa, tak przynajmniej na 2 cm. Jak patrzę na maszynki,
to mi się wierzyć nie chce, że mi zostanie choć trochę włosów. I miałem
rację. W pierwszym ruchu maszynką wyciął mi ślad do gołej skóry i spytał,
czy tak może być... musiało... i jechał dalej. W pewnym momencie skończył
się prąd, a mi został punk na głowie. Wpadłem w panikę, bo już byłem
spóźniony, wszyscy czekali na mnie... i jak tu nożyczkami wystrzyc resztę.
Na szcęście za chwilę włączyli prąd i rozbawiony fryzjer skończył co zaczął.
Zawołał 6 tys. CFA, dostał 1,5 tys. - tak, aby i mi było weselej.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 828
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 28 stycznia 2012, 21:39 - sob

W końcu pojechaliśmy do Ganvie. Dzięki pomocy miejscowego, dotarliśmy
na parking, z którego odpływa się na zwiedzanie tej wsi na palach.
Wykupujemy łódkę i płyniemy przez bardzo płytkie jezioro do Ganvie.
Myślałem, że to skansen, ale już po drodze widzę dłubanki wracających
z targu kobiet z zakupami. Są też rybacy przy połowie w małych łódeczkach
z żaglem z worków (po ryżu made in china). W samej wsi wszystko musi
stać na palach, bo nie ma stałego lądu. Do sąsiada łódką. Do szkoły
dzieciaki pływają na pustych kanistrach po wodzie i na innych pływających
rzeczach. Tylko kościół, meczet i szkoła stoją na usypanych kopcach.

Bardzo mi się tam podobało. Wioska jest bardzo oryginalna. Gdy wracaliśmy
już przy zachodzącym słońcu to miejsce wydało nam się dziwnie tajemnicze.
Podobno mieszka tam 6 tys. ludzi, zważywszy na taki sposób i rodzaj życia,
jest to naprawdę dużą ilością osób. Ciągle wydaje mi się, że wszędzie
tutaj najwięcej jest dzieci, w Ganvie też.

Pirogi podpływały pod wodę, wodę, którą czerpano z głębinowej studni.
Przebitej przez jezioro, dno, aż do wody, która była zdatna do picia.
Same jezioro było bardzo zanieczyszczone - brudne, mętne, no i płytkie.
Widać , że nawet i tutaj mieli powódź, bo domy częściowo były odbarwione
od wody, ciemniejsze od spodu. Przynajmniej pół metra musiało ich zalać.
Nie przewidzieli takiego wysokiego stanu wody. Ciekawe gdzie wtedy
się przenieśli.
Gdy płyniemy wracając - widzimy kobiety wracające z targu z małymi dziećmi
w pirogach. Jest już późno i zastanawiamy się czy zdążą wrócić do domu
przed zachodem słońca. My płyniemy na spalinowym silniku i idzie nam
to znacznie szybciej.

Wracamy na parking, ładujemy się szybko w samochód i stwierdzamy,
że w tym miejscu spać nie możemy - będzie tyle komarów, że nas zagryzą,
chociaż, że przez całą Afrykę zbyt wielu komarów nie spotkaliśmy.
Jest bardzo suchy rok. Już po zachodzie słońca jedziemy bardzo kiepską
drogą, pełno dziur, ludzi na poboczu, nieoświetlonych motorków.
Jadąc nawet 30 km/h można zawsze się na kogoś nadziać i mieć kłopoty.
Mam pietra przed taką jazdą, dlatego zatrzymujemy się w najbliższej
oberży. Dowiadujemy się o cenę, z 6 tys. CFA zbijamy do 5 tys. CFA
i mamy do dyspozycji pokój, miejsce pod namioty i prysznic z wiaderka
- czyli wiadro wody, kubełek (oblewamy się i myjemy, spłukujemy).

Obrazek
Sklep w Beninie.

Knajpa jest przy jadalni, a jadalnia to kiosk bez ścian, w którym kobieta
coś gotuje. Zamawiamy makaron z sosem i jajecznicę z 3 jajek
i najadamy się z Edim do syta popijając piwem. Potem, gdy idziemy spać
wiatr, bryza się kończy. Oblewa nas pot i tak zasypiamy. Ciężko
nam jest sypiać tutaj, jest bardzo duża wilgotność, pot oblewa,
gdy człowiek kładzie się do łóżka.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

kasia19
Posty: 548
Rejestracja: 09 października 2011, 14:09 - ndz
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: kasia19 » 29 stycznia 2012, 20:05 - ndz

A gdzie strzygą się kobiety? mruga

Taka apaszka z węża.....brrrrrr....niby ekologiczna,ale....dziękuję :-)
Kasia

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 828
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 31 stycznia 2012, 23:06 - wt

Rano budzimy się, jak zawsze wcześnie, robimy kawę, jedzenie - jakieś buły.
Właściciel nagle się "budzi" i woła następnych pieniędzy. Dużo tu takich
wyłudzaczy, że mimo uzgodnionej ceny, doliczają potem jakieś inne koszty.
Nie wiadomo za co i skąd... Po śniadaniu szorujemy dalej. Wyjeżdżamy
koło pól ananasów, mango, avocado. Jedziemy do Abomey - stolicy voodoo,
starożytnej stolicy Królestwa Dahomej. Droga jest usłana dziurami,
jedziemy bardzo powoli i bardzo długo. Ciężarówki stoją na poboczach
i naprawiają się - przejeżdżają jakiś dystans, robią koło i jadą dalej,
i tak w kółko. Nam, na szczęście coś takiego się nie przydarza.
Jesteśmy w buszu. Dżungla się skończyła, jest gęsty busz z poletkami
bananowców, ananasów i roślin nam nie znanych, ale na pewno są to plantacje.
Przyjeżdżamy do Abomey dróżką, która jest dla motocykli, wszyscy wysiadają
a ja jadę, karkołomna droga. Stajemy pod informacją turystyczną, dowiadujemy
się gdzie co jest. Tu trochę inaczej wszytko wygląda tzn. każda rodzina
ma swój rejon otoczony murem, w środku są domy. Brama wejściowa ozdobiona
jest jakimiś sakralnymi figurkami i płaskorzeźbami. Są to np. zdeformowane
zwierzęta, ludzie, ale też inne przedmioty typu siekiera itp.
Trafiamy na muzeum, w którym podobno jest tron z czaszek... po zobaczeniu
wiadomo, że tron opierał się kiedyś na czterech czaszkach, teraz już
tylko na dwóch. Są tam też inne inne przedmioty z okresu Królestwa
Dahomej
, widać, że królowie byli bardzo okrutni.

Obrazek
Abomey - pałac - dom jednego z królów Dahomej.

Obrazek
Chłopak dostał od nas puste butelki i byl szcześliwy.

Obrazek
Benin.

Podjeżdżamy też pod targ fetyszy i pod pałace królewskie z różnych
okresów epoki Dahomej. Oglądamy je pobieżnie. Wracamy na drogę w kierunku
powrotnym. Postanowiliśmy, że noc spędzimy ponownie w hotelu Lola
w Togo. Od tej strony droga jest znaczniej szybsza, łatwiej idzie nam
rzemieszczanie się. Dojeżdżamy do granicy, formalności idą jakby
szybciej - choć i tak to trwa, tutaj wszystko musi trwać, nie można
pospieszyć. To jest czas "afrykański". Czarni mówią, że to po prostu
Afryka i tak tutaj jest.
Dojeżdżamy do Lome i od razu pierwsze kroki kierujemy do baru. Biorę
kurczaka w super sosie plus frytki - 2 tys. CFA ok. 3 euro.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 828
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 01 lutego 2012, 23:54 - śr

Następnego dnia ruszamy raniutko, odwiedzamy pocztę i ponownie ogromny
targ w Lome i jedziemy na północ. To już droga powrotna. W Lome nie ma
paliwa, sucho, wszyscy czekają. Nam udaje się znaleźć ropę za miastem.
Najpierw dobra droga - robi się szybko dziurawa i slalomem do przodu.
Robimy jedynie 300 km i lądujemy w oberży w środku jakiejś wsi. Jest
już chłodno i bez tej wstrętnej wilgoci na wybrzeżu. Tam się pociłem
stojąc, ciągle kurz mnie pokrywał i zyskiwałem ochronę przeciwsłoneczną.
W oberży bierzemy pokój dwuosobowy za 12 tys. CFA (ok. 20 euro),
a kładziemy się jak kto chce i gdzie może. Super chłodno - na noc
aż przykrywam się śpiworem.

Obrazek
Togo.

Obrazek
Widoki w drodze.

Obrazek
Mangowiec. Togo.

Rano dalsza droga do granicy. W drodze otwarte okno, przeciąg, szarpie
ubraniami, zatyka mi uszy, mrużę oczy od słońca i nie mogę założyć
okularów przeciwsłonecznych, bo bym nie widział dziur (nieregularnie
rozrzuconych na drodze). Tu często jeździmy 50 km/h, ale jeszcze częściej
zmieniamy bieg tylko między I a II. Hamulce tak się rozgrzewają, że
kierowcy ciężarówek stoją na poboczu i polewają je wodą. Ciężko nam
się jedzie, ale Tir-y to jeszcze wyższa szkoła jazdy, więcej czasu spędzają
na naprawach, niż w trasie, często też wypadają z drogi - gdzieś na
pobocze i tam zostają na zawsze.

Obrazek
Tomek kupuje jedzonko.

Obrazek
Bataty.

Obrazek
Kupujemy, co możemy - Togo.

Ponownie wjeżdżamy w busz, potem w step. Na poboczu handlują wcześniej
olejem palmowym, potem węglem drzewnym no i samym drzewem. Jest sporo
batatów - po tym co sprzedają - widać, że okolica ubożeje. Już na stepie
same bydło, włóczy się - tysiącami sztuk. Kilka osób zajmuje się
zasypywaniem dziur ziemią - licząc na zapłatę. Widzę jak kierowcy ciężarówek
rzucają monety na pobocze, w ten sposób płacą za choć trochę równiejszą
nawierzchnię. Ja rzucam stówę przy może 6-7 letnim chłopaku, który
w kurzu nosi rękoma ziemię z pobocza - zasypując dziury. Twardy świat!

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 828
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 03 lutego 2012, 11:35 - pt

Zatrzymujemy się na obiad przy przydrożnej knajpce. Oczywiście chmara
dzieciaków otacza nas od razu. Biorę ryż z sosem i kurczakiem - już mi
niedobrze od tego jedzenia, ale coś trzeba zjeść. Do wyboru były jeszcze
łby ryb, całe kawałki ryb (ale na nich siedziało najwięcej much)
i wyschnięty makaron. Dzieciaki nas otaczają, wpatrując się jak jemy.

Obrazek
Kobieta nakłada ryż.

Obrazek
Rice with chicken.

Trochę się do tego przyzwyczailiśmy, wiem też, że właśnie decydują,
które z nich zje to, czego ja nie zjem, któremu dostaną się kości.
Gdy kończę, jeden porywa talerz do wylizania, drugi kość. Niestety cała
reszta nie dostanie nic.

Obrazek
Dzieci są wszędzie.

Obrazek
Żurawski dotarł do Togo przed nami.

Obrazek
Dziecko z "moją" kością.

Później, nauczeni doświadczeniem dajemy kobiecie cukierki, aby rozdała.
Nawet jej trudno poradzić sobie z tak dużą grupą dzieciaków. Rozdająca
cukierki herszt-baba chwieje się pod naporem małych rączek.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 828
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 03 lutego 2012, 15:03 - pt

Togo wydaje mi się strasznie długie. Kończy nam się wiza i musimy gnać. Ale
postanawiamy jescze zobaczyć wioski forteczne w dolinie Tamberma. Dostajemy
przewodnika za 5 CFA od grupy i 1500 płacimy za osobę. Mamy 15 km kiepskiej drogi
szutrem, ale da się przejechać. Po drodze widzimy ludzi wypłukujących złoto w
rzece. Przewodnik jak zawsze mało mówi - delektując się muzą. Po 15 km docieramy
do wioski, gdzie każdy dom to forteca, jedna rodzina. Kobiety rytmicznie tańczą w
rytm bębenków pod baobabem, a faceci leżą w cieniu. Zaglądam do jednego z domów -
kilka kondygnacji i wiele pomieszczeń. Nawet jedno na dachu jest dla gości, ale
kto się dostanie - do środka - przez otwór jak w budzie dla psa... Leje się ze mnie
pot i mimo bardzo oryginalnej wioski chcę uciec jak najszybciej w cień. Szefowa
wioski to najstarsza kobieta. Widzę, że tylko kobiety palą tu fajki, ale już
swojskie piwo - piją razem z facetami. Oglądamy jeszcze świętego baobaba, w którego
wnętrzu spokojnie mogłoby spać kilka osób. Dzieciakom dajemy puste butelki, które
wyrywają sobie. I jedziemy come back na drogę do Burkina.

Obrazek
Płukanie złota - Togo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Baobab.

Obrazek

Robi się późno i szukamy noclegu. Dzięki informacji policji zatrzymujemy się w
bardzo przyjemnym hoteliku. Zapada zmierzch, a my idziemy na obowiązkowe jedzonko
i piwo. Dookoła ciemno, właściciel przyświeca nam latarką. Gdzieniegdzie światła
z palenisk i dym. Wybierając coś do jedzenia - niewiele widać. Nie wiem po co
po zmierzchu kobiety sprzedają cokolwiek, skoro klient nie widzi co wybiera. Może
właśnie dlatego sprzedają... Mimo wszystko ludzie się błąkają i chyba po węchu coś
wybierają. Ja wybieram udziec koźliny, z kozy, która tutaj jest nie większa od
jamnika. Noc jest zdecydowanie chłodniejsza. Nastawiam wiatrak na siebie i kimam
bez pobudki.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 828
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 03 lutego 2012, 15:08 - pt

Mamy 400 km do stolicy Burkina Faso. W połowie granica - dość spokojna. Mam czas
na odpoczynek. Niestety docieramy do Wagadugu już po zmierzchu i niecierpliwie
szukamy noclegu. W jednym hotelu krzyczą nam 100 euro od dwójki. W następnym
jest znacznie lepiej - 30 euro za 5-cio osobowy pokój. Hotel bez klimatu, nawet
niezbyt przyjemny, ale nie chce się szukać więcej. 3 osoby śpią w samochodzie,
ja też. Nad ranem chcę się odsikać, a tu pełno ludzi wkoło. Okazuje się, że
śpimy na placu targowym. Tuż przy nas kobieta sprzedaje ryż z sosem i gotowaną
kapustą. Pijemy kawę, a śniadanie mamy pod ręką.

Obrazek
Targ w Wagadugu.

Obrazek
Burkina Faso - na drodze.

W Wagadugu nie ma nic ciekawego, dlatego wyjeżdżamy wcześnie, kierując się na
Bobo. Po drodze wstępujemy popatrzeć na zmęczone życiem krokodyle i ochłonąć
od skwaru południa. Mamy dość dobrą drogę, ale przez temperatury droga jest
męcząca.

Obrazek
Dzieci są wszędzie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drodzę patrzę, widzę jak kolumny ludzi wiozą i niosą drzewo na sprzedaż do
miasta. Pierwsze zaprzęgi zaczynają się już 20 km przed miastem. Są małe wozy
zaprzęgnięte w dwa, trzy osły, ludzie wiozący gałęzie na bagażniku, a i tacy,
którzy prowadzą poboczem załadowane rowery. Kobiety niosące 2-metrowe kłody
na głowie. I to wszystko w upale popołudnia, w pocie, aby zarobić trochę franka.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 828
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 04 lutego 2012, 12:07 - sob

W Bobo-Dioulasso zatrzymujemy się przy kolorowym pochodzie. Podobno to festiwal
masek. Głównymi uczestnikami tego dziwacznego pochodu są mężczyźni. Tańczą
wybijając rytm jakimiś kołatkami. Poprzebierani w maski na głowach tańczą szaleńczy
taniec. Jeszcze inni, na wpół-nadzy - poganiani przez innych - udają niewolników.

Obrazek
Festiwal masek - Burkina Faso.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oglądamy meczet, a potem stare miasto. Gorzelnię, zakłady wyrabiające pamątki
drewniane dla turystów, kuźnie, święte sumy pływające w ściekach miasta. Kupujemy
- co się komu podoba.

Obrazek
Nasi na meczecie w Bobo-Dioulasso.

Obrazek
Kanion w Bobo-Dioulasso.

Obrazek
Rękodzielnictwo.

Obrazek

Obrazek
Malijscy turyści w Burkina Faso.

Obrazek
Nasz obóz - Burkina Faso.

Jedziemy szukać noclegu. Dziś nocleg w plenerze, na sawannach pod Banforą.
Znajdujemy spokojne miejsce pod palmą. Dookoła ptaki hałasują całą noc.

c.d.n.


luz Specjalne pozdrowienia dla Roberta z Limanowej od starej ekipy!!!
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 828
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 04 lutego 2012, 12:12 - sob

Rano na śniadanie duszona cebula z jajami. Częstujemy przyglądające się nam
dzieciaki i jedziemy oglądać Banforę i okolice. Najpierw ciekawe skalne formy
czyli Domes de Fabedougou. Potem Wodospady Karfiguela i Banforę.

Obrazek
Papaja.

Obrazek
Jedzonko w McDonald's.

Obrazek
Jedzonko w McDonald's.

W Banforze zatrzymujemy się przy McDonald's. Tylko z nazwy przyciąga klientów.
W środku normalnie - dobrze przyrządzone dania. Za Banforą jedziemy na hipcie.
Dookoła pola trzciny cukrowej. Dzieci brodzą w mulastej wodzie, coś wypłukują
i zarabiają na życie. Inne, widzę, jak polują z psem i dzidami na wiewiórki
- i to z powodzeniem. Tuż przy drodze dorośli sprzedają nutrie z grilla -
Wyglądają nieapetycznie. W jeziorze Tengrela nie ma hipciów. Zastanawiamy się
czy ich już nie zjedli...

Obrazek
Edi w skalnym mieście.

Obrazek
Droga przez Burkinę Faso.

Obrazek
Droga.

Jedziemy dalej polną drogą w pyle i kurzu. Po 30 km mamy skalne iglice przy
wsi Sindou. Wysokie baszty, poprzecinane kanionami pięknie się prezentują
w zachodzącym słońcu. Śpimy w Sindou, w taniej oberży. Kuskus i wieczorne
piwo dobrze robi na sen.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

sia100

Postautor: sia100 » 05 lutego 2012, 17:52 - ndz

Od rana mamy dalej drogę polną, wśród krzaków i krzewów. Oprócz mangowca nic nie
rozpoznaję. Mamy 100 km do granicy. Burkinę Faso zapamiętam głównie z czerwonych
(wielkości jabłek) owoców - rosnących na drzewach - o zapachu i smaku truskawek,
oraz kobiet odpowiadających uśmiechem na uśmiech.

Granica jest jak wymarła, zero ruchu granicznego. Bez pośpiechu jesteśmy odprawiani
z kolejnych budek. Na odprawie częstują nas obiadem. Nie odstawiają nawet beczek
zagradzających drogę, po prostu objeżdżamy je poboczem. Śmigamy dalej. Wszyscy
czujemy upał dnia. Opony nagrzane od asfaltu śmierdzą spalenizną. Mali ma ładną,
szybką drogę do Bamako.

Do nocy jednak blisko i znajdujemy nocleg przy wiosce Toule, niedaleko asfaltówki.
Obowiązkowe odwiedziny delegacji ze wsi kończą kolejny trudny dzień. Jeden z gości
zna angielski i mówi nam o Afryce. Mówi o tradycji, swoim plemieniu, przywiązaniu
do rodziny. Gdy słyszymy w mini-wsi odgłosy muzyki - wieś bez prądu, ale dzięki
akumulatorom mająca dostęp do nowoczesności. Podobno jest kolejny dzień wesela we
wsi i ludzie ściągają na wieczorno-nocne uroczystości. Po ciemku przy świetle
latarek drogi ożywiają się od dzieci i dorosłych idących w kierunku ogromnego
ogniska. Muzyka, bardzo głośna, nas nie fascynuje - nowoczesny dance i muza
z białego kontynentu. Wszystko tu się miesza, możliwości i nowoczesność - ile mogą,
tyle biorą. Do godz. 4 rano mamy imprezę zza płotu.

Rano chłodno, przyjemnie i ponowne odwiedziny. Mamy ostatnio problemy z odpalaniem
Pitona i na początku jedziemy na serwis Volkswagena w Bamako.

c.d.n.

luz Dzięki Cezar za wspólną podróż i info o niepokojach w Senegalu!!!

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 828
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 05 lutego 2012, 21:12 - ndz

Wjeżdżamy do Bamako - harmider jaki pozostawiliśmy podczas wcześniejszej wizyty.
Samochody, najwięcej motorków śmigających wszędzie i nie patrzących na nic.
Jedziemy w kierunku na Ambasadę Mauretanii. Chcemy mieć już za sobą załatwienie
wizy. Rozglądamy się za warsztatem dla Pitona - ma trudności z odpalaniem, boimy
się, że go w końcu wogóle nie odpalimy. W Ambasadzie Mauretanii dowiadujemy się,
że wiza kosztuje 45 euro od osoby - to nas mocno studzi. Postanawiamy wyrobić wizę
w Dakarze - gdzie prawdopodobnie jest znacznie tańsza. Dowiadujemy się o warsztat.
Nawet policjant jedzie swoim motorkiem po mechanika i przywozi go. Fachowiec
ogląda, patrzy, ziewa... i kompletnie nic nie wie, tzn. wie, mówi, że to słaby
akumulator. Czyli tak naprawdę nic nam nie pomógł... a żąda kasy. Postanawiamy,
że będziemy jechać dalej, aż zupełnie nie da rady odpalić. Kierujemy się na Muzeum
Narodowe. W przewodniku piszą, że jest bardzo ciekawe, jest wiele eksponatów itd.
Podjeżdżamy pod muzeum, bilet 2,5 tys. CFA i wchodzimy. Muzeum to 3 ekspozycje:
w kamieniu, wzornictwo starych tkanin i maski. Maski podobają nam się najbardziej,
choć masek jest tak mało, iż stwierdzamy, że w busie mamy ich więcej zakupionych.
Jedziemy dalej szukać noclegu, tym razem w centrum aby mieć wszędzie blisko. Na
misji katolickiej przy głównym kościele malijskim długo się zastanawiają, aż
wreszcie stwierdzają, że nie mają miejsc. Jest to mocno podejrzane, widocznie
nie podobamy im się i tak nas odprawiają. W drugim miejscu - u sióstr zakonnych,
które też prowadzą hotelik - cena jak na nasze portfele jest zbyt wysoka 30 tys.
CFA za 2 pokoiki, rezygnujemy.

Obrazek
Bamako - eksponat muzealny.

Obrazek
Kościół w Bamako.

Rozchodzimy się po Bamako zwiedzać i kupować ostatnie pamiątki w Mali. Rozglądam
się po ludziach. Wiele z nich ma "paszporty" na brzuchach, piersiach, twarzach.
"Paszporty" tzn. znaki przynależności do jakiegoś plemienia. Znaki plemienne
najczęściej są to blizny po nacięciach nożem - dzieci w wieku 6 lat, rany posypane
popiołem, aby łatwo się nie zagoiło. Blizny zostają do końca życia i świadczą o
przynależności danej osoby. Są też blizny np. po wielu klamerkach - wyglądają jak
wrośnięte kuleczki.

Jedziemy w końcu do hoteliku, który wcześniej przypadkowo znaleźliśmy na obrzeżach
Bamako. Nocujemy za 9 tys. CFA za ogromny pokój, w którym wszyscy możemy spać na
materacach. Jest chłodno i przyjemnie. Dziś urodziny ma Edziu, robimy mu małe
przyjęcie i siedzimy prawie do północy.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 828
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 05 lutego 2012, 21:16 - ndz

Mimo, że późno zasnęliśmy, wstajemy wcześnie i chcemy dojechać do granicy
senegalskiej. Jest chłodno i przyjemnie, przjeżdżamy na północ Bamako i chcemy
wyjechać z miasta. Niestety kamienie ułożone na drodze nie pozwala dalej jechać.
Widzimy zgromadzenie wściekłych, krzyczących ludzi, trochę agresywnych - żywa
barykada. Mają kamienie w rękach i grożą, że będą rzucać gdy przejedziemy przez
drogę. Nie wiemy o co chodzi, ale jesteśmy lekko przestraszeni. Decydujemy
przejechać inną drogą. Jedziemy i znów napotykamy, przy samym wyjeździe z Bamako
następną barykadę. Ten sam scenariusz - kamienie, krzyki i ruchy ręką, byśmy się
cofneli. Jesteśmy wściekli, że nie możemy jechać. Cofamy się i jedziemy do
Ambasady Niemiec. Tam informują nas, że to demonstracja kobiet pragnących by
mężowie wrócili z północnej części kraju do Bamako. Później dowiadujemy się, że
protest najczęściej trwa 2-3 godziny i wszystko wraca do normy. Jedziemy czekać,
czekać bo bardzo zależy nam na wyjeździe. Mamy coraz mniej czasu i to nas gna.
Zbliża się koniec wyprawy, a chcemy jeszcze zobaczyć Senegal, załatwić wizę
do Mauretanii... no i mamy przynajmniej 8 tys. km do kraju. Dojeżdżamy do
poprzedniej barykady - urosła - więcej kamieni, więcej protestujących, płoną opony.
Teraz wygląda to bardziej na festyn - ludzie zaczynają się śmiać, żartować,
przepuszczają miejscowe osobowe samochody. Ciężarówki, autobusy, busy, no i my
czaekamy. Czekamy aby cokolwiek się zmieniło. Po jakimś czasie stwierdzamy, że
nie ma na co czekać i jedziemy do hotelu, z którego wyjechaliśmy. Zmęczeni tymi
przeprawami chętnie wracamy do hotelu i planujemy wyjazd jutro wcześnie nad ranem.
Co będzie - zobaczymy.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

kasia19
Posty: 548
Rejestracja: 09 października 2011, 14:09 - ndz
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: kasia19 » 06 lutego 2012, 18:09 - pn

I my czekamy w napięciu na ciąg dalszy...Ale nie mamy cienia wątpliwości,że wszystko się dobrze skończy :-)

POZDROWIENIA!
Kasia

lysy0204

Postautor: lysy0204 » 09 lutego 2012, 11:54 - czw

4 dni bez odezwu :/ wszystko ok?


Wróć do „Relacje, wspomnienia, opinie”




  Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość