Jesli jest to Twoja pierwsza wizyta przeczytaj: FAQ. Jeśli chcesz dodawać posty zarejestruj sie: Rejestracja.


AFRYKA ZACHODNIA 2011/2012

było jak było, ale jak?
piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 18 stycznia 2012, 10:33 - śr

Rano jedziemy wymienić kasę na wizy itp. 1 euro = 657 CFA Długie negocjacje. Rano
temperatura jest tak miła, że możemy delektować się wszystkim. Od 3 rano do 11 w południe
jest około 20 st. To jest minimalna temperatura. Później robi się skwar od 36 do 60
w słońcu. Wychodząc na słońce chwytam się za odsłonięte części ciała i czuję jakbym
niechcąco dotknął piekarnika. Uciekamy przd słońcem sami i samochodem.
Jesteśmy w Ambasadzie Burkina. Koszt wizy wielokrotnego wjazdu 61 tys. CFA czyli prawie
100 euro. Dowiadujemy się, że są wizy grupowe po 25 tys. CFA - różnica kolosalna.
Oczywiście staramy się o taką. Niestety na początku nie ma na nią zgody. Dopiero,
gdy Basia wypatruje wchodzącego ważniaka i uderza do niego - nadchodzi nadzieja. Pan
ważny idzie na piętro i za chwilę mamy pozwolenie na wizę grupową. Jest bardzo dobrze.
Zadowoleni jedziemy do Muzeum Narodowego. Na mieście korki jak w Wa-wie. Muzeum jednak
nieczynne w poniedziałki. Jedziemy na miasto do supermarketu i zobaczyć pamiątki robione
w drzewie (może z hebanu?). Tutaj mamy swoją gehennę, niby-przewodnicy ciągle pokazują
nam jakieś inne miejsca, niż te, o które prosimy. Skwar w mieście, tłok, smród daje
nam popalić. W końcu na skrzyżowaniu nie zauważam sygnalizacji i pcham się na czerwonym
świetle, czujna policja to zauważa i kończy się łapówką 3 tys. CFA (4 euro). W końcu
odnajdujemy supermarket i uzupełniamy płyny. W Mali za napój z lodówki płaci się
100 CFA.
Zmęczeni, z ochotą uciekamy z Bamako. Tankujemy na full 1 litr ropy = 610 CFA (niecałe
euro). Jedziemy jak poprzednio w podobnych krajobrazach. Coś naszego jemy w cieniu
pod drzewem. Oddalając się od Bamako ok. 100 km, zjeżdżamy z asfaltówki na polną drogę.
Po 4 km natykamy się na wioskę i tu nocujemy. Przy kolacji oblegają nas ciekawe dzieciaki.

Obrazek
Noc na sawannach Mali.

Starsi przynoszą kus-kus. (Rano mamy od niego sraczkę.) Pełno w nim piachu i zgrzyta
między zębami. Rewanżujemy się naszymi owocami i innymi drobnymi prezentami.
Gdy przygotowujemy się do spania, miejscowi dyskretnie oddalają się. Śpię po chmurką,
nad głową mam księżyc, a przed sobą gwiazdy. W koło niewidoczny zwierzyniec dziko
hałasuje.

c.d.n.
Ostatnio zmieniony 01 stycznia 1970, 01:00 - czw przez piotr102, łącznie zmieniany 1 raz.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 19 stycznia 2012, 08:47 - czw

Rano wieś wraca pooglądać nas przy śniadaniu. Przynoszą coś podobnego do kaszy
manny i ponownie odbierają od nas prezenty. Mamy dziś do Djenne - najstarszego
i podobno największego meczetu w Afryce Zach. - 400 km. Jedziemy przez 5 godz.
w najgorszy skwar południa. Dojeżdżamy do Djenne pod wieczór. Samochód zostawiamy
przed rzeką a reszta ładuje się na prom i rusza na oglądanie wsi i reszty...

Obrazek
Prom do Djenne.

Dopiero gdy się kładziemy dzieciaki odpuszczają. Ja co noc oglądam niebo, aż odlatuję.
Budzi mnie ruch przy promie. Jest 6 rano i najwspanialsza pora dnia: cisza, spokój
i chłodno. Pora trwa chwilę. Przybiegają rozdygotane, zimne dzieci i zaczyna się
od nowa cyrk i przedszkole. Z ochotą opuszczam to miejsce i jadziemy na Mopti. Tylko
100 km - relaks.

W Mopti, jak we wszystkich miastach ruch, motorki i kozy biegające między śmieciami
- drogą i... Mopti to port rzeczny na Nigrze i główny targ, skąd przewozi się towary
w górę i w dół rzeki. Sama rzeka wygląda jak ściek. Niestety parkujemy w słońcu
i za chwilę w samochodzie jest jak w piekarniku. Kupujemy zapasy wody i jedziemy
na zwiedzanie Mopti. Oglądamy na nadbrzeżu cięcie tafli solnych, które przypłynęły
z Timbuktu, stragany, meczet i stanowiska z fetyszami.

Obrazek
Port rzeczny w Mopti i tafle soli.

Ja siedzę w knajpie i piję coca-colę. Jest tak jak wszędzie. Obnośni sprzedawcy przynoszą
co chwila coś nowego do sprzedania. Biały ma tu mało spokoju, no chyba, że przypadkowo
znajdzie się gdzieś w wiosce, która nie zna turystów. W miastach jakby ciągła rywalizacja
o klienta, niekiedy bardzo zażarta. Poprzedniego wieczoru przy promie w Djenne
spotkaliśmy przewodnika po płaskowyżu Bandiagara. Po długich negocjacjach - przy
ułatwiaczach - zdecydowaliśmy się na jego przewodnictwo, za 22 euro od osoby.
Umówiliśmy się na spotkanie w Bankass, na campie Nomo. Tu w Mopti,
przewodnik chciał 100 euro od osoby - i tak bywa!!!

Wyjeżdżamy w upale drogą przez Bandiagara do Bankass w kraju Dagonów.
Droga jest dobra. W Bandiagara wielu naciągaczy przewodników. Knajpa z ryżem
i mięsem (250 CFA za kawałek). Ulatniamy się szybko z Bandiagara jadąc do Bankass.
Asfalt szybko się kończy i jedziemy szutrem, kurzącym się szutrem. Na początku
w Bankass łatwo znajdujemy hotel Nomo. Nowy hotel, z wygodami i prysznicem
bez dachu - 2,5 tys. CFA za noc. Odpoczywamy przy muzyce i zimnym piwie.
Nasz przewodnik też jest. Ożywa dopiero gdy mu stawiamy alkohol. Noc zapada
tu szybko, ale mimo wszystko dopiero o godz. 19. Zmęczeni nie siedzimy długo.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 19 stycznia 2012, 23:31 - czw

Pobudka o godz. 7. Zabieramy przewodnika do samochodu i jeszcze z 10 km
jedziemy pod ścianę płaskowyżu. Później betonową drogą na szczyt płaskowyżu
do wsi z kamienia i gliny. Jest tu kościół i meczet, i dom animistów. Dzieciaki
trzymają nas za ręce - oprowadzając po wsi. Gdy dostają w końcu cukierki,
prawie się o nie biją. Nasze śmieci też sobie wyrywają i między sobą rozdają.
To trudno opisać, to trzeba zobaczyć na własne oczy! Jedziemy w dół. Na dole
policja żąda kasy 1000 franka, nie dajemy, przewodnik daje. W Kani Kombole
dzieciaki nie dają nam żyć. Tu oglądamy pierwszą wieś Pigmejów - tubylców
żyjących tu przed Dagonami. Położona wyżej, na zboczu, pełno w niej ulic.
Dagonowie w tych wsiach już nie mieszkają - przenieśli się w dół, gdzie łatwiej
o wodę i paszę dla zwierząt. Uprawiają kukurydzę, proso, znani są z miodu i cebuli.

Obrazek
Bazarek we wsi Dagonów.

Nie widziałem tym razem kobiet-szperaczy, które (dwa lata temu) idąc przez
krzaki - coś wygrzebywały pod ziemią. Dzieciaki są obdarte i często gołe
i nachalne. Dorośli często grożą nam paluszkiem, gdy chcemy zrobić im zdjęcie.
W Kani Kombole jest tak: tubylcy handlują sałatą jak i starymi mandarynkami,
tabaką - bida! Jedziemy dalej oglądać wsie dagońskie, w sumie ma ich być 7.
Wszędzie pełno dzieci z napęczniałymi brzuchami. Większość Dagonów nie mówi
nawet po francusku. Wsie są podobne.

Jedziemy w końcu na bush-camp i zakopujemy się po tylnią oś. Mamy dużo kopania,
ale dzięki Arkowi, uporowi Arka - po 2 godz. wyciągamy Pitona na wierzch.

Obrazek
Piton odkopany.


Obrazek
My po odkopaniu w kraju Dagonów.

Śpimy jednak w tym miejscu nie ruszając się dalej. Robimy kiełbaski na ognisku,
a Edi śpiewa a capella. Kładę się pierwszy po męczącym dniu.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 20 stycznia 2012, 11:07 - pt

Następnego dnia cofamy się do Ende i idziemy na trek po płaskowyżu i oglądamy
następną wieś. Do wsi islamskich wchodzimy, do animistów nie możemy wejść.
Schodzimy trudniejszym i ciekawszym zejściem i przez tunel. Jedziemy jeszcze
do jednej wsi i kończymy zwiedzanie. Z wielką ochotą wracamy na camp - zmyć
z siebie pył i wreszcie napić się zimnego piwa. Sikam na czerwono - czyli najwyższy
czas uzupełnić płyny. Doceniamy mały luksusik hoteliku, campu Nomo
w Bankass.

Pobudka jeszcze w nocy, czyli w normie o godz. 6 i jedziemy. O godz. 7
robi się widno. Dostatecznie chłodno na podróż. Niestety jedziemy po szutrze,
ze średnią prędkością 40 km/h. Kurzy się jak diabli. Łykamy to i wciągamy
nosem. Tarka wprawia nas w drżenie.
Odprawiamy się na cichych przejściach granicznych Mali a później Burkina.
Budki odpraw wyglądają jak kurniki. Szlaban graniczny jest z gałęzi
lub z beczek po paliwie. Chcemy dziś dotrzeć do Po na nocleg - nad granicą
z Ghaną. Do tej pory przejechaliśmy 9 tys. km. Dopiero w pierwszym mieście
Burkina trafiamy na asfalt. Jemy kurczaka - chudego jak większość tubylców
- oraz makaron z sosem. Ceny: kurczak 3 tys. CFA (20 zł), makaron 200 CFA
(1,5 zł). Jest tu taniej niż w Mali, no i chyba ciekawiej. A podobno Ghana
jest jeszcze tańsza!

2 godz. jadę już po zmroku, na drodze całe wycieczki cyklistów, oczywiście
nieoświetlonych. Do tego kompletnie czarni rowerzyści zlewają się z nocą.
Trochę się denerwuję - jazda robi się coraz bardziej niebezpieczna.
Na szczęście bez problemów docieramy do Po. W Po szukamy hotelu. Jest
kilku przewodników, w hotelach nie ma miejsca. W końcu trafiamy do miejsca -
które już znam z poprzedniej wyprawy - hotel ostatniej klasy, ale prawie
za darmo 1500 CFA za osobę, czyli ok. 2 euro. Jest prysznic i jakiś dach
nad głową. Jemy coś na ciemnej ulicy Po i idziemy spać. Gra gdzieś muzyka,
która nas usypia ...i przy niej też wstajemy.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 22 stycznia 2012, 22:48 - ndz

Jedziemy szutrówką do Tiebele 30 km. i ponownie w kurzu. Dalej idziemy
już za przewodnikiem (za 1 tys. CFA od głowy) do wsi animistów. Jego
znajomość angielskiego jest słaba, choć jak każdy tutaj nadrabia francuskim
i mimiką - opowiada i pokazuje. Cała wioska to 300 osób z jednej rodziny!
Wejście za 2 tys. CFA od osoby. Na wyjściu pamiątki, głównie maski.
Targujemy do 1/3 ceny wywoławczej. Jesteśmy zadowoleni.

Obrazek
Tiebele.

Obrazek
Tiebele, dom i drzwi.

Obrazek
Tiebele dom w środku.

Obrazek
Zaklęcia Animistów.

Wracamy do Po i asfaltem na granicę do Ghany. Asfalt jak na autostradach.
Granica, wyjazd z Burkina bez problemów. Na granicy Ghany żądają jakichś
dodatkowych papierów. Jak się dowiadujemy musimy mieć CPD - czyli wpłaconą
w kraju kaucję, aby wjechać samochodem do Ghany. Celnicy jednak znajdują
rozwiązanie jak możemy to obejść. Proponują nam dwa wyjścia z przymusowym
wykupieniem ubezpieczenia. Ubezpieczenie i tak musimy wykupić, więc to
nie problem. Problem to to, że jest kosztowne, i dziś niedziela więc
ubezpieczyciel zamknięty. Tym razem po naleganiach dziewczyn szef celników
daje nam jakiś papier i możemy jechać! Długo to trwało i wyjeżdżamy
z granicy wieczorem. Najlepiej jest jednak wykupić w kraju CPD i nie martwić
się o wjazd do Ghany.

Szukamy noclegu. Znajmuje nam to dodatkowo 2 godz. Jest hotel - ale za drogi,
jest gasthaus - ale trudny do zlokalizowania. W końcu jednak trafiamy
na niego i jesteśmy miło zaskoczeni - bardzo dobre warunki za jedyne 40 cedi
za wszystkich czyli ok. 100 zł.
My - już się zgraliśmy, każdy według swoich umiejętności wkłada
coś w pomyślność wyprawy. W mniejszym składzie na pewno byłoby nam trudniej
i kosztowniej. A tak - gdy jest nas dziewięcioro - bardziej uwierzono nam
na granicy, że nie jedziemy do Ghany by sprzedać samochód, że jest to wyprawa
turystyczna. W Afryce Zach. jest duże zapotrzebowanie na samochody. Handel
szrotami samochodowymi kwitnie. Najczęściej Biały kupuje taki szrot w Europie,
jedzie zwiedzać Afrykę i sprzedaje go gdzieś, czesto z zyskiem.
Dlatego nasze kłopoty na granicy.

c.d.n.
Ostatnio zmieniony 01 stycznia 1970, 01:00 - czw przez piotr102, łącznie zmieniany 1 raz.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 22 stycznia 2012, 22:56 - ndz

A to link do równoległej relacji Edka:

Ruszamy na Afrykę Zach.

~tak gorąco polecam lekturę!
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 23 stycznia 2012, 23:27 - pn

Nie ma tu, tak jak w całej Afryce jakichś specjalnych potraw. Ghana słynie
z fufu czyli sos, mięso i papka z manioka. Coś podobnego do naszego
gulaszu, tylko znacznie bardziej ostre. Ja jeszcze lubię tu tzw. jam
czyli maniok smażony jak nasze frytki. Jedzenie jest tu najtańsze, niestety
piwo to jakieś 6 zł za 0,66 l. Dobre, chłodne i łatwo-przyswajalne.
Najpopularniejsze jedzenie przydrożne to mięso smażone na ruszcie
- owcze, kozie i wołowina. Najtańsza to koźlina - 1 cedi, za 2 cedi (4 zł)
można się najeść wołowiny. Mięso jest oczywiście niewiadomego pochodzenia,
a czystość przyżądzania - z epoki kamienia łupanego. Powoli się do tego
wszystkiego przyzwyczajamy. Co pewien czas każdy łapie jakieś rozwolnienie,
zatyka się loperamidem... i delej.

Obrazek
Wieś w Ghanie.

Obrazek
Ghańczycy są mili.

W Tamale jedziemy zobaczyć Park Mole. Na początku dobra droga, zmienia się
w szutrówkę i okropną tarkę. Nie mogę się rozpędzić. Jadę poboczmi - lewą
stroną, prawą - w kurzu i pocie.Wolno nam to idzie. 80 km pokonujemy
w 4 godziny. Już po zmroku tankujemy do pełna. Nocujemy w gasthausie
przy stacji.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 24 stycznia 2012, 10:37 - wt

Następnego dnia jedziemy jeszcze ostatnie kilka km do parku. Wjazd
do Parku Mole - 15 cedi od samochodu, 10 cedi od człowieka i 5 cedi
od przewodnika. W parku: słonie, małpy, guźce i antylopy. Po parku
oglądamy z zewnątrz najstarszy meczet w Ghanie z XIII w. - biały
i strzelisty. Tutaj za robienie fotek trzeba już zapłacić 5 cedi.

Obrazek
Meczet przy Parku Mole.

Obrazek

W gasthausie nad Larabanga jest bardzo miła obsługa. Szef udostępnia
nam internet gratis i piwo. Polecam to miejsce! Szef wskazuje nam drogę,
którą możemy wrócić i która jest lepsza. Droga jest faktycznie lepsza,
ale my, niestety nadrabiamy 20 km myląc drogi. Ostatnie 40 km to przejazd
w dużej mierze przez czołgowisko, z nogą na hamulcu. Prowadzi Cezar.

Prowadzimy często z Edkiem na zmianę, niekiedy siada Cezar - jak teraz.
Gdy się zmieniamy, już na asfalcie Cezarowi drga palec u ręki (od ściskania
kierownicy przy dołach). Pokonujemy w tym momencie (od wyjazdu) 10 000 km.
Piton jest dzielny! - oprócz skrzypienia w przednim zawieszeniu i lekkiego
problemu z otwieraniem bocznych drzwi, nie przysparza nam zmartwień.
Dookoła busz - niskie drzewa i wysokie trawy często szczelnie zasłaniają
widok. Zaczął się okres wypalania traw, więc przejeżdżamy przez dym
wśród ognia. Po takim wypalaniu, wiele drzew wypyszcza świeże, jasno-
zielone liście, zaczyna kwitnąć. A trawa ponownie zaczyna rosnąć
do wysokości człowieka. Bez wypalania - nie mogę sobie wyobrazić -
jak mogłoby przez busz przejść bydło. A jest tego tutaj dużo. W trawie koło
siebie dostrzegam węża ponad metrowej długości. Zaskakuje mnie jak szybko
taki wąż ucieka, gdy się do niego zbliżyłem.

Obrazek

Na asfalcie można w końcu odpocząć - po skokach na szutrówce. Kupujemy
bardzo drogą wodę i niedobry, słodki chleb. Jedziemy do Kintampo
- znależć hotel i zobaczyć wodospady. Wypatrulemy szyld hotelu
i skręcamy. Na szyldzie pisze 400 m, a faktycznie przejechaliśmy 2 km.
Afrykańska miara jest jakaś inna, wszystko jest dla nich blisko
i zaniżają faktyczną odległość. Tym razem śpimy w luksusowym hoteliku
za 50 cedi za wszystkich, czyli ok. 100 zł.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

lysy0204

Postautor: lysy0204 » 24 stycznia 2012, 13:32 - wt

Czytamy i czekamy na więcej:)

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 25 stycznia 2012, 00:11 - śr

Kolejnego dnia mamy 6 km do wodospadu. Ja na parkingu naprawiam Pitona.
Inni wchodzą za 5 cedi. Jest mały poziom wód i dlatego wodospad
nie jest zbyt imponujący. W swoim najlepszym okresie ma 70 m i składa się
z kilku części. Spod wodospadów jedziemy do Kumasi. Przyroda dookoła
radykalnie się zmienia. W Mauretanii mieliśmy sahel - piasek porośnięty
rzadkimi, niskimi akacjami i kępami trawy. Później trochę sawanny i gęsty,
niski busz. Tuż przed Kumasi wjechaliśmy w wysoką dżunglę - poplątany
gąszcz zieleni. Drzewa oplecione pnączami i nie ma jak w to wszystko
wejść. Co pewien czas widzę zagajniki palmy kokosowej i niższej palmy,
z której owoców tutaj wyrabia się olej palmowy - czerwony i biały.
Najwięcej sadzą tu bananowca. Na poboczu sprzedają małe banany żółte,
duże zielone, pieczone, suszone. Co jakiś czas spotykamy kwitnące drzewa,
pnącza. Kolory aż fosforyzują, kuszą. Tu już nie widzę mango, papai,
czy avokado, ale oprócz bananów jest sporo słodkich ananasów. Kóz,
czy innych szosołazów, oprócz ludzi - nie ma. Mogę odetchnąć podczas
prowadzenia. Niestety droga jest różna i można urwać koło na dziurach.
Takimi pechowcami usiana jest droga, mają oni zwyczaj zostawiać
samochód tam, gdzie się popsuł. Często takie samochody są pokryte taką
warstwą kurzu, że prawdopodobnie nastąpiło to ...bardzo, bardzo dawno.
Robi się z tego wysepka do przejazdu - po prawej i po lewej stronie

W Kumasi toniemy w korkach, jedziemy przy głównym targowisku, zajmującym
10 hektarów. Szukamy gasthausa, tam okazuje się, że nie ma miejsc.
Postanawiamy zobaczyć miasto i poszukać czegoś do spania na zewnątrz
- w drodze nad Zatokę Gwinejską. Ja przesyłam zdjęcia i oglądam
świat sklepów, sklepików. Ghańczycy - jak cała reszta Afryki - nie są
nachalni jak np. Marokańczycy. Za to trudniej coś zhandlować.
Po wyjeździe z miasta okazuje się, że gdzieś zostawiłem komórkę i muszę
wracać. W sklepie już czekają na mnie. A ja już się bałem, że pozbyłem
się telefonu.

Jedziemy dalej na Cape Coast, szukając hoteliku. Jest ich tu pełno.
W sumie co wiocha to jakiś gasthaus. Zatrzymujemy się przy jednym z nich.
Z zewnątrz ładnie wygląda. Gdy wysiadam z samochodu widzę jak z pędzącego
pick-upa wypada kobieta. Nadbiegają ludzie. Chcemy pomóc, ale szybko
odpuszczamy bo jest już zbiegowisko, lament. Kobieta tańczy i wznosi
ręce do nieba. Szybko też bez czekania na pomoc ładują nieprzytomną
na pick-upa i odjeżdżają. Tłumek rozgrzewa się okrzykami i pokazuje
na nas. Nie jesteśmy pewni o co chodzi, ale się szybko oddalamy,
mimo tego, że hotelik jest tani i ładny.

Jadąc tutaj, podrodze widzimy wiele kościołów - różnych wyznań.
Wyczuwam tu jakiś mistycyzm. Boimy się, że oskarżają nas za ten
bezsensowny wypadek. Wystarczy, że ktoś głośniej powie - że to przez nas
- i będzie kłopot. Sami to widząc nie czujemy się najlepiej.
Lepiej zmienić miejsce. Jedziemy dalej. Po drodze nowocześnie wyglądający
hotelik, piwo w dobrej cenie, ale ponownie kłopoty ze spaniem samych
facetów w pokoju - dobieramy się więc w pary. Ceny jak wszędzie -
takie same. Na noc właściciel zamyka nas na kratę w segmencie hotelowym.
Nawet toaletę mamy za kratami. Tylko domyślamy się, że to ze względu
bezpieczeństwa. Dookoła dżungla i sekciarstwo mieszkańców.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 25 stycznia 2012, 00:18 - śr

Jadąc przez Mauretanię widziałem sporo podobizn, portretów Kadafiego,
na breloczkach, na naklejkach na samochodach. W Mali królował Obama
i Che Guevara. Tutaj w Ghanie - Jezus. My nalepiamy sobie z tyłów
samochodów: wędkarzy, wspinaczy czy rybki, a oni Jezusa, z napisem
"Jezus jest wielki" lub "Jestem bratem Jezusa". W kościołach
- tańczą, śpiewają. Przy jednym z hotelików był kościół, którego
modły i śpiewy obudziły nas o godz. 4.30 w nocy. U Arabów nawoływania
Mułły trwają krótko, tutaj nie mogłem doczekać się końca.

W Ghanie mimo dużej ilości hoteli, ciężko idą negocjacje, a jeszcze
trudniej nam obchodzenie przepisów.

Rano jedziemy dalej na Cape Coast. Jest coraz bardziej wilgotno,
mimo, że temperatura spada. Gorzej odbieram taką pogodę. Częste
kontrole policji, pytają tylko gdzie jedziemy itp. Zabierają tylko
czas i denerwują kiepską angielszczyzną. Oczywiście oni kpią z nas,
że ich nie rozumiemy. Bełkoczą lub seplenią, inaczej wymawiają
i w końcu tak ich rozumiemy jak francuskojęzycznych. Przez całą
Afrykę nie spotykałem się z tym, aby policja miała radary,
i zaskoczyło mnie, kiedy zatrzymali nas za przekroczenie prędkości.
Wypisują jakiś mandat i mamy zapłacić w Cape Coast - jutro.
Decydujemy się zapłacić na miejscu, cena 50 cedi. Nie chcą słyszeć
o targowaniu. Gdy dajemy - nagle są naszymi najlepszymi kumplami.
Nabijają się z nas. Czuję, że daliśmy zrobić się w konia. Ale już po wszystkim.

Docieramy do Cape Coast, pod twierdzę. Tutaj choć wiatr z nad morza
nas chłodzi. Oglądamy twierdzę, jemy rybkę. To najdalej na południe
wysunięty punkt naszej podróży.

Obrazek
Cape Coast.

Obrazek
Cape Coast Castle.

Obrazek

Jedziemy jeszcze do Elmina, zobaczyć port z kolorowymi łodziami
do połowów na oceanie i twierdzę z panoramą. Miejsce pełne żebractwa,
brudu i zapachu ryby. Jemy u przydrożnych sprzedawców jakieś dziwne
rzeczy, po których łażą muchy. Coś mnie zaczyna zniechęcać to jedzenie,
jestem zmęczony, ale jeszcze jedziemy pod Park Kakum.

Obrazek

Obrazek

Ponownie kłopoty ze znalezieniem przyzwoitego spania za małą kasę.
Trochę krążymy, aż w końcu znajdujemy hotelik. Uzgadniamy cenę,
a i tak w większości śpimy na zewnątrz. Ja na chwilę kładę się w pokoju,
ale mimo chłodzącego wiatraka - jest znacznie cieplej niż na zewnątrz.
W końcu rozkładam karrimatę i kładę się pod hotelikiem. Mam dobrą noc,
w przeciągu.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

sia100

Postautor: sia100 » 25 stycznia 2012, 23:32 - śr

Park Kakum otwierają o 8.30. Robi się gorąco. Wejściówka - 30 cedi.
W dżungli mamy miły cień. Przewodnik oprowadza nas pod drzewami
sejby, opisując florę i ogromne drzewa o solidnych podporach.
Później przechodzimy 300 metrowymi mostkami zawieszonymi między
drzewami sejby. pod sobą mamy plątaninę zieleni, a nad sobą konary
drzew. Drzewa wyglądają naprawdę imponująco. Jesteśmy około 40 m
nad ziemią. Panorama na bezkres lasu. Idziemy w grupie ok. 30-sto
osobowej i tak naprawdę musimy to robić tempem nadanym przez grupę.
Mogło być ciekawiej w mniejszym towarzystwie, ale w końcu zaliczamy
ten park i możemy jechać na Accrę.

Obrazek
Park Kakum - gigantyczne sejby.

Obrazek
Park Kakum - Canopy Walk.

Po drodze krótki przystanek na krokodylach, które są tak leniwe,
że nawet rzucając w nie patykami, nie możemy ich nakłonić
do najmniejszego ruchu. Robimy foty i wracamy ponownie na drogę.

Obrazek
Termity przy budowie domku-kopca.

Obrazek

Obrazek

Jedziemy w skwarze południa w stronę Accry. Decydujemy się na zjazd
nad morze do małej miejscowości. Jemy W małej knajpce przy muzyce
Angelique Kidjo. Super muzyczka z Beninu i jedzenie za 2 cedi (4 zł),
pijemy piwo za 2,5 cedi. Ja za 3 cedi jogurt. Muzyka jest tu prawie
wszędzie, i to bardzo głośna, najczęściej ich afrykańska. Po zjedzeniu
oddalamy się i przejeżdżamy na plażę. Szukamy miejsca, tak aby przeczekać
czas i w nocy odwieźć Cezara na lotnisko. To jest wieczór odpoczynku
i pożegnania Cezara. Trafiamy na plażę. Tu jakiś rastaman mówi, że nie
możemy zostać, bo to prywatna plaża. My jednak zostajemy. Jakaś kobieta
przyjeżdża taxi i coś mówi w kierunku morza, tańczy, pokazuje, zaklina.
Wszystko to przy zachodzie słońca - wydaje się bardzo mistyczne. Kraby
szaleją na plaży... w końcu przyjeżdża policja i wylewnie nas prosi,
abyśmy się stąd wynosili. Podobno jest bardzo niebezpiecznie. Odwozi
nas do hoteliku przy plaży i możemy spokojnie pożegnać Cezara.

c.d.n.

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 26 stycznia 2012, 10:03 - czw

W nocy, już o godz. 2 odwozimy kolegę na lotnisko. Dużo remontów
dróg przy Accrze i w samej Accrze - trochę mnie denerwuje. Wszędzie
objazdy po dziurach. Na szczęście jest mały ruch i z dużym zapasem
zdążyliśmy pod lotnisko. Już wiem, że policja w Ghanie nie lubi białych,
albo inaczej: lubi ciągnąć za wszystko kasę. Dlatego patrzę dokładnie
gdzie stanąć, aby się nie narazić. Mimo tego, gdy jestem w toalecie
- zakładają mi blokadę na koło, oczywiście nic nikomu nie mówiąc. Później
podchodzi do nas dwóch policjantów i mówią, że musimy zapłacić 50 cedi -
za parkowanie w miejscu niedozwolonym. Mimo znaków zakazujących
postoju wymuszają na nas zapłatę. Jestem wściekły, bo grożą wywiezieniem
samochodu. Nic nie można zrobić. Poddajemy się, przeklinając Ghanę...
i płacimy.

Wyjeżdżamy od razu z Ghany, z niesmakiem po rasistowskich zachowaniach
policji. W nocy jest mały ruch na drodze, tylko popsute i stojące
na środku drogi samochody denerwują. Krótki postój na sen... i docieramy
do granicy Togo. Denerwuję się, bo nie mam dobrych papierów na wyjazd.
Ale mimo wszystko udaje nam się wyjechać z Ghany. Na granicy Togo kupujemy
wizę 7-mio dniową za 10 tys. CFA (ok. 15 euro) i za 20 tys. CFA karnet
wjazdu dla Pitona na Benin i Togo. Od razu po przekroczeniu granicy
jesteśmy w Lome - stolicy Togo. Miasto jest rozciągnięte nad Atlantykiem.
Dość chłodne, dzięki powiewowi wiatru znad morza. Znacznie większy chaos
niż w Ghanie, ale za to policja bardziej przyjazna. Znajdujemy hotelik
Lola, za niską cenę. Chcemy odpocząć choć dzień od podróży.

Obrazek
Piton przy hotelu Lola w Lome.

Śpię na dachu, chłodzony wiatrem. Komary nie dokuczają, ale i tak się ciągle
zabezpieczamy. W pobliżu bar z tanim i chłodnym piwem i przyjazna pani
sprzedająca jedzonko za 500 CFA (niecałe euro). Niestety Piton nie chce
odpalić. Paliwo go zupełnie zamuliło. Zobaczymy co będzie dalej.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 27 stycznia 2012, 11:47 - pt

Rano niedziela, idziemy po mechaników. Budzimy dwóch młodzieńców i na migi
pokazujemy o co nam chodzi. Od razu biorą się do roboty. Sprzętu do naprawy
mają zero - daję im narzędzia i majstrują coś tam w Pitonie. Też nie wiedzą
o co chodzi, ale w końcu Piton odpala. Mówią też o zanieczyszczonym paliwie.

Inni oglądają miejscowy targ, który okazuje się najtańszy na naszej drodze
po Afryce. Kąpiemy się w morzu bardzo słonym przy wysokich falach. Szef
hotelu odradza spacer po plaży po zachodzie słońca, robi się wtedy bardzo
gorąco czyli niebezpiecznie. Sprzątamy jeszcze pitona i mamy czas dla siebie.
Czyli idziemy na piwo. Zaczynają się właśnie mistrzostwa Afryki, i knajpa
zupełnie zapełniona czarnymi kibicami. Gra Angola z Ghaną, my kibicujemy
Angoli, miejscowi Ghanie. Siedzimy pod ogromną wiatą, z nogami w piasku,
niewiele światła i kelnerki na dzwonek. Z nad morza wieje wieczorna bryza,
która nad ranem zmienia się w wiatr z nad lądu. Najgorsza parówa jest
w środku nocy i dnia. Staję nocą na siku i z dachu hotelu widzę mini
demonstację - idącą główną drogą i robiącą niezłe zamieszanie. Znów
przychodzi mi do głowy, że wszystkiego i tak nie zrozumię.

Wstaję jak zawsze, nad ranem, nie mogę spać, jak większość z nas,
mam dziwne sny. Myślimy, że to po tabletkach antymalarycznych. Wyjeżdżamy
z Ghany, kierując się na Benin. Jedziemy drogą nadmorską. Dookoła pola
uprawne, palmy kokosowe i wszędzie chodzący czarni mieszkańcy. Tutaj już
dzieci są ubrane, choć jak wszędzie na świecie - ubrudzone od zabawy.
Ciągle machają do nas rączkami, śmieją się i chcą wszystko widzieć.
Te najmniejsze wpatrują się w nas z większą obawą, a jak chcemy się z nimi
przywitać - uciekają, płacząc chowają się za mamą. Nie dziwię się,
nie wiedziały przecież, że na świecie są tak białe upiory. Przekupuję
ję zabawkami, misiami i od razu zmieniają zdanie. Kobiety, jak wszędzie
w Afryce noszą dzieci w chustach na plecach - czy to jeżdżąc na motorze,
czy ubijając maniok. Małe dzieci są ciągle przy matce - dyndają
im główki gdy śpią. Wpatrują się zza pleców mamy w świat. Szybko zaczynają
pomagać rodzicom, i to w ciężkich pracach. Dziewczynki noszą na głowach
misy z przeróżnymi towarami na sprzedaż lub aby tylko przenieść.
Transport jest tu tak drogi, że chodzą od wioski do wioski, nawet 20 km
i więcej - niosąc coś na sprzedaż. Tu faceci też się nie opierniczają,
ale i tak wydaje mi się, że częściej leżą w cieniu i melanżują.
Nie ma tu, jak w świecie arabskim - zachowań homo - czyli facetów
trzymających się za rączki. Normalne jest zachowanie damsko-męskie,
faceci nie przejmują się gdzie leją. Zaczynam odróżniać twarze i widzę
sporą mieszankę. W jednym kraju kilka sylwetek i jakby różne plemiona.
Nawet tu, w świecie voodoo jest duży szacunek dla chorych ludzi. Nawet
policja ich nie rusza - nie chcąc mieć problemów. Chodzą nago, kładą
się gdzie chcą - a my ich objeżdżamy.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 829
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 27 stycznia 2012, 11:49 - pt

Z Lome do granicy z Beninem mamy ok. 100 km, szybko tam docieramy.
Zaskakuje mnie spokój na przejściu granicznym. Wiadomo co robić, gdzie iść.
Niewielki ruch przyspiesza formalności. Jak w całej Afryce, specjalnie żaden
celnik nie zagląda do samochodu. Płacimy wizę do Beninu 48-godzinną
- 10 tys. CFA.

Obrazek
Kolejka na granicy Togo - Benin.

Kasa idzie jak szalona, choć staramy się trzymać wyznaczonego limitu.
Benin wygląda jeszcze lepiej niż Togo, czy cała północ. Jest schludniej,
czyściej, budynki są odmalowane i nawet znaki na drogach się pojawiają.
Policja tylko zbiera informacje lub wita. Na poboczach szyldy, jak w każdym
kraju chrześcijańskim jaki przejechaliśmy. Szyldy uzdrowicieli lub reklamy
ze zdjęciem osób, które podzielą się informacją "jak przeżyć 80, 90
czy 100 lat". Po drodze zatrzymujemy się w Ouidah - miasteczku - centrum
kultu voodoo i ostatniej drogi niewolników.

Obrazek
Koniec drogi niewolnika Ouidah.

Obrazek

Obrazek
Targ z fetyszami.

Tutaj ładowano ich na statki i przewożono do Ameryki. Na samym wybrzeżu wznosi
się ogromna brama symbolizująca koniec drogi lądowej dla porwanych. Przy pomniku
sporo straganów z maskami i fetyszami. Wszystkie te akcesoria są znacznie
droższe, niż w Togo. Patrząc na nie mam gęsią skórkę i nie wyobrażam sobie,
abym miał kupić coś, co będzie mnie straszyło nocami w domku.

c.d.n.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu


Wróć do „Relacje, wspomnienia, opinie”




  Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości