Jesli jest to Twoja pierwsza wizyta przeczytaj: FAQ. Jeśli chcesz dodawać posty zarejestruj sie: Rejestracja.


KAZACHSTAN, KIRGIZJA i UZBEKISTAN 2013

było jak było, ale jak?
piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 904
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

KAZACHSTAN, KIRGIZJA i UZBEKISTAN 2013

Postautor: piotr102 » 21 września 2013, 19:35 - sob

Relacja z wyprawy do i po Kazachstanie, Kirgizji i Uzbekistanie w oczach uczestników wyprawy:


Kasia

Dzień 1-4 droga przez Polskę,Litwę,Łotwę i Rosję

Wyprawa rozpoczyna się we Wrocławiu.Jedziemy przez Poznań,Warszawę i Giżycko,zabierając po drodze wszystkich uczestników.
O 4 nad ranem w niedzielę Piotra zmienia za kierownicą Arek i jedziemy na granicę z Litwą.Po stronie litewskiej spotkanie z drugą ekipą z kampera Artura.
Dalej ruszamy przez Łotwę w kierunku Rosji,w drodze pierwsze śniadanie w plenerze.
Długa jazda i granica łotewsko-rosyjska.Bez tłoku,ale drobiazgowe wypełnianie karteczek i przechodzenie z całym bagażem zajmuje nam ok. 2 godzin.Jest wesoło:-).
I znów jedziemy,jedziemy.Droga do stolicy w dużej części w przebudowie.Do Moskwy dojeżdżamy ok.10.Na obwodnicy stolicy gęsty korek i odrobina chaosu przy zjazdach.
Ale mimo to nie jest źle i udaje nam się w miarę szybko odbić.
Jakieś 150 km za Moskwą zwiedzamy kompleks cerkiewny Suzdoł.Potem ruszamy na Kazań.Nocujemy na dziko 180km przed Kazaniem.
Kolacja - chleb za smalcem robi furorę,rozgrzewamy się wiśniówką Arka i Basi.
Budzimy się w deszczu i wietrze.W Rosji tylko dwukrotnie zatrzymuje nas policja,raz przed przekroczeniem Wołgi.Żadnych łapówek.
Zielona karta wystarcza,"strachowka" niepotrzebna.
I znów długa jazda aż do granicy z Kazachstanem,którą przekraczamy w Troick.
Ekipa kampera znajduje się kilka godzin za nami.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/IcmPu4ZxK-jB5tAWkNSfx9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh4.googleusercontent.com/-IdBLwOIlvhY/Uj3jWW75OcI/AAAAAAAANtg/8VH-yCW0Cjo/s640/DSC_0007.JPG" height="429" width="640" /></a>


Piotr

Kazachstan 1

Krótka odprawa w pierwszym, kazachskim słońcu. Przed nami droga po horyzont i policja na każdym kroku. Na szczęście nas oszczędzają. Pierwsze słońce rozbraja, usypia, zmęczenie dopada nas coraz bardziej. Marzymy o hotelu, prysznicu. Żartujemy, że jak traktorzysta wyjeżdża w pole, to dostaje, bo nigdy nie zdąży wrócić na noc do domu. Paliwo wychodzi po 2 zł za litr i wszędzie ta sama cena. Jeszcze nie sprawdziliśmy czy na nim tylko traktory jeżdżą, ale o tym wkrótce.
Spotyka nas też miły gest i dostajemy arbuza na drogę - cenę melonów musimy targować.
Inne ceny: piwo ok. 3 zł - pol litra.
Tania wódka 7 zł za pół litra.
Chleb (pszenny) - 1 zł za szt.
Jedziemy do wieczora. Udaje nam się znaleźć hotelik 400 km przed Astaną,w Esil.
Zajmujemy w 9 - 4 osobowy pokój - wychodzi 20 zł za osobę.
Korzystamy też z restauracji, jesteśmy trochę zawiedzeni cenami i jakością potraw
= pani Gesslerowa miała by tu co robić, tzn. zrównała by lokal z ziemią.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/1sL5g8jKww3i4175NfFQDNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh6.googleusercontent.com/-QFMb2_xX5mg/Uj3jXOHIP8I/AAAAAAAANto/Hee8_nd9T-U/s640/DSC_0114.JPG" height="429" width="640" /></a>


Tomek

Kazachstan 2

Jest 19 września - 6-sty dzień wyprawy. Poranek wita nas słońcem i przymrozkiem o czym świadczą zmarznięte rośliny na klombach i szron na szybach samochodu. Jako jedyny z ekipy nie wykąpałem się poprzedniego wieczoru, a rano zastałem suchy kran.
Stanąłem więc przed widmem dalszej podróży bez skorzystania z prysznica, ale na szczęście udało się dostać do ciepłej wody.
Do Astany mamy ok. 400 km. Kilkanaście kilometrów przed miastem, droga zrobiła się 4-ro pasmowa, a przy wjeździe do miasta kontrolny posterunek policji i obowiązkowa kontrola niemalże każdego pojazdu.Bardzo miły i uśmiechnięty skośnooki policjant odbył z nami miłą pogawędkę, a nawet doradził co zobaczyć i poinformował o bezpłatnym parkowaniu. Astana - może zachwycać, może zadziwiać, może wzbudzać
różne odczucia. Tutaj ocenę należy pozostawić każdemu indywidualnie.To młode miasto wybudowano od podstaw po upadku komunizmu i uzyskaniu przez Kazachstan suwerenności.Nie ma w nim śladu poprzedniego systemu i związku z sowietami. Ulice szerokie na 3 pasy, komunikacyjnie w miarę drożne. W centrum same nowoczesne przeszklone, wysokie budynki. W moim odczuciu zbudowane jakby przez np. 40 architektów, którzy nigdy ze sobą nie współpracowali, nie porozumiewali się, ani się nie konsultowali. Elementy chińskiej pagody, piramida egipska, ogromny meczet przypominający Tadż Machal, czy budynek filharmonii w kształcie
przewróconego dzbana. W mieście znajduje się: zoo, aqua park, wesołe miasteczko, muzeum miniatur i pewnie wiele innych rozrywek, których nie było dane nam obejrzeć ze względu na ograniczenia czasowe. Na koniec pobytu postanowiliśmy wjechać na wieżę widokową (jak powiedział Piotr "kula na domu"). Wstęp kosztował 500 tengów. Tutaj Wacław przeszedł samego siebie w fotografowaniu. Robił zdjęcia przypadkowo spotkanym dzieciom, wkręcił się na sesję zdjęciową nowożeńców, a wcześniej na ceremonię ślubną w pałacu ślubów.
Ciekawostką, która przykuła moją uwagę był policjant kierujący ruchem na dużym skrzyżowaniu. Poruszał się z iście baletową finezją, poruszając przy tym pałką policyjną jak wprawiony żongler.Pomimo pełnego artyzmu włożonego w wykonywany taniec na skrzyżowaniu, znaki i komendy wydawane w przez niego były bardzo czytelne i jednoznaczne. Ok godz. 19:00 opuszczamy Astanę, ponownie zatrzymani przez kontrolny posterunek policji na rogatkach miasta. Przed nami 1200 km do Ałma Aty i cała noc jazdy.O zmroku ponownie postanawiamy spróbować kuchni KZ w przydrożnym barze. Zamawiamy wszyscy to samo: barszcz z kapustą, biszteks (kotlet mielony z gadziny),
glazunia (jajko sadzone na wierzchu) i ziemniaki. Za 9-cio osobowy posiłek zapłaciliśmy 9200 tengów. Chyba nikt z uczestników wyprawy nie był zachwycony smakiem tych potraw, ale z drugiej strony za te pieniądze...
Na koniec moja osobista dygresja. Dwukrotnie nie mogliśmy się dogadać w języku rosyjskim. Po raz pierwszy Renata próbowała zapytać o mapkę miasta w muzeum miniatur, a po raz drugi zatrzymani przez tańczącego policjanta, byliśmy proszeni o tłumacza.
Może to świadczyć o niechęci do sowietów lub zaznaczeniu swej narodowości w stolicy. Może również wynikać z nieznanych nam pobudek...

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/eSjBu8YA1scvFdEDnV7e3tMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh5.googleusercontent.com/-H8aDYH4C-_s/UkhoeWgrphI/AAAAAAAANuo/ZUTOy3UZMBA/s640/Astana1.JPG" height="427" width="640" /></a>
Ostatnio zmieniony 13 października 2013, 16:02 - ndz przez piotr102, łącznie zmieniany 4 razy.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 904
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 29 września 2013, 21:29 - ndz

Tomek
Kazachstan 3

Jest 20 września - 7-my dzień wyprawy. W związku z dużym dystansem do pokonania (Astana-Alma Ata ok.1200 km) i umówionym w tym dniu spotkaniem z polonią kazachską, Piotr z Arkiem jechali na zmianę całą noc i pół dnia. Droga miejscami była bardzo wyboista, a także sprawiała wrażenie jazdy jakby po kratownicy. Jak się póżniej okazało jest to celowy zabieg Kazachów zapobiegający zasypianiu kierowców za kierownicą (szczególnie ciężarówek niemających tachografów
).Ok godz 14 zatrzymujemy się na obiad. Z jednej strony drogi jezioro Bałchasz, z drugiej krajobraz pustynny. Wiatr jest wszechobecny, zawiewa do oczu i do potraw. W miarę zbliżania się do Alma-Aty krajobraz zaczyna się zazieleniać, pojawiają się pierwsze drzewa, a na horyzoncie pojawia się zarys ośniezonych gór pasma Tien Szan. O godz. 17 spotykamy się w umówionym miejcu z Alexem. Po wymianie waluty wyruszamy w góry w okolice miejscowości Talgary, gdzie wspólnie zorganizowaliśmy piknik plenerowy przy ognisku. Na spotkanie przybyli: Nina Wolwacz ( z domu Bober - przesiedlona z kresów wschodnich), Borys Wolwacz (babka z domu Moczulska) Alex - syn Niny, Oleg Czerwiński z żoną (pochodzenie z Zytomierza), Natalia (pochodzenie spod Grodna). Towarzyszył nam rówmież tambylec Aleksander, mieszkający w górskiej drewnianej chacie, a zajmujący się polowaniem na dziczyznę oraz opieką nad ulami. My poczęstowaliśmy ich polską szynką, kiełbasą z ogniska, ogórkami kiszonymi chlebem oraz sękaczem, Oni nastomiast przygotowali plov, bułeczki z kapustą i z baraniną, pieczone kawałki kurczaka oraz placuszki z dzikim czosnkiem zwane czeburakami. Przy okazji tego spotkania podjęliśmy uroczystość świętowania urodzin naszej Kasi (kasia19). Dyskusje na różne tematy np. o gospodarkach, róznicach kulturowych, standardach życia, o polowaniach i wędkowaniu (tu Arek), wspólne śpiewanie (tu Wacek) i inne - trawły do ok. 23. Nasi współbiesiadnicy otrzymali od nas drobne pamiątki związane z Polską. Nazajutrz o godz 9, Alex miał nas oprowadzić po Alma-Acie.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/qkHbjSdL1g-dK5ktCqEQO9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh3.googleusercontent.com/-gI-v3YFUQJA/UkhpKUfZ-8I/AAAAAAAANwU/21M278qvKyg/s640/Bazar%2520w%2520Alma-Acie.JPG" height="427" width="640" /></a>


Tomek
Kazachstan 4

Jest 21 września - 8-my dzień wyprawy. Pobudka o 8 i zwijanie obozowiska. Alex dosiada się do naszego auta i jedziemy zwiedzać Alma-Atę (tłum.jabłkowy sad). Na początku XX wieku miasto ucierpiało w poważnym trzęsieniu ziemi, stąd nie ma w nim zabytków. Posiada metro i trolejbusy. Zwiedziliśmy drewnianą świątynię prawosławną zbudowaną na początku XX wieku. Kobiety wchodząc do niej muszą posiadać chustę na głowie (tu Wacław załapał się na chrzciny). Podobnie w świątyni islamskiej, tylko że dodatkowo należy zdjąć obuwie (tutaj natomiast Wacław załapał się na kolejny już ślub). Następnie udaliśmy się do ośrodka sportów zimowych, mogąc podziwiać panoramę miasta oraz treningi dziewcząt na skoczni narciarskiej. Na koniec pozostał nam bazar, na którym można było kupić dosłownie wszystko. Sprzedawcy zachęcali do kosztowania swoich produktów. Największą uwagę przykuł sektor koreański, oferujący potrawy i produkty, o których składzie nie mieliśmy pojęcia. Ok. 16 pożegnaliśmy Alexa i udaliśmy się do parku narodowego Sharyn. Po dotarciu szutrową drogą na miejsce, było już za późno na podziwianie uroków przyrody. Basia,Arek i Anita postanowili spędzić noc pod gwiazdami. Basia wyczuwała w nocy lekkie ruchy sejsmiczne. Noc była ciepła, bezwietrzna i gwieździsta.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/kweadg3-hEwsrs7KxR52VdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh3.googleusercontent.com/-74V2ye4ke80/UkhpNk5EssI/AAAAAAAANwc/yIjAHwTQia8/s640/Dolina%2520sus%25C5%2582%25C3%25B3w.JPG" height="427" width="640" /></a>


Tomek + praca zbiorowa dzieczyn
Kazachstan 5/Kirgizja 1

Jest 22 września - 9-ty dzień wyprawy. Po śniadaniu udajemy się na podziwianie ogromu i piękna przyrody stworzonej przez naturę. Park Sharyn (Charyn Canyon National park) obejmuje ogromny kanion polodowcowy do złudzenia przypominający Kanion Kolorado. Można by w tym miejscu z powodzeniem nakęcić western. Miejsce to zamieszkuje duża populacja susłów (czyt. susłik), które pod ziemią zbudowały istny labirynt niezliczonych wejść, wyjść i korytarzy. Piesza wędrówka zaprowadziła nas do górskiego strumienia, który był jakby zieloną oazą z bardzo czystą i zimną wodą. W drodze powrotnej doliną kanionu, spotkaliśmy dwóch chłopców z sokołem (z ros. raróg) na ramieniu. Formacje skalne tworzyły zadziwijące kształty: strzelająca rakieta (hahaha) słusznych rozmiarów i foka przy rydzu :-) Wstęp do parku kosztuje 633 tengi. W południe opuszamy park i udajemy sie w stronę granicy kirgijskiej. Droga dojazdowa do granicy w fatalnym stanie. Dojeżdżamy do przejścia w Karkara o 15. Kontrola KZ bardzo szczegółowa. Po godzinie jestesmy w Kirgizji 2000 m.n.p.m.Krajobraz zmienił się diametralnie. Dalsza droga szutrowa (ok. 50km), wiodła pośród zielonych pól,lasów iglastych i pasm gór. Wszędzie wypasające się stada owiec,krów a przede wszystkim tabuny dzikich, pięknych koni. Zaopatrzenie w wodę dostaliśmy u tambylców za karton soku i paluszki Lajkonik. Zauroczeni urokiem wierzchowców postanowiliśmy spędzić noc na pastwisku.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/vN9bYEwOFuuze32j0KENzdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh5.googleusercontent.com/-ClCcb6WK9cs/Ulrc0JjGD4I/AAAAAAAAN1w/Ha8y5vIwhT8/s640/IMG_8264.JPG" height="427" width="640" /></a>


Tomek
Kirgizja 2

Jest 23 września 10-ty dzień wyprawy.O świcie kierujemy się w stronę pierwszego wiekszego miasteczka Karakol. Tam wymieniamy walutę (100 som = 6,50 PLN), robimy zakupy spożywcze. Misteczko małe, ale posiada rozwiniętą informację turystyczną, z której korzystamy. Obsługa mówi swobodnie po rosyjsku jak i po angielsku. Można za darmo dostać mapki całej Kirgizji jak i określonych regionów. Po demokratycznym głosowamiu, ustalamy że chcemy pojeździć konno w górach. W cym celu jedziemy do wioski Dżeti-Oguz (czerwone skały).Szukając prysznica i chcąc zasięgnąć informacji na temat wynajęcia koni trafiamy na sanatorium-kurort z czasów Lenina. Pani była niemiła i odprawiła nas mówiąc, że nie ma basenu, nie ma pryszniKawaca, nie ma WC, zaproponowała jedynie masaż.Droga do naszgo celu ciągnęła się w wąwozie pod górę, a równolegle towarzyszył na wartki strumień górski raz z jednej, raz z drugiej strony.Na wysokości 2200 m n.p.m. rozbijamy obóz nad strumieniem. Do wieczora czas wolny na zapoznanie się pięknem otaczjących krajobrazów oraz na zorganizowanie koni na dzień następny od miejscowych górali.Piotr i Dawid wypróbowali konie podczas dwugodzinnej przejażdżki. Wieczór zakończony ogniskiem i kiełbasą.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/DKPYgKUwy0C2ZyJ7yL9mVdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh4.googleusercontent.com/-0m31AqNqG1g/UkhpUtz1tVI/AAAAAAAAOA0/R1BOzEB_Mgw/s640/Kirgiz-%25252520D%252525C5%252525BCeti%25252520Oguz.JPG" height="427" width="640" /></a>

Tomek
Kirgizja 3

Jest 24 września 11-ty dzień wyprawy. Zgodnie z umową z tambylcami, o godz.10 dostarczono nam 6 koni (Kasia, Renata i Piotr nie brali udziału). Wyruszyliśmy na 8-mio godzinną wędrówkę w góry.Trasę przeplatał strumień wielokrotnie przekraczany w bród, a po obu stronach kotliny można było zobaczć ostre, kamienne zbocza pokryte roślinnością iglastą. Naszym celem było dojście do stóp góry Ignik, pięknie ośnieżonej. W drodze powrotnej koń Wacka zrzucił go, ale na szczęście nic poważnego się nie stało. Wynajęcie konia na 8 godz. kosztowało 1100 somów/os. prysznic górski kosztował 100 som/os, chleb własnego wypieku 100 som, mleko krowie 40 som/1,5 l.(trzeba mieć własną butelkę PET)

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/CBVhPVTnp_aVa3kXcv3p0tMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh3.googleusercontent.com/-AdVEOYpR3mE/Ulrc4nZeRTI/AAAAAAAAN2I/xGvSmo0_SjI/s640/IMG_8333.JPG" height="427" width="640" /></a>


Tomek + Kasia
Kirgizja 4

Jest 25 września 12-ty dzień wyprawy. Dzisiejsza noc była zimna, na namiotach był lód. Wcześnie rano po śniadaniu zjeżdżamy z gór i kierujemy się w stronę Biszkeku(dystans do pokonania to ok. 400 km) Droga wiedzie równolegle do jeziora Isyk-kul - nawierzchnia w nienajlepszym stanie. Piękno jeziora zatrzmuje nas na krótką kąpiel.Brzeg i dno kamienne.Z biegiem trasy woda przybiera różne barwy od zieleni po turkus, a plaże stają się piaszczyste-białe lub różowe. Nareszcie jest ciepło.Drzewa i krzewy powoli zmieniają zieloną barwę na złocisto-żólto-czerwone kolory.Jak osmagane promieniami wrześniowego słońca. Mijamy małe wioski,pełne jabłkowych sadów. Kupujemy owoce (jabłka i gruszki - razem mix 8 kg - 300 somów).Czasem pośród nadbrzeżnych krajobrazów ukazują nam się relikty sowieckiej epoki- metalowe gwiazdy i sierpy,pokryte rdzą. Im dalej od jeziora Isyk-Kul, tym krajobraz zaczyna pustynnieć - przypomina Ok. 16 zbliżamy się do Biszkeku, ale po demokratycznym głosowaniu postanawiamy ominąć stolicę, ze względu na nieatrakcyjność turystyczną i niepotrzebną stratę czsu. I tak zjeżdżamy na obwodnicę. W Belovodskoe wymieniamy pieniądze. Zatrzymuje nas pierwsza jak do tej pory kirgiska policja. Mocno zadżumiony starszy inspektor przedstawia się, ściska Piotrowi dłoń, pyta czy my turyści i puszcza nas dalej. Słońce zachodzi przepięknie, a niebo jest osnute zasłoną dymu, smogu, kurzu jak mgłą. Za miastem odbijamy na drogę M41, prowadzącą na południe. Po drodze mijamy chińską rafinerię. Robi się już całkiem ciemno, gdy dojeżdżamy do wjazdu na przełęcz Too-Ashu. Bramka - punkt poboru opłat - wjazd kosztuje 10 dolarów. Powoli zaczynamy się wspinać od 800 m npm do prawie 3200 m npm. Tempo wjazdu w/g GPS-u 1 metr/1 sekunda. Serpentyny drogi, mijające światła aut-głównie ciężarówek, a nad nami rozgwieżdżone niebo. Wjeżdżamy do wąskiego tunelu (3 km)a potem zjazd do 2300 m npm i tam rozkładamy obozowisko na noc...


<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/AnXfB5xnct2vlARfG8QGwNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh5.googleusercontent.com/-uWui4RklRuA/Ulrc8KU-rLI/AAAAAAAAN2Y/fnhMLZa1Oq0/s640/IMG_8359.JPG" height="427" width="640" /></a>


Tomek + Kasia
Kirgizja 5

Jest 26 września - 13-ty dzień wyprawy. O godz. 8 wyruszamy krętą, górska drogą w kierunku Osh.Znowu wspinamy się,w przełęczy Ala Bel,na 3000m npm.Droga niemal pusta.Słońce oświetla nam kolorowe pasma gór Tien Szan.W dole wije się bystro rzeka Suusamyr. Do pokonania mamy ponad 400 km.Wjeżdżamy do regionu Jala-labad. W górach dziewczyny zakupują miód w 1 litrowej butelce PET (350 somów).Mijamy jezioro zaporowe Toktogol, a przed nami najbardziej spektakularne widoki...Droga zaczyna sie znowu nieco wspinać.Zakręty,zakręty i tunele.Za miejscowością Kara Kol rozpoczyna się wąwóz rzeki Naryn.Na długości 55 km tworzy ona tutaj szeroką,turkusową wstęgę.Nad nią wznoszą się piaskowo-różowo-czerwone góry.Przepięknie kontrastują ze szmaragdowym odcieniem spokojnej wody.Pasma wcinaja się stromo w nurt.W dwóch miejscach zbudowano zapory wodne. Dojeżdżamy do miejsca,w którym wody tworzą rozlewisko z wyspą-to Rezerwat Kurp-Sary.Rzeka towarzyszy nam do miejscowości Tash-Komur.Do Osh dojeżdżamy ok.18.00.Kasia, Basia i Tomek biorą taksówkę i wyruszają w miasto w poszukiwaniu hotelu na nocleg. Taxówka oczywiście bez taxometru (Daewoo Matiz), ustalana cena przed wyruszeniem.Nocujemy w hotelu Tadż Mahal- 400 somów od osoby w pokojach z łazienką.Wieczorem świętujemy w miejscowej restauracji 80-te urodziny Wacława i kosztujemy wszystkiego w nadmiarze :-)- łagman,zupa,sałatka z krochmalu,kebab oraz zielona i czarna herbata. Restauracja obsługiwana przez 2 kelnerki zawinięte w białe chusty, sukienki do kostek i białe skarpetki. Ze względu na niemożność spożywania alkoholu w restauracjach biesiadę kończymy przed hotelem, przy Pitonie i kończymy miły wieczór przy odrobinie alkoholu.Po upalnym dniu czujemy wreszcie delikatny chłód.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/8yHjlsaiknKrMCH9eIGt8tMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh3.googleusercontent.com/-soMv3acG2C0/Ulrc__EJGtI/AAAAAAAAN2o/t2wWxAtUQ7s/s640/IMG_8375.JPG" height="427" width="640" /></a>


Tomek
Kirgizja 6/Uzbekistan 1

Jest 27 września - 14-ty dzień wyprawy. Od rana znowu ciepło i duszno. Pijemy kawę przed hotelem i obserwujemy jednocześnie jak wypieka sie samsy- bułki z nadzieniem z baraniny, wyraziście przyprawione (kolendra?) i słone!Pieczone w przyulicznym ceglanym piecu (50 somów/szt,).Jedziemy szukać OWIR-u,aby się zarejstrować.Wędrujemy od jednego do drugiego miejsca. Tracąc niepotrzebnie kilka godzin, okazuje się,że rejestracja meldunkowa jest niepotrzebna, chyba że ktoś chce zostać w Kirgistanie powyżej dwóch miesięcy. Jedziemy na górę Sulemana, skąd można podziwiać panoramę miasta i zwiedzić muzeum wykute w skale na dwóch poziomach. Pozostał nam jeszcze miejscowy bazar, zakup pamiątek i pozbycie się waluty kirgijskiej. O godz. 17 jesteśmy na przejściu granicznym. Odprawa kirgiska przebiega krótko, bez problemów i z uśmiechem. Najdłużej zeszło przy odprawie uzbeckiej.Szczegółowo przeszukiwali telefony, aparaty foto i zewnetrzne nośniki pamięci. Jak się później okazało szukali treści pornograficznych i treści religijnych mogących być szerzone na terenie Uzbek. O godz. 20 jesteśmy odprawieni i jedziemy szukać noclegu w plenerze. Mijając okoliczne wioski, kilkakrotnie natknęliśmy się na grających w nogę chlopców, na nowoczesnych dobrze oświetlonych orlikach. Nie jest to jednak łatwe z trzech przyczyn. Po pierwsze teren jest mocno zurbanizowany, jedna wieś się kończy i zaraz zaczyna się druga. Po drugie brak tu łąk i nieużytków jakich było wiele w Kirgizji - do rozbicia namiotów. Po trzecie Uzbecy nie chcą rozmawiać po rosyjsku i pojawia się problem bariery językowej.Jazda samochodem nocą jest dla kierowcy na pewno wyczerpująca.Uzbeccy kierowcy jeżdżą nierzadko nieoświetlonymi autami.Niekiedy nagle przed nami znajdował się pozostawiony samochód.Ludzie spacerują po ciemku.W porównaniu z ciszą kirgiskich wiosek,tutaj knajpy liczne i zapełnione. W swoich nocnych poszukiwaniach trafiamy na tajemniczą farmę bawełnianą. Właściciele nie chcą nas przyjąć, wzywają milicję. Jadąc za nimi, lądujemy w szczerym polu. Milicjanci się oddalają, a my jedziemy szukać dalej.Ok północy kończymy dzień przy grilowanej, kirgijskiej wołowinie.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/btBpmkUKj1w8VavY-zQT49MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh6.googleusercontent.com/-jRWSYqbdfVE/UlrdKOh3MWI/AAAAAAAAN3g/qfkJ9JFelfo/s640/IMG_8396.JPG" height="379" width="640" /></a>


Tomek+Kasia
Uzbekistan 2

Jest 28 września - 15-ty dzień wyprawy. Wyruszamy rano w poszukiwaniu miejsca zakupu strachovki i wymiany walut (koszt strachovki 1500 somów - pakiet podstawowy- obowiązkowy). Droga poza terenem zabudowanym szeroka na 3 pasy w każdą stronę. Po obu stronach jezdni, nieskończone pola bawełniane. W ruchu można zauważyć dominującą markę Daewoo/Chevrolet. Ok. 10 dojeżdżamy do miasta Margilan.Miejscowi oblegają pitona i robią sobie z nim zdjęcia. Tu wymieniamy walutę u miejscowego, bazarowego konika. Za dolara płacił 2500 somów,otrzymaliśmy grube pliki banknotów.Policja daje oficjalne przyzwolenie na tego typu praktyki. Na bazarze robimy bieżące zakupy oraz wczesny obiad: lagman - 3000 somów,plov - 3000 somów, manty - 1500 somów/szt.Tutaj zdecydowanie mniej ludzi zna rosyjski.Na bazarze porozumiewamy się często na migi albo znajduje się jakiś tłumacz.Przy płaceniu kwoty wyświetlają nam na kalkulatorach,na których brakuje czasem miejsca na zera;-). Od naszego przyjazdu do miasta, przyczepił się do nas okoliczny łepek. Krążył z nami przez kilka godzin licząc zapewne na jakąś zapłatę, ale nikt nie wie kiedy zniknął.Kobiety na ulicy są bardziej kolorowe niż te w Kirgizji. Fabrykę jedwabiu obeszliśmy z przewodnikiem, który przedstawił nam cały proces produkcji od przędzy, poprzez farbowanie i tkanie do wyrobu końcowego. Sklep przyfabryczny oferował wyroby jedwabne, ale nikt z nas nic nie kupił ze względu na cenę. Tego dnia udaliśmy się jeszcze do miasteczka Rishtan, celem obejrzenia rodzinnej manufaktury produkującej ręcznie zdobione talerze, filiżanki, dzbanki i czarki do herbaty. Odbyła się prezentacja powstawania wyrobu. Po zakupieniu pamiątek kierujemy się w stronę Taszkentu, gdzie jutro w południe mamy umówione spotkanie z polskim nauczycielem. Jedziemy droga przez przełęcz Kamchik.Na wyjeździe z Kotliny Fergańskiej kontrola milicji.Musimy rejestrować się wjeżdżając do rejonu Namangan.słońce zachodzi i rozglądamy się za miejscem na nocleg.Trudno tu o jakąś boczną drogę,tereny fabryczne i wojskowe.W końcu cos znajdujemy.Kolejny nocleg na 2200m npm,pod gwiazdami i na kamieniach :-).

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/t9EEbx-rIN3fk3-lztqbmtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh4.googleusercontent.com/-GRHzwWabkmU/UlrdNCGFABI/AAAAAAAAN30/eRqbcO1PcCQ/s640/IMG_8410.JPG" height="427" width="640" /></a>
Ostatnio zmieniony 14 października 2013, 19:11 - pn przez piotr102, łącznie zmieniany 2 razy.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 904
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 03 października 2013, 04:45 - czw

Tomek/Kasia
Uzbekistan 3
29 września - 16-ty dzień wyprawy.O godz 8 wyruszmy w stronę Taszkientu, do przebycia prawie 200 km. Po pół godzinie drogi zostajemy zatrzymani przez wojsko, pod zarzutem fotografowania obiektów strategicznych - ogrodzona jednostka wojskowa (foto robił Wacek). Zatrzymali telefon i aparat fotograficzny. Słynne stwierdzenie Piotra o zawodzie wykonywanym przez Wacka " kielnią murował - nie rozumiesz?". Półtora godziny pertraktacji doprowadziły do tego, że musieliśmy się udać do najbliższej miejscowości Angren. Tam Wacek został przesłuchany w biurze paszportowym, został sporządzony protokół i po 2 godzinach i porządnym instruktarzu postępowania w kwestii fotografowania, zostaliśmy zwolnieni. Ok 16 docieramy do Taszkientu. O godz 17 mamy umówione spotkanie z polskim nauczycielem, jednak nie wzięliśmy pod uwagę zmiany strefy czasowej, więc zyskaliśmy godzinę na bazarek i przekąski. Znajdujemy hostel niedaleko centrum za 15 $/os. W towarzystwie nauczyciela Daniela, metrem (800 somów) jedziemy obejrzeć centrum i wysłuchać przy piwie opowiadań o życiu w Uzbekistanie.1,25 litra piwa w barze kosztuje 6500 somów.Jest ono nalewane do plastikowych butelek,a klienci sami przelewaja sobie do kufli. Poznajemy też znajomego Daniela- Łukasza ze Słowacji,który miesiąc temu rozpoczął swoja podróż dookoła świata. Dzieli się z nami swoimi wrażeniami z Samarkandy,Buchary,Mujnaka i Chiwy-miast,które od jutra na naszym szlaku. O 23 zamykane jest metro więc musimy wracać.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/3I-WcfTYyQ9Y588OBCgoS9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh4.googleusercontent.com/-BZGNFLeL2zY/UlrdP5rGEUI/AAAAAAAAN4A/0zZmc8xxiRc/s640/IMG_8426.JPG" height="385" width="640" /></a>

Tomek
Uzbekistan 4
30 września - 17 dzień wyprawy. Po otrzymaniu registracji (meldunku), o godz. 9 opuszczamy hostel i jedziemy jeszcze raz obejrzeć centrum Taszkientu. Przejścia podziemne czyste i zadbane. Policja stoi przy wejściu do metra, przy bramkach i na peronach - zakaz foto. W środku miasta króluje monumentalny hotel Uzbekistan - pozostałość po sowietach. Dużo zieleni. Nie ma tu zbyt wielu knajpek. Próżno też szukać sieciówek typu McDonald's, KFC czy Pizza Hut. Wacek opóźnia wyjazd o 2 godziny. Po tym zdarzeniu ustalamy (w demokratycznzm głosowaniu) karę 100 $ za spóźnienie powyżej 1 godz. Przed nami 300 km do Samarkandy i 13 policyjnych punktów kontrolnych!!! Na szczęscie wszystkie kontrole przeszły bez problemów.Ok godz. 18 docieramy do miasta. Do hostelu B&B jedziemy wąskimi, krętymi zaułkami, ze względu na remont odcinka głównej drogi. Hostel znakomicie zlokalizowany - 200 m od Registanu. Za kolację nocleg i śniadanie zapłaciliśmy 13 $. Podczas nocnych zdjęć Registanu, policjant zachęcał nas do fotografowania o wschodzie słońca.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/lhLf5_5g3dvb7mt0qxuiHNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh5.googleusercontent.com/-bGhK_B7lg5g/UlrdT2kHx7I/AAAAAAAAN4c/YzJF1fCKwM8/s640/IMG_8439.JPG" height="427" width="640" /></a>


Tomek
Uzbekistan 5
1 października - 18 dzień wyprawy. Pobudka o 6 rano, tak aby zobaczyć Registan i zrobić foto o wschodzie słońca. W świetle słonecznym wygląda imponująco, mozaiki na medresach lśnią, a cała budowla powala swoją wielkością i dostojeństwem. Za 10 000 somów policjant wpuszcza nas na szczyt jednej z medres, aby móc podziwiać panoramę miasta. Jest bardzo gorąco, powyżej 30 st. C, niebo bezchmurne. Do godz 13 czas wolny na zwiedzanie mauzoleum Timura, starego cmentarza, bazaru oraz na zjedzenie obiadu. Po wyjeździe z miasta kierujemy się do misteczka narodzin Timura Shahrisabz, gdzie stoi jego pomnik, a w tle ruiny dużego zamku.To letnia rezydencja Timura- Pałac Ak-Saray. Dalsza podróż przebiega w zróżnicowanym krajobrazie, Pola bawełny ustępują miejsca górom i serpentynom, a następnie stepom i równinom. Noc zamierzamy spędić właśnie na stepie. Przy kolacji dołączją do nas dwaj okoliczni tambylcy, którzy mówią tylko po uzbecku. Talent językoznawczy Piotra bierze górę i trochę na migi itd próbują zaprosić nas do siebie na urodziny swojego ojca (zarżnnęli barana). W końcu nakarmieni przez nas sałatką, polską kiełbasą, chałwą i herbatą, oddalają sie w przyjaznej atmosferze. Po raz pierwszy podczas całej wyprawy, bariera językowa była tak wielka, że uniemożliwiała komunikację. Dotychczas zawsze którymś z języków można się było dogadać. Tutaj bardziej zwyciężył język migowy.

Kasia

Samarkanda nie jest tak baśniowa jak opisują to przewodniki.Ale po Taszkiencie wreszcie czuje się klimat minionych epok.No,może namiastkę tego klimatu.Wjeżdżamy do centrum wąskimi uliczkami,pełnymi dziur.Główne "arterie" w wiecznej budowie.Miasto o zachodzie słońca spowite zasłoną kurzu i pyłu.Powietrze gęste od upału.Odnajdujemy nasz hotel Bahodir.Niezwykle sympatyczni właściciele i wnętrze.Wejście,jak w większości domów tutaj,przez dużą,zdobioną bramę.Dalej labirynt korytarzy.W centrum obszerna jadalnia ze stołem, przy którym spotykaja się wszyscy goście.Zaraz po przybyciu dostajemy kolację- zupa,pierogi,sałatka i arbuz na deser.Na ścianach hostelu dziesiątki kartek pocztowych i wyróżniająca się biało-czerwona flaga.Pokoje na dole i na górze,dokąd wiodą strome schody.Jest tak ciepło,że śpimy przy otwartym oknie.A w nocy na dachu buszują koty.Chłopaki mają pokój bez okien i łóżka z materacami miękkimi,niemal łóżka wodne ;-).Świt w Samarkandzie bardzo rześki,trochę upragnionego chłodu i jeszcze przejrzyste powietrze.Budzący się dzień to przechadzający się leniwie milicjanci,oczekujący na turystów chcących zwiedzić kompleks Registanu w porze kiedy jest tu pusto i cicho.Wejście na wieżę krętmi,wąskimi schodami rozczarowuje nieco-nie jest to dobry punkt do robienia zdjęć.Ale można z góry zlokalizować pozostałe zabytki i popracować nad pewnymi partiami mięśni przy wchodzeniu i schodzeniu ;-).Registan to kompleks trzech meders- Medresa Ulugbeka,Medresa Sherdor i Medresa Tilla Quori. Ornamenty w kolorach turkusu,błękitu,szmaragdu,zieleni,bieli ożywiają piaskowe jak pustynia ściany,kolumny,kopuły.Z daleka ładnie prezentują się zza zieleni sosnowych drzew.Od Registanu prowadzi bulwar,od którego dochodzi się do pozostałych budowli.Miejsce,które większości z nas najbardziej utkwiło w pamięci, jest nekropolia- Kompleks Shohi-Zinda,co znaczy "Żyjący szach".
Pomiędzy Registanem a nekropolią znajduje się bazar-Siyob Bozori.Kolorowi ludzie i stragany,wschodni gwar.Wyjeżdżając z Samarkandy odwiedzamy jeszcze pozostałości obserwatorium Ulugbeka.
Zabrakło mi w Samarkandzie kontaktu z miejscowymi twórcami,takiego kontaktu na ulicy.Współczesny bulwar z latarniami, z oszklonymi witrynami sklepów z pamiątkami, odbiera miastu jego dostojny wiek i dawny charakter.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/MGF3E6jBBoK64_C4BpNJGdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh3.googleusercontent.com/-sNII-aRdayM/UlrdqrV2m7I/AAAAAAAAN6I/_FV-qISsbfU/s640/IMG_8512.JPG" height="427" width="640" /></a>


Tomek
Uzbekistan 6
2 października - 19 dzień wyprawy. Do Buchary ok. 250 km. Krajobraz nadal pustynno-stepowy. Po drodze napotykamy płonące szyby gazowe, tereny zagospodarowane na potrzeby wydobycia oraz charakterystyczne kompleksy jednakowych domów mieszkalnych tworzących całe osiedla robotnicze. Jest bardzo gorąco, niebo bezchmurne, po drodze można zobaczyć wielbłądy i dromadery. W południe docieramy do Buchary i znajdujemy hotel w centrum za 12 $/os ze śniadaniem. Warunki: bardzo czysto i schludnie.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/CKYvjtrviC2vIcSZZU-DNdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh4.googleusercontent.com/-rHbnznbSQEM/Ulrd7XbE26I/AAAAAAAAN7Y/Pq2RAsXjX0U/s640/IMG_8557.JPG" height="427" width="640" /></a>
Ostatnio zmieniony 14 października 2013, 19:17 - pn przez piotr102, łącznie zmieniany 1 raz.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 904
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Postautor: piotr102 » 13 października 2013, 15:08 - ndz

Kasia

Bukhara,Buxoro,Buchara...kolejne miasto na trasie Jedwabnego Szlaku.Niebo bezchmurne i gorące powietrze.Słońce oświetla piaskowego koloru architekturę,turkusowe kopuły meczetów.Trudno znaleźć odrobinę cienia.Stare miasto to centrum Bukhary,utkane z wąskich uliczek,na których kwitnie kolorowo rozkładają swoje kramy miejscowi rzemieślnicy.Dywany,apaszki,chusty,szale,ceramika,biżuteria,tkaniny.Nic szczególnego nie przyciaga naszej uwagi.Jedynie bardzo smaczna herbata na bazie goździków,cynamonu i kardamonu.Oglądamy medresę Miri Ara,meczet Kalon.Dochodzimy do cytadeli.Wewnątrz niewiele do oglądania,ale za to imponujące mury.Przypominają szereg połączonych ze sobą olbrzymich,glinianych dzbanów.Za twierdzą odnajdujemy jeszcze mauzoleum Chashma Ayub,w którym znajduje się legendarna studnia Hioba.Czerpiemy z niej wodę i pijemy.Ma ponoć właściwości uzdrawiające.za mauzoleum znajduje się bazar Buyum.O tej porze już pustawy.A my spragnieni i wyczerpani upałem.Odnajdujemy w okolicy jeszcze mauzoleum Samanidów z 9/10 wieku.Budowla i zdobienia z wypalanej cegły.Wzory misternie wyrzeźbione i ułożone.Kwadraty,koła,plecionki.Niesamowita precyzja.W drodze powrotnej napotykamy miłą miejscową knajpę.Wreszcie chłodne piwo w cieniu :-).Chwila wytchnienia.W pobliżu hotelu,na wysepce ulicznej spotykamy się wszyscy na kolacji.Jest lagman,shourpa,mięso z ziemniakami.
Bukhara sprawia wrażenie bardziej kameralnej niż Samarkanda.Może dlatego,że stara część miasta jest okolona nową,przez to bardziej odrębna.Jest tu więcej knajp,więcej turystów.Niektóre restauracje służą jako spęd dla gości z innych kontynentów,ceny są tam oczywiście od razu wyższe.Dlatego my jadamy tam,gdzie miejscowi.Jest smacznie,swojsko i póki co bez większych problemów trawiennych.Do posiłków zielona lub czarna herbata w czarkach.Zdarzyło nam się pić piwo z tych czarek,bo nie wszędzie są szklanki.

HOTEL W BUKHARZE: SUKHROB BARZU 9,L.BABAHANOVA ST.
sukhrob@intal.uz tel./fax 998 365 224 29 47

w pobliżu starego miasta


<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/ki52TxTMJoUpNmzdfoUrstMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh6.googleusercontent.com/-StuZn-3Zd5o/UlreKt3hVfI/AAAAAAAAN8k/toNwtyeHklY/s640/IMG_8615.JPG" height="427" width="640" /></a>

Tomek/Kasia
Uzbekistan
3 październik - 20 dzień wyprawy. Rano wyruszamy z Buchary. Wszyscy bardzo zadowoleni z hotelu, dobre śniadanie. Jedziemy w kierunku Chiwy - ok. 400 km przez pustynię. Posiłek w ostatniej oazie (większość jadła szaszłyk z kury i o dziwo ze świni!). Krajobraz pustynny i przeraźliwie gorąco. Nawet tutaj nie brak posterunków kontrolnych policji. W połowie pustyni droga robi się 4-ro pasmowa. To betonówka budowana przez Niemców - bardzo dobrej jakości. Naszą uwagę przykuła stacja benzynowa. Wyglądała na opuszczoną, dystybutory jak sprzed 100 lat. Jednak funkcjownowała prawidłowo. Zakupiliśmy paliwo.Jego jakość może budzić wątpliwości,ale sprzedawca zapewnił nas,że to jest najlepszy diesel czyli zielony.Chociaż po wlaniu 5 litrów do pojemnika po wodzie jego kolor wydaje nam się brązowy,jedziemy bez problemów :-). Po południu otoczenie staje się coraz bardziej zielone, a pod wieczór docieramy do rzeki Amu-Daria.Na moście i za mostem posterunki milicji.Zjeżdżamy tuż za mostem w lewo,a jeden z miejscowych prowadzi do miejsca nad rzeką,gdzie można rozbić namioty.
Tutaj nocleg na dziko i gril, a rano Chiwa.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/7R3xymjS5ctjLXkQkOoWENMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh4.googleusercontent.com/-oGglbqVJdJw/UlreR2rCsUI/AAAAAAAAN9I/JpLEH6SCePI/s640/IMG_8640.JPG" height="427" width="640" /></a>


Kasia
Uzbekistan
4 października- 21 dzień wyprawy.Po bardzo ciepłej i znowu gwieździstej nocy,pobudka o godz. 6.00.Jeszcze ciemno.Po śniadaniu wyruszamy do Chiwy,do której pozostało nam 50km.Legenda głosi,że osada miasta powstała wokół studni,przy której zatrzymywały sie karawany wędrujące z indii do Europy.Studnię te miał wykopać syn Noego-Sem.Dojeżdżamy do centrum starego miasta -Ichan Quala.Do starego miasta można dostać się czterema bramami.My wchodzimy przez bramę zachodnią- Ota Darvoza.Ichan Quala wypełnione jest gęsto meczetami,medresami,mauzoleami i minaretami.Najstarszym z zabytków to Meczet Piątkowy.W jego wnętrzu znajduje się "las" drewnianych,rzeźbionych kolumn.Najbarzdiej wyróżniającą się budowlą jets minaret Kalta Minor.Kolorystyka zdobień, ich różnorodność i połysk kafli ożywiają piaskowe tło Ichan Quala.Kalta Minor zwany małym minaretem miał być tak wysoki,aby można było zobaczyć z niego Bucharę.Po wybudowaniu 28 metrów,jego pomysłodawca Amin Khan poległ w bitwie i budowa została na tym etapie zatrzymana.
W jednym z minaretów pokonujemy stromo i częściowo w ciemnościach pnące się 118 schodów.Pod nami rozciąga się stara i nowsza Chiwa.Jest mniejsza niż Samarkanda i Buchara,bardziej kameralna i bardziej upalna.Za bramą wschodnią rozciaga się bazar.Kupujemy warzywa,chleb,zielone herbaty i ok. południa opuszczamy ostatnie ładne miasto na naszym szlaku.Udajemy sie do republiki Karakalpakstan.Jej stolicą jest Nukus- najbardziej odrażające miasto,jakie spotkałam w podrózy.Chcemy tu tylko przenocować i wziąć być może ostatni prysznic przed długim powrotem do kraju.Przemysłowe przedmieście,zrujnowane,odrapane,opuszczone budynki,niektóre jakieś nowsze,ale równie brzydkie.Hotel Taszkient,polecany przez przewodnik,okazuje się hotelem widmo.Straszy betonem i pustką,kolejny szpetny twór tego miasta.Możliwości noclegowe prawie żadne.W hotelach obowiązują inne ceny dla miejscowych,inne dla turystów.Zostajemy w końcu w hotelu Nukus - chyba wizytówce miasta.Łazienki chyba dawno już przestały wołać o sprzątanie,pokryte rdzawym osadem z wodą pojawiającą się pulsacyjnie.Mechanizmy spłuczek w toalecie bez przykrycia nagromadziły kilkudziesięcioletni kamień i brud.W trakcie mycia przemyka obok mnie jakiś owad w szarym pancerzu.Zmęczona upalną drogą w pierwszej chwili w ogóle nie reaguję.Ale kiedy zaczyna jeszcze latać,bez skrupułów pozbawiam go życia.Stół w naszym pokoju mógłby pochodzić z jakiejś fabryki,warsztatu,a może to na i nad nim lała się wódka w czasie partyjnych nasiadówek ;-).Pamięta wiele...W barze hotelowym jemy o dziwo smacznego lagmana- żarkij lagman.Ale całe oczekiwanie na zamówienie trwało..Rano,podczas śniadania po ścianch spacerują karaluchy.Norma.Po klimatycznych miastach Jedwabnego Szlaku, Nukus- zastygłe w mętnych i gorzkich oparach sowietyzmu,jest jak zły sen.Uciec stąd jak najszybciej!

Tomek

Chiva w moim odczuciu, była jakby wisienką na torcie jedwabnego szlaku. Mi najbardziej się podobała. Imponujące mury z 4 bramami uruchamiają wyobrażnię jak to miasto mogło wyglądać i funkcjonować w czasach swojej świetności. Tutaj przy wejściu zrobili nas w balona, sprzedając bilet za 12$( na szczęście jeden) mający wpuszczać nas do wszystkich muzeów w Chivie. Jednak to fikcja, bo za każde wejście trzeba było płacić oddzielnie. Jeszcze uwaga w kwestii hotelu Nukus.Z zewnątrz odnowiony, może nawet zachęcać.Po wejściu klimat z czasów Gierka. Pokoje również utrzymane w klimacie z epoki 12$/os ze śniadaniem. Zastanawiałem się nawet, czy to nie jest celowy zabieg, aby przenieść turystę w czasie. Tak nawiasem mówiąc, w całym mieście są tylko 2 hotele mogące przyjmować obcokrajowców. Jeden z nich potwornie drogi, a drugi to ten, w którym się zatrzymaliśmy.Wybór prosty i oczywisty - a raczej brak wyboru. Na koniec słowo o łazienkach hotelowych. Zardzewiałe rury prowadzone po wierzchu, grzyb, karaluchy,odłażąca farba z sufitu i wiecznie cieknąca spłuczka. Woda dostępna w cyklach 5cio minutowych, czyli 5 minut leci, 5 minut nie leci. W nocy natomiast wśród ciszy, słychać było koncert kapiącej wody, cieknących i trzeszczących rur w całym budynku, prawie jak horrorach S. Kinga. Restauracja posiadała przćmione oświetlenie ( jedna na 3 żarówki świeciła), spowita dymem papierosowym. Całokształtu dopełniały stoły pokryte foliową ceratą na pinezkach i drewniana lamperia. Słowem "back to the future".Przeżyce, które odciska się na zawsze.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/nwV-w6PsT5U5P-akoCPOOtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh6.googleusercontent.com/-V08SRVNW40c/UlreWDbnSEI/AAAAAAAAN9g/vXG2dqtas5s/s640/IMG_8658.JPG" height="427" width="640" /></a>


Tomek
Uzbekistan
5 października, 22 dzień wyprawy. Rano śniadanie w gierkowskiej restauracji. 1 zestaw obowiązkowy kawa+omlet (2 jaja sadzone)+kiełbaska z psa na ciepło. Po opuszczeniu hotelu pocztówki lądują w przypocztowej skrzynce i udajemy się w kierunku Moynak. Niedaleko przed celem zatrzymujemy się na dziko celem konsumpcji.Po przedstawieniu się szybkie rozdanie flaszki, którą postawili. Miła konwersacja, wymiana telefonów, poczęstunek i odjechali w przyjaźni.Samo misteczko Monyak straciło na swej ważności i świetności poprzez cofnięcie się brzegu morza Aralskiego. Pozotstały ruiny fabryki przetwórstwa ryb, kino itp. Niektóre części miasteczka przypominały grecki klimat - białe domy i niebieskie okiennice. Docieramy na wyschnięty brzeg morza.Tu zdjęcia wśród wraków 11 zachowanych statków i szukanie obozowiska na noc. Nocleg na dziko + ognisko + ziemniaki. To był ostatni ciepły dzień, noc dość chłodna.

Kasia

Ciekawe czy nasze pocztówki w ogóle dotrą.Na poczcie w Nukus urzędniczka nie wiedziała dokładnie,co z nimi zrobić.Znaczki były już naklejone,ale wymagały one specjalnego "odprawljenja",co oznaczało co najmniej półgodzinne oczekiwanie na kompetentnego urzędnika i dopłatę 3-4 tys. sumów do każdej kartki.Nie mając czasu,wrzuciliśmy je po prostu do skrytki pocztowej.
Na byłej plaży w Moynak łapiemy ostatnie ciepło,przechadzając sie pomiędzy zardzewiałymi statkami.W białym piasku wciąż można odnaleźć muszelki.Tak jakby czekały na powrót morza.Miejscowość o niskiej zabudowie w morsko-niebieskich kolorach przywołuje swój portowy charakter.To, co jeszcze po nim zostało, to opustoszała fabryka konserw rybnych.
Droga do Moynaku wiedzie przez pola,pełne trzcin,kolorowych krzewów,bujających się nad piaskami.Krajobraz sawanny.Osłonięci taką bujną roślinnością rozpalamy ognisko i grzejemy się przy nim,bo temperatura wieczorem znacznie się obniżyła.To chyba jedna z chłodniejszych nocy wyprawy,a na pewno najzimniejszy poranek.W śpiworach czekamy na słońce,które wschodzi niespiesznie,ale za to pięknie :-).Dawid i Piotr rozpalają ponownie nasze jeszcze tlące się ognisko.Ziemniaki,które pozostawiliśmy na noc,niestety zwęgliły się:-(.
Po śniadaniu jedziemy już na granicę uzbecko-kazachską.Dostajemy wiadomość od ekipy z kampera,że są w Moynaku i miejscowi powiedzieli im,że nie zobaczą statków,gdyz zostały one wywiezione do Chin.Mamy nadzieję,że wkrótce nasze drogi się spotkają,skoro już tyle nadgonili.


<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/g1NbQBmLezmljHE48pfTzNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh3.googleusercontent.com/-N2o9Sg2SZqM/UlrewHY4ceI/AAAAAAAAN_w/at8-FGZTSzU/s640/IMG_8756.JPG" height="427" width="640" /></a>



Tomek
Uzbekistan/Kazachstan
6 października, 23 dzień wyprawy. Wyruszamy w stronę granicy KZ. Do pokonania ok. 300 km pustyni i dwie niewiadome. Jaka jakość drogi? Czy przejście całodobowe? Wizy uzbeckie ważne do jutra. Droga ocinkami: dobra i fatalna, naprzemian. W połowie dystansu, przerwa w oazie na obiad i pozbycie się ostatnich pieniędzy uzbeckich.Zakładamy długie spodnie i skarpety (ja mam zawsze na nogach he he - dla niektórych wciąż zagadką dlaczego?), bo wyraźnie chłodno. Termometr pitona pokazuje 10 st. C. O godz 15 docieramy do przejścia, odprawa pochłania 3 godz.Registrowki o które było tyle zachodu, nawet na granicy nikt nie zapytał.Teren po przekroceniu granicy wygląda je wysypisko śmieci. Nieskończenie długa kolejka ciężarówek różnych narodowości. Noceg na pustyni kazachskiej i chyba pożegnaliśmy ciepłe dni i ciepłe noce.

Tomek
Kazachstan
7 października, 24 dzień wyprawy. Pustynny poranek wita nas chłodem. termometr pitona wsakzuje 0 st, C. Skończyły nam się zapasy wody i chleba.Do najbliższej miejscowości ok 100 km szutrowej, wyboistej drogi. Szybka kawa (para leci z ust) i w drogę. Piton nie rozwija większej prędkości niż 30-40 km/h. Za stery na ochotnika siada Renata potem Tomek. W południe docieramy do celu. Wymieniamy walutę, tankujemy auto, a przy zakupach w markecie spotykamy kamperowców. Od tego momentu droga się poprawia i jest w b dobrym stanie. Wokół tylko pustynia i często spotykane stada wielbłądów po obu stronach jezdni. Ze względu na brak zadrzewienia i zakrzaczenia, dziewczyny mają kłopoty ze znajdowaniem miejsca do... wiadomo czego. Temperatura nie przekracza 10 st. C, chociaż niebo słoneczne i bezchmurne.O 17 dociaramy do kolejnego wiekszego miasteczka. tutaj wymiana waluty, zakupy na bazarze i w markecie. Staramy sie dojechachać jak najbliżej morza kaspijskiego. Nocleg w plenerze z kamperowcami

Kasia

Wyszukiwanie miejsca na damską toaletę na stepach i pustyni to cała przyjemność.Przez kilka kilometrów ani jednego krzaczaka,żadnego pagórka,a tu nagle wybawienie- zardzewiała beczka albo pomnik łucznika.Stała sobie więc kolejka do beczki:-).i wszystko byłoby ok,gdyby nie Wacek,który nawet w tak ustronnych miejscach czai się z aparatem :-0.

<a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/ZcKs48ruegRHxUNwvRUTAdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"><img src="https://lh4.googleusercontent.com/-EsK3K7LqAYc/Ulre1nRP-dI/AAAAAAAAOAQ/K-57gbJGzy4/s640/IMG_8769.JPG" height="427" width="640" /></a>


Tomek
Kazachstan/Rosja
8 pażdziernika, 25 dzień wyprawy. Poranek wita nas -2 stopniowym mrozem. Para leci z ust, a konsumowane śniadanie trzeszczy w dzie ustach bez uczucia smaku. Jedziemy w stronę morza kaspijskiego do granicy RU z małymi przerwami na siku. Mijamy rzekę Ural, po drodze wciąż pustynia, wielbłądy i liczne pola naftowe. O godz. 14 zjeżdżamy z głównej drogi w stronę morza kaspijskiego. Obiad nad brzegiem - mix fasolki i grochowej i wyszła grochowa po bretońsku he he. Plaża szeroka, pokryta jakby czerwonym wrzosowym kobiercem, usianym muszelkami. Po grząskości podłoża można sądzić, ze następują tu morskie przypływy i odpływy. Na kąpiel jednak za zimno - +18 st. C i wieje od morza. Kierunek granica RU. Ostatnie 10 km to poligon dla zawieszenia pitona. Dziury w jezdni jak w serze, koleiny, trzeba jechać slalomem. Na przejście docieramy o godz 19, odprawa KZ przebiega szybko. Wjeżdżamy na most graniczny, każdy z nas otrzymuje talończyk i jedziemy jeszcze 5 km do odprawy RU (nowy terminal RU w budowie przy moście).Odprawa rosyjska również przebiegła nadzwyczaj sprawnie (jak na Rosjan). Przed nami ok.60 km do Astrachania, gdzie będziemy nocować w hostelu. Droga uległa zacznej poprawie, aczkolwiek jest ciemno i trzeba uważać na schodzące z pól konie i krowy (mijaliśmy potrąconą przez samochód). W najbliższej wiosce czeka nas jeszcze przeprawa w przez most pontonowy. Opłata za przejazd 130 rubli. Po dojechaniu do Astrachania, rozpoczynamy poszukiwania hostelu. Niestety wszystkie miejsca zajęte, a do tego ceny wyrywają z sandałów (min. 2000 rubli/os). Jak się póżniej okazało brak wogóle hosteli o standarcie którego szukaliśmy.Widać Rosjanie stawiają tylko na luxus, a biednych turystówn z Polski nie ma gdzie przenocować he he. Szkoda nam było trochę opuszczać Astrachań bez możliwości zwiedzenia i zrobienia foto. Nocą wyglądał bardzo ładnie. Ostatnia próbę podjęliśmy na rogatkach miasta, ale i tutaj cena była wygórowana (120 PLN/os w pokoju 4 os.).Postanowiliśmy jechać ile się da w kierunki granicy RU/UA.

Kasia

Droga do granicy - MAKABRA! Dziury,doły,koleiny...i tak przez prawie 300km.Po lewej step,po prawej step.A na nim przechadzające się wielbłądy.Niektóre przystrojone czerwonymi czy żółtymi kokardkami.Może po to by były lepiej widoczne,bo same stapiaja się z tłem ;-).Od głównej drogi odbijamy 2,5 km na południe,w kierunku Morza Kaspijskiego.Mijamy punkty,w których wydobywa się ropę.Droga utwardzona przechodzi w trochę bardziej piaszczystą,jak wydma.Ale piton radzi sobie z nią doskonale.Po chwili przed nami ukazuje się bordowy dywan z nadmorskich roślin,ciagnący się po horyzont.Tu i ówdzie ozdabiają go kępy długich,suchych traw.Prawdopodobnie wyrzuconych kiedyś przez morze.Cały obszar usiany jest drobnymi muszelkami.Piękny widok i piękne miejsce na szybki obiad :-)

Tomek
Rosja/Ukraina
9 października, 26 dzień wyprawy. Nocleg w pitonie. Arek z Piotrem jadą cała noc naprzemian po 3 godziny. Droga średniej jakości, ale da się jechać 80 km/h. W nocy przejechaliśmy Stalingrad, ale wszyscy spali. Rano śniadanie w plenerze i jedziemy do granicy (ok. 200 km) Na zewnątrz zielono, nie widać jeszcze oznak jesieni, temp.12 st.C bezwietrznie i przyjemnie. Słońca brak. Ok. godz 15 docieramy do przejścia RU/UA. Odprawa przebiega sprawnie.Cofamy zagarki o 2 godziny. W najbliższym miasteczku, w banku, pozbywamy się rubli i zaopatrujemy w hrywny (1$ = 8,19 UAH) Hrywna kosztuje 0,40 PLN. Wjeżdżamy do Ługańska i kierujemy się w stronę Kijowa (do przejechania 800 km).Jedziemy ile się da, ale zmęczenie kierowców zaczyna być widoczne. Po zmorku stajemy w przydrożnym hotelu na nocleg. 4500 hrywien za wszystkich, warunki względnie dobre. Kaloryfery w hotelu grzeją.

Kasia

Astrachań odwiedzony przez chwilę późną nocą nawet nam się podobał.Ale z powodu problemu z noclegiem,zostawiamy go i ruszamy dalej.Nocna kolacja w busie,bo na zewnątrz chłód.Układanie się do snu.Wydaje się to niemożliwe,a jednak.Anita po raz kolejny dzielnie spędza noc na karimacie za siedzeniami Renaty i Wacka.To była chyba najbardziej męcząca noc,a wcześniej dzień dla naszych kierowców-Piotra i Arka.Na pewno plusem tego nocnego planu było przejechanie Wołgogradu wczesnym świtem.Miasto ciagnęło się bez końca,duzo świateł.Nawet o tak wczesnej porze był juz ruch,a co dopiero gdybysmy musieli pokonywac je w południe.Nasi towarzysze podróży z kampera poznali wczoraj miejscowych i zostali na noc gdzieś w okolicach mostu zwodzonego przed Astrachaniem.
My tymczasem przekraczamy przedostatnią w tej podróży granicę-rosyjsko-ukraińską.Wymieniamy ostatni raz walutę.Po tengach,somach kirgiskich,somach uzbeckich,rublach przyszła kolej na ukraińskie hrywny.Obiad jemy w plenerze,w słońcu i ruszamy w kierunku Kijowa.

Tomek
Ukraina
10 października, 27 dzień wyprawy. Śniadanie robimy sami w hotelu i wyjazd do Kijowa. Droga średniej jakości. Pomimo,że jesteśmy w Ukrainie, wciąż mam poczucie jakbyśmy byli w Rosji. Zabudowa, gaz prowadzony po wierzchu, ludzie mówiący po rosyjsku....Zobaczymy jak dalej.Drzewa powoli zaczynają się złocić. Rano była mgła, ale słoneczny poranek szybko ją rozmył.Ostatni obiad w plenerze. Do Kijowa docieramy ok godz. 19. Zwiedzanie pomnika wielkiej baby z mieczem i tarczą, komleksu światyń i odjazd w stronę Lwowa. Nocleg podczas jazdy. O godz. 4 rano jesteśmy we Lwowie.

Piotr
Zwiedzamy Lwów. Ostatni obiad na Lwowskim rynku i ponowne doświadczenie: czym ładniejsza restauracja tym gorsze i droższe jedzenie. Jedziemy na granice. Przekraczamy ją w 3 godz. Zegnamy Arka, Basie i Dawida na dworcu w Przemyślu. Jemy kolacje pozegnalną z Tomkiem i sie roztajemy z nastepnym uczestnikiem wyprawy.
Jedziemy dalej do Wrocka i robi sie jeszcze smutniej bo tu już wszyscy sie roztajemy i nadzieja że sie jeszcze spotkamy na kolejnej wyprawie.

W wyprawie wzieło udzial 9 osob.
Przejechalismy 14400 km.
Odwiedzilismy 7 krajów.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

Tomek
Posty: 44
Rejestracja: 30 czerwca 2013, 18:40 - ndz
Lokalizacja: Przemyśl

Postautor: Tomek » 22 października 2013, 13:53 - wt

I na podsumowanie słynna odpowiedź Piotra:

Wsje paszporty, czy only mój?

He he he!


Wróć do „Relacje, wspomnienia, opinie”




  Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron