Jesli jest to Twoja pierwsza wizyta przeczytaj: FAQ. Jeśli chcesz dodawać posty zarejestruj sie: Rejestracja.


Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

było jak było, ale jak?
piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 903
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 26 marca 2018, 18:33 - pn

3. i 4.07.2018
Po 4 miesięcznej przerwie w podróży dookoła Afryki czas wrócić po samochód i kontynuować podróż. Cztery miesące nabierania sił, przygotowywania logistycznego i zbierania kasy.
Wylot do Kapsztadu 3.07 o godz. 17 z dwoma przesiadkami. JAK JA NIE LUBIĘ LATAĆ. Lecimy przez Frankfurt, gdzie biegiem pędzimy do samolotu, gdyż z Wawy wylatujemy z opóźnieniem. W Windhoek wysiadamy zimną nocą na płytę lotniska i tak samo wsiadamy - zmarznięci, aby dolecieć do Kapsztadu. Lecimy w 6 osób. Ekipa Jacka 4 osobowa i na razie 2 osobowa moja. W Kapsztadzie czekamy 2 godz, i dolatuje Edek z Tadkiem. Jesteśmy w komplecie. Na zewnątrz ciepło, nawet bardzo. My na krótko, kierowcy taxi brakuje tylko rękawiczek, aby mieć kompletny strój zimowy z polskiej zimy lat 80. W koncu tutaj środek zimy, choć nie dla nas. Czarny kolega zawozi nas do Hout Bay, gdzie u Grega przechowujemy samochody. Niedawno tak lało, że po otwarciu Pitona wylewa się z niego woda i grzyb już atakuje wszystko, co może. Niestety, nie możemy odpalić samochodów. Wszystko zalane i baterie wyczerpane. W końcu przy pomocy pchania i innych akumulatorów ruszyły. Słono zapłaciliśmy za kawałek podwórka i ruszyliśmy dalej do hostelu wartego polecenia - Riverlodge - blisko centrum Kapsztadu. Wieczór zakończyliśmy juz w całym składzie 4+4 - wieczorkiem zapoznawczym.
Obrazek

5. i 6.07.2018
Dzień napraw, mycia i przygotowania naszych pojazdów. W jednym warsztacie spawanie ramy, w drugim naprawa silnika i osprzętu. Wracając z warsztatów wymieniliśmy jeszcze dwie opony na nowe, a reszta we własnym zakresie. Mieliśmy jeszcze czas na zobaczenie centrum Kapsztadu i pierwsze zakupy w supermarkecie. A i zrobiliśmy poprawiny wieczorka zapoznawczego.
Obrazek


7.07.2018
Noce mamy chłodne, dobre do spania. Nie wieje jak latem, a w dzień najlepsza pogoda do jazdy, oglądania i zwiedzania. Ruszamy rano. Mamy problem z wymianą kasy, ale udaje nam się nazbierać na przecudowny ogród botaniczny, drogę widokową, wjazd na Good Hope. Tylko pingwiny były za darmo i noc na parkingu nad Oceanem Indyjskim. Tutaj jakoś cieplej. Wreszcie wyprawa i trasa.
Obrazek
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 903
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 11 lipca 2018, 17:23 - śr

8.07.2018
Pobudka w chłodzie wilgotnego poranka. Jedziemy na Przylądek Igielny, najbardziej na południe wysuniętego punktu Afryki. Przejeżdżamy ponownie przez Kapsztad, odwiedzając supermarket i za miastem klify. Droga monotonna wśród ogromnych połaci ferm, gdzie wszystko poza drogą jest ogrodzone i nie można zjechać. Przed zachodem słońca dojeżdżamy na Przylądek Igielny. Na miejscu latarnia morska na wzór latarnii starożytnych, wielka makieta Afryki i tablica pamiątkowo-informacyjna. Śpimy na kampingu w pobliżu.
Obrazek


9.07.2018
Poranne naprawy Pitona, pranie, spacer plażą i dość późno ruszamy w kierunku Johanesburga. Po drodze wymieniamy pieniądze i robimy zaopatrzenie w supermarkecie. Wjeżdżamy w ładną widokowo trasę górską. Udaje nam się dojechać tylko do kampingu z wanną w Oudtshorn. Na razie to najdroższy kamp. na naszej trasie - 70 rand/osoba (20 pln). Kolejna chłodna noc, czyli 5 stopni nocą.
Obrazek

10.07.2018
Przez długie poranne - ponownie ruszamy późno w trasę. Ciekawe krajobrazy urozmaicają nam długą trasę do Joha. W dzień ciepło i słonecznie. Przyroda dookoła - jak polską jesienią. Przemieszczamy się po trasie na ok. 1400 mnpm. Najwięcej zwierząt przy drodze to ... małpy, i oczywiście owce za ogrodzeniami na bezkresnych pastwiskach. Po 700 km docieramy do stacji benzynowej, na której śpimy. Temperatura w nocy spada do 3 stopni. Zostaje nam 400 km do Johannesburga.
Obrazek



11.07.2018
Wcześnie ruszamy w monotonną tym razem trasę. 100 km/h na liczniku prawie non stop. Mętlik autostard w samym Joha - muli GPS. Trafiamy na camp po GPS bo inaczej zero oznakować.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 903
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 14 lipca 2018, 11:34 - sob

12.07.2018
RPA , Johannesburg - 2000km od Kapsztadu

Dookoła kampingu ogromne posiadłości, z elektrycznym pastuchem na płocie. Po bardzo zimnej nocy (-3 st.) tylko kawa pomaga nam się rozgrzać. Kamping ze wszystkimi udogodnieniami - grill, miejsce na ognisko, wyposażona kuchnia - tostery, mikrofale, świetlica... Rano rozdzielamy się na dwie grupy. Czarna Pantera jedzie na lotnisko po dolatujące 4 osoby. My jedziemy napełnić butle gazowe i skleić przednią szybę. Niestety tu w Rpa wszystkie butle mają inny gwint. Szybę natomiast chcą nam jedynie wymienić za cenę dwukrotnie większą niż w Polsce. Gaz ostatecznie napełnia nam pomysłowy Czarny Pan od gazu - przelewając gaz przez wąż gumowy. Dawid, Ania, Alicja dochodzą do naczej czwórki - Gosi, Tadeusza, Edka i mnie. Rysiek dochodzi do ekipy Jacka. Wieczór kończymy wielkimi zakupami na Botswanę i wieczorkiem zapoznawczym przy grillu i ognisku.

Obrazek

13.07.2018
2100 km od Kapsztadu
Rpa to ogromne posiadłości bogatych Białych i bezkresne slumsy Czarnych. To wielka, rażąca w oczy dyproporcja. Biały szefuje, kupuje, Czarny obsługuje, pakuje albo wyciąga rękę...
Następa przerażająco zimna noc w Joha - około -3 st. Czekamy na wschodzące słońce i przygotowujemy się do podróży. O godz. 9.30 wyruszamy do Jaskiń. Niestety punkt GPSu prowadzi nas na polną drogę. Zmieniamy cel i jedziemy do wioski Lesedi. Jest to miejsce prezentujące kulturę tutejszych plemion. Wejściówka 110 pln całkowicie zniechęca, tym bardziej, że w środku "cepeliada. Kupiliśmy pierwsze p[amiątki. Dzięki Google Map, znajdujemy jaskinie - Sterkfointein Caves, w której znaleziono szczątki pierwszych ludzi. Jaskinia, jak jaskinia, najciekawsza była wystawa przed, z eksponatami i informacjami. Ponownie rozdzielamy się - Jacek jedzie szukać kampingu, a my odbieramy Ewę z lotniska. Docieramy do kampingu dopiero przed godz. 22. Znacznie cieplejszy wieczór niż poprzednie.

Obrazek

14.07.2018
Stajemy wcześnie po dość ciepłej nocy. Witają nas głodne pawie. Już o godz. 8.30 ruszamy w kierunku granicy botswańskiej. Ciągle wydaje mi się, że jedziemy w przeciwnym niż należy kierunku, ponieważ słońce w południe świeci na północy.Na pierwszy rzyt oka widać różnicę, już na granicy, pomiędzy Rpa a Bostwaną, która po odzyskaniu niepodległości wygoniła wszystkich Białych. Afrykański brud, niedbalstwo. Z plusów - nie potrzebujemy już wiz do Botswany, czyli na wstępie oszczędzamy 50 usd. Paliwo też jest tańsze prawie o połowę, za to papierosy i alkohol kilka razy droższe, niż w RPA.
Droga od granicy - wyboista i ruchliwa. Ponownie mamy problem z wymianą dolarów na pule. Wymiana w bankach, z tym, że zaczynamy naszą wizytę w sobotę - gdy banki są zamknięte.Dzięki pomocy Jacka mamy kasę na wstępniaka.
W stolicy Botswany - Gaborone zdążyliśmy przed samym zamknięciem wymienić potrzebną ilość pieniędzy. Już za Gaborone, po zmroku znajdujemy gasthaus z kempingiem za 50 pula od osoby.
Obrazek
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 903
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 19 lipca 2018, 15:43 - czw

15.07.2018
Robimy pobudkę jeszcze przed świtem, czyli o godz. 7.00. Szybkie śniadanie i w trasę. Do Maun mamy 600 km. Dobrą drogą wśród buszu robimy 400 km. Po drodze wstępujemy do sanktuarium nosorożców, niestety wszystkie samochody obwożące po parku są już zarezerwowane. Odpuszczamy więc tą atrakcję i jedziemy dalej. Pełno pasącego się bydła na poboczu. Po drodze zaprzyjaźniamy się z policjantami, którzy łapią nas na radar. Przekroczyliśmy prędkość o 13km/h. Dostajemy wspólny ze Scyzorykami mandat, czyli 50 usd. Mamy pierwszy papierowy mandat!
Obrazek
Po drodze szukamy kempingu, znajdujemy w szczerym polu za 14 usd - rezygnujemy z niego ze względu na cenę. Jedziemy dalej i na olbrzymim - bezkresnym pastwisku rozbijamy się na dziko. Bardzo wieje i mamy chłodną, darmową noc.

16.07.2018
Rano budzimy się wśród pasących się krów. A toaletę mamy za najbliższym krzaczkiem czyli około 300 m dalej. Szybko pokonujemy trasę do Maun - 200 km. Maun to największe miasto w promieniu 500 km, oraz miasto wypadowe w deltę Okawango. Alicja szukając najlepszej oferty na 2-dniowe wypłynięcie w deltę Okawango, znajduję taką za 105 usd/os. Zostajemy na noc na kempingu Okawango. Przyjemny kemping z barem, basenikiem i prysznicem.
Obrazek

17.07.2018
O godz. 8 mamy podstawienie samochodu, ale budzimy się już o 6.30 - przygotowując się do 2-dniowego safari. Zabieramy z sobą wszystko do spania i wszystko do jedzenia. Godzinna jazda odkrytą Toyotą to zimny wiatr, czapki na głowach i kocyki. Dojeżdżamy do małej przystani mokoro. To takie kajaki, napędzane stojącym sternikiem, który odpycha łódź od dna długim kijem. Rozlewisko delty Okawanko jest w większości półmetrowej głębokości. Nasza 10tka jest przydzielona do pięciu łódek, napędzanych przez 4 kobiety i jednego faceta. Przez godzinę, w chłodnym wietrze poranka, przeprawiamy się na jedną z tysięcy tutejszych wysp. Nad brzegiem, pod drzewamy rozkładamy nasze pięć namiotów. Grzejemy wodę na ognisku, i za 2 godziny ruszamy z buta na spacer. Przemieszczamy się z wyspy na wyspę - kajakami mokoro. Po drodze mijamy kości hipopotama i słonia. Sam spacer to wydeptana ścieżynka wśród traw i krzewów. Przewodnik co pewien czas pokazuje nam pasące się zwierzęta. Zmęczeni pierwszym trekiem wracamy na naszą wyspę - kemping. Po odpoczynku, tuż przed zachodem słońca ruszamy ponownie, ale tym razem płyniemy tymi specyficznymi kajakami zobaczyć słonie i hipopotamy. Nie zbliżając się za bardzo do stad oglądamy słonie u wodopoju i pływające, i nurkujące hipopotamy. Jacek zabiera z sieci rybakom miejscową rybkę. Usmażona na ogniu jest pyszna. My jemy shpagetti zrobione dzień wcześniej. Po zmroku idziemy do sąsiedniego obozowiska, gdzie gościnni miejscowi zapraszają nas na pokaz miejscowego tańca i śpiewu. Zmęczeni kładziemy się spać.
Obrazek

https://www.facebook.com/trip.afryka/vi ... 02001/?t=0



18.07.2018
Budzimy się o godz. 6.00, oczywiście ciemno i przy latarkach przygotowujemy się do długiego trekkingu. Po kawie ruszamy za naszym przewodnikiem w busz i sawanne Okawango - pełni nadziei. Omiatani zimnym wiatrem oglądamy: bawoły gnu, antylopy, żyrafy, zebry, kilka gatunków ptaków i ślady hien. Ale najwięcej było kup. Zmęczeni wracamy do obozowiska, zbieramy cały czamadan i wracamy do przystani. Monotonne płynięcie i rozmowy tutejszych odpychaczy mokoro - usypiają mnie. W przystani czeka już na nas łódż motorowa, która zabiera nas na kemping. Bierzemy szybko prysznic i jedziemy do hipermarketu. Przed wieczorem startujemy w drogę do Zambii. Nocujemy odjeżdzamy z 200 m od drogi i mamy piekna polane na nocleg. Nie jest w nocy jednak cicho - tu i tam samochody, ludzie i zwierzeta.
Obrazek
19.07.2018
Mamy szybką grupę. Przed czasem sie budzimy i przed czasem ruszamy w droge na granice z Zambią. Monotonna droga i szwendające się gdzie nie gdzie słonie. W Kasane 6 osób jedzie na safari lodzia na rzece Zambezi - ja śle relacje. Spacerując po Kasane spotykamy guście w stadach i pojedyncze - biegające po ulicach i penetrujące śmietniki. Grupa przyjeżdża z safarii po rzece w Parku Chobe bardzo zadowolona. Za 25 usd oglądali faunę i florę parku, płynąc w łodzi po rzece Zambezi. Wydzieli ogromne stada słoni, żyraf, leniwe krokodyle, hipopotamy itp. To najciekawszy Park Narodowy widziany do tej pory. Niedaleko znajdujemy kemping przy pensjonacie. Jak zawsze na płocie elektryczny pastuch, ciągle zamknięta brama. Kolejna chłodna noc.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 903
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 22 lipca 2018, 20:47 - ndz

20.07.2018
Przez koguty budzimy się bardzo wcześnie - już przed godz. 5 rano. Po zebraniu obozowiska i śniadaniu ruszamy na przeprawę promową do Zambii. Szybka odprawa paszportowa po stronie bostwańskiej, krótko czekamy na prom. Krótko też płyniemy na stronę zambijską, za to długo na samym promie trwa kupowanie biletów. Granica zambijska to mały horror czasowy i finansowy. Wiza 50 usd, opłaty za samochód 75 usd - po wielu negocjacjach i nerwach (nie tylko z naszej strony). W cenie dostajemy dwie czerwone i dwie białe, odblaskowe naklejki na tył i przód samochodu. Na jednym z kolejnych posterunków dowiadujemy się, że musimy mieć jeszcze napis - LHD - z tyłu samochodu, informujący, iż kierowca siedzi po lewej stronie. Ni cholery nie wiem po jakiego h.... Posterunki są bardzo drobiazgowe. Paliwo drogie - prawie 5 pln. Jednak po odwiedzinach w supermarkecie stwierdzamy, że żywność jest znacznie tańsza, niż do tej pory. Najczęściej mały obiadek jemy kupując ciepłe, gotowe dania na specjalnych stoiskach w supermarketach: pieczona wołowina, kurczaki, sałatki, spaghetti. Treściwy obiad robimy wieczorami - mamy sporo czasu, gdy o godz. 18 robi się ciemno, a nocami nie podróżujemy. W Livingstone robimy zakupy, kupujemy kartę telefoniczną, wymieniamy kasę - 1 usd to 10 kwacha. Znajdujemy nocleg na pięknym kempingu przed wodospadami. Kemping duży, ładny, zadbany, gorąca woda, jest też taras widokowy na rzekę z hipopotamami. Robimy obiado-kolację i rozgrzewamy się przed nocą tanim, zambijskim alkoholem.
Obrazek

21.07.2018
4800 km od Kapsztadu
O godz. 8 jedziemy na granicę z Zimbabwe. Samochody zostają na parkingu, a my przekraczamy granicę, dochodzimy do mostu pod Wodospadami Vic. Za mostem po 2 km wchodzimy do parku widokowego za 30 usd/os. Wybetonowaną ścieżką trafiamy na kolejne punktu widokowe. Jest wysoki poziom rzeki Zambezji. Wodospad huczy, wypełniony cały spadającą rzeką, biały, często zamglony i moczący nas deszczem niesionej przez wiatr wody. Kurtki przemakają i czasami robi się zimno. Robi ogromne wrażenie swoją szerokością i siłą. Został odkryty przez D. Livingstona w 1855 roku, który przemierzał Afrykę ze wschodu na zachód. Po zakupach na placu pamiątek, wracamy do Pitona. Kierując się do stolicy Zambii, zatrzymujemy się na noc w małym miasteczku w lodge za 3,5 usd. Od wyjazdu z Kapsztadu pękła nam przednia szyba w Pitonie, podkleiliśmy ją monetą 1 zł, mamy problemy z uruchomieniem samochodu przy rozgrzanym silniku, a teraz doszło nam jeszcze pęknięte łożysko koła przedniego - uprzednio wymieniane nieudolnie w warsztacie w Angolii.
Obrazek

22.07.2018
Jedziemy wolno (przez łożysko) do stolicy - Lusaki. Drogi stosunkowo dobre i szybkie.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 903
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 29 lipca 2018, 20:08 - ndz

22.07.2018
Jedziemy wolno (przez łożysko) do stolicy - Lusaki. Drogi stosunkowo dobre i szybkie.Świat dookoła wygląda coraz skromniej, o elektrycznych pastuchach można zapomnieć. Coraz więcej chat z gliny pokrytych trzciną. Wszędzie wzbudzamy zainteresowanie. Gorzej z gościnnością. Wybieramy nocleg w plenerze i po raz pierwszy zakopuję się. Pantera i miejscowi pomagają wyciągnąć nas z opresji. Śpimy na polanie.
Obrazek


23.07.2018
Kontynuujemy naszą podróż do Lusaki. Częste kontrole policji - nie wiadomo po co. Pod Lusaką dojeżdżamy do Przedszkola słoni, które niestety poszły sobie w busz. Jedziemy do Fermy krokodyli, za 5 usd przy trzech stawach leży z 300 przejedzonych gadów. Decydujemy się spróbować krokodyliny.
Obrazek
Białe mięso, dobrze przyprawione, delikatne, nawet smaczne. W miastach i przy nich nie szukamy nawet noclegów na dziko i kierujemy się od razu na kemping polecany przez iOverlander. W centrum stolicy Zambii za 5 usd mamy wszystko, co nam potrzeba, niestety przez bliskość ruchliwej ulicy jest nocą głośno.


24.07.2018
Rano ekipa idzie zwiedzać, a ja jadę naprawiać Pitona. Niestety trafia się mechanik z ulicy, który w kurzu wymienia łożysko w kole.
Obrazek
A policzył sobie 2 x jak w Europie. Oczywiście Gosia go skuła. Po powrocie na kemping, zabieram wszystkich i kierujemy się na granicę z Malawi. Wszyscy jedziemy na Malarone, choć do tej pory spotkaliśmy dwie sztuki tego bzykacza. Przy drodze, inaczej niż w Botswanie - ciągle wioski, zagubione w buszu i wysokiej wyschniętej trawie. Przy drodze skupia się całe życie, handel i worki z węglem drzewnym. Poboczem maszerują dzieci ze szkoły i do szkoły, rowerzyści, rzadko jest pusto. Przed wieczorem odwiedzamy kolejny supermarket - robimy zakupy na Malawi i dojeżdżamy do granicy. Przekroczennie granicy zajęło nam 2 godz. Wiza - 75 usd. 25 usd to koszty samochodu. W przygranicznym miasteczku znajdujemy dla siebie nocleg w hoteliku/kempingu.

25.07.2018
Jedziemy w kierunku stolicy Lilongve. Malawi niewiele różni się od Zambii. Jest tu sporo budyneczków i szopek z wypalanej cegły. Jest więcej upraw. Lilongve to kolejna, nieciekawa afrykańska stolica, ze slumsami, obdrapanymi domami, za to z rozwiniętą siecią supermarketów. Zakupioną kartę sim trzeba zarejestrować, ale i tak internet ledwo zipie. Kontynuując naszą podróż w kierunku jeziora Malawi, jedziemy zobaczyć rysunki naskalne sprzed 30 tys. lat. Malowane przez Pigmejów i ryte przez inne plemię.
Obrazek
Pigmeje malowali drabiny, po których wspinali się aby namalować drabiny. Jak wszędzie - otacza nas zgraja wesołych dzieci, nieprzyjazne spojrzenia młodzieży. Szutrówka zabiera nam sporo czasu i musimy spać na przełęczy przed zjazdem nad jezioro.

26.07.2018
Wcześnie przed godz. 12 dojeżdżamy do Monkey Bay, a później szutrówką do wioski z uroczą plażą. Za 5 usd mamy wspaniałe warunki do odpoczynku. Jem endemiczną rybę, bardzo smaczną, wymieniam wtryskiwacze w busie i odpoczywam przy ginie. To pierwszy ciepły wieczór od przyjazdu do Rpa. I pierwsze komary.
Obrazek

27.07.2018
5500 km. od Kapsztadu.
Jedziemy na północ, w kierunku Tanzanii, wzdłuż jeziora mającego 700 km długoścci, drogą oblepioną wioskami i przemieszczającymi się ciągle ludźmi. W dzień jest 26 stopni, ale wydaje się, że to upał. Robimy 450 km, jedząc po drodze frytki z jajkiem za dolara. Trafiamy w nocy po ciemku nad kolejną zatokę na jeziorze. Niechcąco na kemping dzieci kwiatów, albo hipisów. Obserwujemy zaćmienie księżyca na przepięknym bezchmurnym niebie. Po męczącym dniu część imprezuje, a część idzie spać.

28.07.2018
Po nocy spędzonej przy odgłosach imprezy - z trudnością ruszamy w drogę w kierunku Tanzanii. Czym bliżej równika, tym las staje się wyższy i gęstszy. Więcej bananowców i palm.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 903
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 13 sierpnia 2018, 07:51 - pn

Tanzania to długa odprawa i noc na granicy.
Rano przy wymianie kasy mnie i Dawida przekręcili. Stary numer, który już znam, ale ponownie się dałem i byłem bardziej zły na siebie niż na nich. Tanzania to ciągłe prędkości, i tu też raz padłem i dostałem mandat na 40 zł. Mało - ale zacząłem uważać. W drodze do Dar es Salam wstąpiliśmy do Parku Form Skalnych i szczerze nie żałuję - były bardziej urozmaicone niż w Kapadocji.
Obrazek
Z ekipą Jacka spotkaliśmy się dopiero w hotelu przed przeprawą promową.
Zegnam powracająch do Kraju samolotem: Gosię, Edka, Alicje, Ewę i Tadka i jade na prom. Dłuuugo czekamy.
Wiedzieliśmy, że będzie drogo, ale tyle nowych opłat, podatków, że prawie nas zniechęciło do wyruszeniem na Zanzibar samochodem. Pojechaliśmy więc Pitonem w 10 osób, aby zaoszczędzić. Odebraliśmy nowych podróżników i zacumowaliśmy na jedynym camp. na wyspie. Plaża ładna, ale bez cudów. Wyspa jednak rozczarowała. Miejsce jak każde inne, a najpiękniejsze plaże kryją się za murami kurortów dla zamożnych. Króluje tu zioło i powitanie Jambo. Są jeszcze pola ziół i przypraw, wyspa niewolników z żółwiami oraz Jaskinią Perłową. Powrót - 12 godz.
Śpieszymy się pod Kilimandżaro i znów mandat. W Mesti trzech uczestników od Jacka załatwia sobie biuro na wejście na Kili za 1250 $ a u mnie 4 osoby jadą na Parki za 400$. Kili i Parki udane, choć pogoda w kratkę - często mży. Nocujemy w Arusha na camp. za 10 $. Oglądamy jeszcze Park Arusha z lasem deszczowym i ładnym wodospadem.
Obrazek

13.08 - czekamy na ekipę Jacka wracającą z Kili. Pożegnaliśmy się z Dawidem i Anią, którzy odlecieli do domu. Teraz u mnie będą 3 osoby. Jacek z ekipą wraca po południu. Muszą odpocząć, nacieszyć się sukcesem. Następna noc na camp. Masaj Camp.
Tanzania jest jednak najdroższym krajem na mojej trasie. Plus to jedzenie, dla mnie rosołek z gara + kawał mięsa wołowego, który sobie sam wybieram.
Obrazek

14,08 - jedziemy do granicy bardzo dobra drogą i policji jakby mniej. Kenia wita nas wspólną odprawą z Tanzanią. Płacimy za wizy po 50 $ i w upale południa wjeżdżamy do kolejnego kraju. Po zatankowaniu skręcamy od razu na drogę szutrową prowadzącą do Parku Amboselii. 70 km. wyboistej tarki, przy prędkości nieprzekraczającej 20 km/h daje w kość i nam, i Pitonowi. Po drodze wstępujemy do wsi. Chaty, szałasy i pełno dzieci. Nie pozwalają nam się fotografować. Małe dziecko na rękach matki prawie zakryte miało twarz muchami - to zostaje w pamięci. Przed Parkiem widzimy już stada antylop i żyraf. Przed bramą do Parku rozstajemy się z Jackiem, który jedzie do Nairobi. Kupuję jakieś pamiątki, a raczej wymieniam się na ubrania. Przez otwarte okno masajka kradnie mi aparat fotograficzny, ale to zauważam dopiero wieczorem. Bilet wstępu 60 $ mnie zadowala po kosztach Parków w Tanzanii. Wieczorem przed zmrokiem przejeżdżamy Amboselli i wyjeżdżamy po drugiej stronie kierując się na camp. Drogi w Parku trochę lepsze niż dojazd. Na bramie okazuje się, że można płacić tylko kartą i to podobno we wszystkich Parkach w Kenii. Po ciemku dojeżdżamy do camp. Szybka kolacja przy busie i piwo w knajpce i spać. Dookoła odgłosy hien i szczekanie psów.
Obrazek
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 903
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 04 września 2018, 11:31 - wt

15.08
Wstajemy wcześnie, aby zrealizować co zamierzaliśmy. Chłodno - to dobrze. Po śniadaniu przychodzi przewodnik i jedziemy z nim do jego wsi rodzinnej - zobaczyć życie Masajów. Panie i Panowie tańczą przed nami i śpiewają. Nawet wydają się - zadowoleni. Później modlitwa - też na kolanach. Oprowadzanie po domach 6 m.kw. Małe duszne lepianki z gałęzi wypełnionych odchodami krowimi i sianem - zamiast dachu. Wewnątrz są tak małe, że trzeba się kulić. Śpią tam i gotują. Nawet im tam trudno odpocząć, dlatego tak chętnie faceci idą z krowami na pastwiska. Później market wioskowy. Większość wyrobów z koralików. Nic nie kupujemy i odwiedzamy jeszcze szkołę ufundowaną podobno przez Polaków, ale nie widać żadnego polskiego akcentu.
Po wiosce ruszyliśmy do Parku. Tym razem jedziemy południem, oglądając ogromne stada zwierząt - ciągle gdzieś idących. Jest nawet hiena - śpiąca, do polowy zanurzona w wodzie. Droga pyli i trzęsie. Z układu kierowniczego ucieka więcej płynu niż, na normalnych drogach. Mamy pusto, ale musimy wyjechać do cywilizacji. Wyjeżdżamy z Parku i ponownie tarką ruszamy do asfaltu. 70 km. męczarni. Bagażnik się rozspacjował i musimy go łatać. Wszystko przez tarkę. Wieczorem trafiamy na asfalt. Dolewam płyn do wspomagania, zmieniam żarówkę. Jemy obiado-kolację, i w drogę do Nairobi. Jedzie się szybko. W nocy docieramy do hoteliku znalezionego przez Jacka.
Obrazek

16.08
9 tyś. od Kapsztadu. W sumie to już 30 tyś km od domu.
Hotelik w centrum Nairobi - bogatej stolicy Kenii. Ponownie zaczęły się druty na płotach - odgradzające bogatych od biednych. Śpimy za 7 $. Tanio jak na to miejsce. Z układu kierowniczego jest już tak duży wyciek, że decyduję się wezwać miejscowego mechanika. Na miejscu demontuje część i jedzie uszczelnić. Po wczorajszym safari - spawamy też bagażnik. Wymieniam filtr powietrza i staram się doprowadzić Pitona do porządku. Chłodno choć prawie przy równiku. Naprawa maglownicy 90 $. Wieczory przy hotelowym ognisku i piwie.
Obrazek

17.08
Przypominamy sobie o wizie do Etiopii i od rana załatwiamy ją w Ambasadzie Etiopii. Wewnątrz jak w pałacu. Szefowa niemiła - odesłała nas do Ambasady Polskiej po potwierdzenie wizowe. Nie mamy czasu - chcemy jechać, aby coś jeszcze zobaczyć po drodze do Addis, a tu problemy. Załatwienie potwierdzenia zajmuje nam dodatkowo 2 godz. i nie zdążyliśmy przed przerwą do Ambasady Etiopii. Obsługa polskiej placówki bardzo miła - dziękujemy!!! Dopiero po godz. 14 składamy komplet dokumentów. Na samym końcu pani z szyją w krzyżykach i jednym na czole informuje, że musimy czekać do poniedziałku, bo już banki zamknięte, a tam musimy wpłacić kasę za wizy. Specjalnie przeciąganie sprawy, nie wiem dlaczego.
Decydujemy sie wykorzystać ten czas na zobaczenie Jeziora Wiktorii. Dojazd to 350 km. dobrymi drogami niestety w bardzo częstych korkach. Droga po wzniesieniach, miedzy ogromnymi plantacjami herbaty zajmuje nam 8 godz. Na końcu trafiamy do wsi pod Kisumu - Dungi. Camp. okazuje się rewelacyjny, z obszerną panoramą na jezioro. Niestety woda brudna, choć ciepła. Wieczorem zabawa w barze i na mieście.
Obrazek

18.08
Bardzo przyjemne miejsce. Leniuchujemy, odpoczywamy. Niestety wieczorem musimy ruszać z powrotem do Nairobi - po wizy i poprawić maglownicę, bo nadal cieknie. Mimo nocnej jazdy, ale przez hopki docieramy do Nairobi dopiero o 2 w nocy. Stajemy na stacji benzynowej już w Nairobi i śpimy. Rano budzi nas ruch na stacji i podjeżdżamy na parking pod hostel.
Obrazek

19.08
Mechanik dopiero o 10 ogląda wyciek i stwierdza, że przyczyną wycieku jest coś innego, niż uszczelki - i koniec tematu. 90 $ utopione.
Warsztat Mechanika w Naitobii:
Obrazek
Udaje się za to otrzymanie wizy do Etiopii. O godz. 12 ruszamy na granicę - 800 km. Co 100 km dolewka i dalej. Pompa piszczy. Policja sporadycznie kontroluje. Głównie hopki na drodze spowalniają ruch. Droga dobra - szybka. Wioski, miasteczka. Przy każdym postoju miejscowi, głównie dzieci proszą o cokolwiek, jakby biały był tu tylko od rozdawania. W połowie drogi na granicę - GPS wskazuje przekroczenie 10 tys. km od Kapsztadu czyli 31 tyś od wyjazdu z Wrocka. Zaraz potem przekraczamy równik, który w Kenii jest bardzo dobrze oznaczony. Foty, kawa i dalej w drogę. Już w nocy, na posterunku przed Parkiem policja ostrzega nas przed jazdą w nocy przez następne 300 km. Mówią, że zdarzają się napady na drodze w tym rejonie. Przestraszeni jednak kontynuujemy jazdę w nocy. Ruch samochodowy zamarł i my podczas drogi prawie też. W światłach reflektorów widzimy tylko zwierzęta przy drodze. Szczęśliwie przejeżdżamy ten niepewny rejon i zatrzymujemy się dopiero ok. 12 w nocy zjeżdżając z drogi. Wieje, aż rusza samochodem. Kołysze do snu.
Obrazek

20.08
Wstajemy wcześnie. Kawa i przywitanie z miejscowym, który nas odwiedził. Muzułmanin. Poczułem się bezpieczniej. Okazuje się, że spaliśmy przy wsi. Wioska złożona z kilku szałasów z patyków pokrytych suchą trawą i obciągniętych skórami. Teren zmienił się nie do poznania. Uprawne pola, pastwiska i ogrody zastąpił teren półpustynny, ze wzniesieniami po wulkanach. Beduini wypasają tu wielbłądy i kozy. Przy rzadkich studniach tłoczą się w kolejce stada i ludzie napełniający kanistry wodą. Bardzo dobra droga - prawie nie uczęszczana. Zero jakichkolwiek samochodów i motorów we wsiach. Cała komunikacja na osłach. Szybko dojeżdżamy do granicy, gdzie spotykamy Jacka, który czeka na otwarcie CPD w Etiopii. Załatwiamy razem formalności i jedziemy przez niesamowicie zaśmiecone miasteczko etiopskie. Muszę wręcz omijać hałdy śmieci na drodze. Miejscowi świętują pokój z sąsiednim plemieniem. Źle patrzą. Dużo wojska. Po drodze już inne wsie. Malowane okrągłe domki z sitowiem zamiast dachu. Jedziemy drogą wśród wsi. Mnóstwo ludzi idących gdzieś, po coś. Dojeżdżamy do miasteczka, gdzie drogi się rozdzielają. Postanawiamy się przespać w hoteliku przy drodze. Dojeżdża Jacek. Pompa się rozsypuje. Tracę wspomaganie hamulca i kierownicy. Kuba niechcący uczestniczy w bójce pijanych tubylców. Dzień kończymy piwem.
Obrazek
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 903
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 04 września 2018, 16:45 - wt

21.08
Rano sprawdzam jeszcze raz Pitona. Wczorajsze obawy się potwierdzają. Ręce bolą od kierowania, a noga od hamowania i nie wiem do końca czy się zatrzymam przed przeszkodą. Przed nami 750 km górskiej drogi. Mam pietra, a muszę dojechać do Addis aby to naprawić. Kuba i Danusia przesiada się do Pantery Jacka, a Jacek do mnie. W drodze najgorsze są wsie, gdzie zawsze coś może wyskoczyć, i zjazd z gór. Zjeżdżam na pierwszym biegu, a przez wiochy jadę z 20 km/h. W drodze zmieniam przebite koło i izoluje przerwany przewód czujnika. Jakby wszystko chciało się popsuć w drodze do Addis. Często droga zmienia się w szutr lub dziury ciężkie do pokonania. Śpimy przy stacji jak wszystko tu z ochronką.
Obrazek

22.08
Mimo powolnej jazdy zostaje nam tylko 300 km do pokonania. Na kolejnej szutrówce dzieci na nasz widok wyskakują na drogę i tańczą, robią fikołki - aby dostać choć 1 brr. Jemy w przydrożnej knajpce danie etiopskie - krojone mięso wołowe, podawane na naczyniu/piecyku, ciągle podgrzewanym węglem drzewnym. Do tego jest podpłomyk z mąki kukurydzianej lekko kwaśny. Super danie. Dojeżdżamy do stolicy wzbudzając coraz mniej zainteresowania. Zatrzymujemy się przy hotelu Taitu, który jest w stolicy najtańszy. Pantera Jacka dojeżdża wieczorem, po poszukiwaniach lepszej możliwości noclegu. Mamy miejsce na dwa busy, gorąca kąpiel - i to najważniejsze. Śpimy i tak w busie.
Obrazek

23,24 i 25.08
To czas, który wykorzystujemy na poznanie miasta na wzgórzach. 2200 m npm. Budującego się w górę - jak żadne inne. Stoją osiedla i stoją wieżowce - w stanie surowym - zapowiadające rozkwit miasta, ale też rzędy bezdomnych, śpiących przed hotelem lub gdziekolwiek jest kawałek wystającego dachu. Zawinięci w koce i nie niepokojeni, czekają aż ich obudzą ekipy sprzątające, później idą w miasto. Najczęściej żebrzą lub kradną. Chorzy, jak i imigranci z przepełnionych wsi, gdzie zupełnie nie ma co robić. Lepiej nie zwracać na ten tłumek uwagi, bo od razu reagują. Najpierw delikatnie proszą, a później ostro się domagają. Na skrzyżowaniach ludzie o zdeformowanych twarzach (trędowaci?) wciskają rękę przez okno, a jak nic nie dostają plują siarczyście przez szybę. To też sposób na kradzież paru groszy. Złodziej, najczęściej w grupie, niby niechcący opluwa przechodnia później nagle znajduje chusteczkę i z przeprosinami wyciera. Przy okazji obmacuje kieszenie w poszukiwaniu gotówki. Inne zdarzenie, które nas spotyka, to gdy kierowca jest zagadywany przez okno z jednej strony a z drugiej inny szybko kradnie co zobaczy. Miejscowi tez są robieni na 100 różnych sposobów. To tu już taka norma.
Jeździmy po ambasadach, mechanikach i szukając lepszego hotelu. Problem to internet, ciepła woda pod prysznicem i cena. Często pada, noce chłodne, a przez burze wyłączają prąd.
Obrazek

26.27.28.29.08
Pod wieczór odwożę Danusie i Kubę na lotnisko Jacka Panterą. Piton dalej czeka na części z kraju. Zostaję sam, ale choć do czwartku się nie nudzę - w towarzystwie Jacka, Szymka i Moniki.

30.08
Jacek z ekipą jedzie na Lalibeli, a ja się przemieszczam na camp. pod hotelem Taitu. Najtańsza opcja. Mam piękny widok na miasto, gorącą kąpiel i kilku ochroniarzy.
Obrazek

31.08, 1.2.3 i 4.09
Na campie. Naprawiam Pitona, sprzątam,piorę i czekam. Przez częste deszcze pranie nie schnie, a dookoła - jezioro.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 903
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 07 września 2018, 11:10 - pt

5.09
Rano z chęcią pakuję się i ruszam w trasę do oddalonego o 7 km. warsztatu.
Zjeżdżam w dół na peryferie miasta. Powoli przy Pitona hamulcach. Okna pozamykane, zamki również. Po drodze na rondzie dzieciaki coś rozdzielają między siebie, ale niezbyt zgodnie. Inne mniejsze - grzebią w kupie śmieci z targowiska. Samochody kopcą jak poplątane i chyba stąd ten smog codzienny. Mechanik mówił, że mają fatalne paliwo. W końcu odliczając każdy kilometr dojeżdżam do warsztatu. Boss od razu robi mi miejsce w środku i daje chłopaków do roboty. W ciągu dnia ściągamy pompę wspomagania i maglownice - wszystko z problemami. Chłopaki są bardzo zaangażowane, ale jeszcze bez praktyki. Stoję przy kościele chrześcijan ortodoksyjnych. Narodowego kościoła. Religii, która wykuła w skale kościoły i podobno przetrzymuje Arkę Przymierza. Nieźle maja tu namieszane. Muzułmanie nadają przez dwie godziny o świcie, a ci dwie godz. po zmroku. Nie wiem co wolę ale robię się muzykalny :)
Wieczorem przy piwie rozmawiam z mechanikiem: ma 27 lat, zarabia 100 $ miesięcznie, i nie stać go na żonę. Jest ortodoksem, boi się matki i gardzi muzułmanami.

Obrazek

6.09
Noc minęła spokojnie. Mam w końcu dwóch ochroniarzy. Jednemu zrobiłem rosołek i byłem urzeczony jego urzeczeniem tym płynem. Jak zaczął siorpać, to przestał dla niego istnieć świat. Dziwne było również to, że wpuścił kilka osób (wyglądających jak bezdomne) do środka. Kobiety, mężczyźni - kładli się przy samochodach i od razu zasypiali. To ci co to mają chody. Dzieci jeszcze sobie takich nie wyrobiły i śpią na chodnikach. Ja dałem psu kawałek sera i jego miałem pod samochodem. Jest też największa grupa pracująca. Ci chodzą czysto ubrani i pracują od rana do wieczora. Podczas dwu godz. lunchu - piorą w pracy ubrania i czyszczą buty, bo w domu maja tylko czas na sen. Pracują od poniedziałku do soboty, no chyba, że biurokracja, która ma o jeden dzień wolnego więcej. Pochodziłem sobie po knajpach, przydrożnych barach szukając jedzenia. To jedyny kraj (który widziałem) gdzie w droższych i trochę tańszych knajpach podają świeże mięso wołowe. Rzadko zmielone, najczęściej cale kawałki z tłuszczem. Przyprawa to tylko ostra papryka z oliwą, w której maczają kawałki mięsa. Żują to i delektują się. Widząc to kilka razy nawet mnie to jedzenie zachęciło... ale jeszcze nie tak bardzo, abym zjadł. Mam czas :) U fryzjera - fryzjer przyjmuje mnie grzecznie, a później nie wie co zrobić, bo ma tylko maszynkę, a nożyczek nie widział. Wzory fryzur na zdjęciu niżej:

Obrazek

7.09
Dziś dzień naprawy. Okazało się - po rozebraniu układu kierowniczego, że w Nairobi zrobili więcej szkód niż pożytku, i muszę dokupić jeszcze więcej części.

Obrazek

Dziś w nocy padało - lało. Odjechałem tylko 7 km od ostatniego postoju/hotelu, a tu taka zmiana pogody. Tam lalo kilka razy na dzień, a tu raz na dwa dni. Tam byłem pod szczytem a tu 300 m niżej. Za to komary w nocy zaczęły krążyć i musiałem w końcu użyć deeta.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 903
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 17 września 2018, 11:20 - pn

8.09

Następny dzień naprawy. Naprawiam to, co mi już niby naprawiono. Mechanik jest bardzo dokładny. To denerwuje, ale pozwala też sądzić, że nikt już po nim nie będzie poprawiać. Mechanicy zapraszają mnie do knajpy i wreszcie mogę zjeść zupkę. Wołowy rosół, z całkiem dobrym lanym piwem. Wiedząc ile zarabiają nie mogę się zgodzić aby za mnie zapłacili, ale po kilku komicznych próbach zapłacenia daję sobie spokój, obiecując sobie, że jakoś muszę się odwdzięczyć. Przez zmienne losy naprawy Pitona, niechcący nauczyłem wszystkich mechaników dwóch słów po Polsku: "super" i "kurwa". Nie wiedzą do końca co one oznaczają, ale wiedza doskonale kiedy je powiedzieć i wybuchają śmiechem. Wieczorem szef bierze mnie do domu, aby jutro o 3 w nocy zawieźć na lotnisko po dolatującą ekipę. Robimy rundę po knajpkach z tradycyjna muzyką etiopską i w końcu lądujemy u niego w domu na kawie o północy.

9.09

O 3 pobódka i jedziemy przez nocne miasto imprez. Wszędzie flagi, rozświetlone szyldy dyskotek i knajp. Ludzie się bawią. Dojeżdżamy na lotnisko i okazuje się, że nie można wejść do środka. Czekam na zewnątrz. Chłodno. W końcu po godz. witam Tereskę, Kubę i Gosię. Gadam - mogę się wygadać po prawie dwóch tygodniach mówienia do siebie. Czekamy na Mietka z Kanady z wieloma osobami czekającymi na swojego lidera powracającego z emigracji. Po ostatnich wyborach, gdzie opozycja została dopuszczona do uczestniczenia w rządzie, ludzie są pełni nadziei. Oczekują liberalizacji zapowiadanej przez nową partię, oraz wzrostu gospodarczego. Prywatyzuje się tu już wszystko z dnia na dzień. Z dużym opóźnieniem jest i Mietek. Niestety wydostanie się z lotniska jest problematyczne. Brak komunikacji zbiorowej wymusza korzystanie z taxi, które przez zapotrzebowanie ma specjalne ceny. I tak za 50$ jedziemy do oddalonego o 7 km Hotelu Mena. W hotelu okazuje się, że możemy spać tylko w parach damsko/męskich ale jakoś to omijamy. Jak na Etiopię to lux warunki za 10$. Ja dalej śpię w Pitonie bo nie mam pary :). Jest niedziela - odpoczywamy. Jedzonko z kraju-chlebek i smalec - mniam. Jakaś wódeczka i wieczorek zapoznawczy zaliczony.

10.09

Dzień naprawy Pitona i wyrabianie wizy sudańskiej. Do południa mechanicy składają wszystko do kupy i już mógłbym wyjeżdżać, gdy okazuje się, że jeszcze łożysko w przednim kole jest do wymiany. Trzeci raz wymieniam to łożysko. Dobrze że Łerku znajduje je gdzieś w sklepie i jeszcze tego dnia testujemy Pitona. Zaproszony Łerku - szef warsztatu - na polskie jedzenie skubie wszystkiego po trochu, ale nie jest zachwycony. Zaprasza nas w Nowy Rok etiopski do siebie. Nowy 2011. My świętujemy sylwester i powitanie Nowego w hotelu. Nie jest hucznie, a wręcz wszyscy się rozchodzą o godz. 22 do domów i jest cisza. Za to w nocy ok. 2 zaczyna się impreza w pobliskim kościele ortodoksyjnym. Miauczenie, zawodzenie i wycie budzi nie tylko mnie, ale też grupę która śpi km dalej w hotelu.

11.09

Wtorek - Nowy Rok. Odwiedzamy ambasadę Sudanu, gdzie wyrabiamy wizy do Sudanu. Ambasada zamknięta. Przekładamy wizytę na dzień jutrzejszy. Dzwonimy do Łerku - szefa WD serwis. Łerku przyjeżdża po nas pod ambasadę i korzystamy z zaproszenia na grilla, który organizuje w związku z Nowym Rokiem. Wszyscy są ubrani odświętnie w tradycyjne stroje. Białe szaty wyszywane w różne wzory. Najpierw lunch z tutejszym chlebem - indżera - z zupą, i kurczakiem w pikantnym sosie. Spora przekąska przed grillem. W pobliskim gesthausie Łerku załatwia dla 4 osób nocleg, a ja śpię tradycyjnie w Pitonie. Wieczorem ochroniarz podpala ognisko i grilla, gdzie smażymy kawałki wołowiny. Łerku - właściciel warsztatu ma dwie służące i ochroniarza. Z braku umiejętności o różnym stopniu twardości - smakujemy kawałki świeżej wołowiny. Jest lepsza niż ta przez nas wysmażona. Alkohol podany do jedzenia przekracza nasze możliwości. Różnorodny i z górnej półki. Jest muzyka i przychodzą znajomi i rodzina Łerku z życzeniami. Późno kończymy.

12.09

Rano jedziemy po wizy, które otrzymujemy jeszcze przed otwarciem ambasady - już czekają na portierni. Później odwiedzamy w punkcie zakupu i rejestracji karty sim, zakupy i wyjeżdżamy z miasta. Łożysko koła - niestety - grzeje się i muszę lekko je odkręcić. Początek trasy to autostrada. Szybka. Dookoła zielone wzgórza w jasnym odcieniu odradzającej się zieleni. Pola zboża, jak u nas w maju. Wiosna. Ciągle się obniżamy. Zjeżdżamy z autostrady na normalną drogę, spowalniają nas wioski - gdzie nieprzewidywalne kozy i ludzie skupiają swoje życie podczas dnia na drodze. Przed wieczorem zjeżdżamy na 1000 m npm. Nad jeziorem Bosaka postanawiamy zatrzymać się na noc. Zrobiło się nagle gorąco, a krokodyle wygrzewają się na brzegu. Robimy jedzenie - zupę i gulasz. Miły wieczór przy winie i cicha noc. Odwiedzają nas też 3 miejscowi chłopacy. Nie są natrętni, ale potrafią godzinami wpatrywać się - co robimy.

13.09

Rano niechętnie zbieramy się z tak spokojnego i ciepłego miejsca, jedziemy do Parku Awash. Wjazd wraz z przewodnikiem 130 Brr = 5$/osoba. Sawanna z niewielką ilością zwierząt, ale dużymi stadami oryksa. Na koniec duży, rozwlekły, głośny wodospad i wracamy po 4 godz, na trasę do Harar. Wspinamy się kilka razy na 2500 m npm. Góry gęsto zaludnione. Wioska prawie za wioską, i jak wcześniej z braku komunikacji - ludzie idący wzdłuż drogi. Multum tuk-tuków skupiających się przy wsiach, oraz busików - Toyota - miedzy wsiami. Skromne targowiska i wydaje się ogromny chaos. Często żebracy i młodzież wyciąga rękę po "many, many". W odróżnieniu do wcześniej odwiedzanych krajów, gdzie co wioska to szkoła tutaj jakby ich nie było. Droga przez ukształtowanie i częste wioski bardzo powolna. Robimy tylko 150 km i zatrzymujemy się w hoteliku. Tutaj młodzież jest bardziej bezczelna i otwiera sama sobie drzwi wymuszając kasę. Hotel to nie tylko nocleg ale i ochronka. Zmęczeni odkrywamy, że gulasz popsuł się i zostaje zupa.

14.09

Dalsza droga szczytem wzgórz/gór doprowadza nas do Harar - dużego miasta ze starą medyną w murach. Miasto głównie z muzułmanami. Wcześniej nie widziane meczety - tu budowane na potęgę - jakby dostali zezwolenie z początkiem nowego rządu. Znajdujemy hotel. Hotel Plaza za jedyne 150 brr za osobę/5$. Oglądamy medynę, podobna do medyny w Fezie i wieczorem jedziemy na główną atrakcję miejsca - karmienie hien. Atrakcja odbywa się za miastem. Wieczorem nauczone stado podchodzi pod mury miasta, gdzie miejscowi karmią je odpadkami po uboju zwierząt. Hieny są nieufne, reagują na odpowiedni gwizd. Podchodzą i potrafią jeść z ręki lub nawet jeść kawałki wołowiny nabitej na patyki - trzymane przez podającego w ustach. Oko w oko z hieną. Wracamy późno do hotelu.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu

piotr102
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 903
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 20:15 - ndz
Lokalizacja: wrocław
Kontaktowanie:

Re: Afryka Wschodnia 2018 - relacja z podroży - Dookoła Afryki

Postautor: piotr102 » 20 września 2018, 18:00 - czw

15.09

Rano dziewczyny robią zakupy. Ja przegląd samochodu. I po przygotowaniach ok. godz. 11 jedziemy w drogę powrotną. Niestety dostajemy złą informację, że jest inna lżejsza droga, ale okazuje się, że to dziurawy szutr. Tracimy czas i nadrabiamy km. Wracamy na starą drogę, szczytami wzgórz, wsiami. W Pitonie wysiada czujnik przepływu powietrza, ale przez specyfikę nakrętek muszę odłożyć wymianę do Addis. Przed jeziorem na kontroli wysiada po raz trzeci pompa. Tracę wspomaganie kierownicy i hamulców. Jestem wściekły. Tyle pracy i kasy na marne. Dojeżdżamy nad jeziorko i w południowym gorącu robimy obiad - mielone z pure. Dzięki wymęczeniu drogi za jeziorem i autostradą przed Addis dojeżdżamy przed wieczorem do najstarszego Hotelu Taitu - 1895 r. Jakub pokój, dziewczyny namiot, reszta Piton. Spokojna noc.

17.09

Rypłem się w relacji o jeden dzień - kiedy - któż to wie. Rano żegnamy Jakuba który wraca do kraju. My podjeżdżamy pod urząd imigracyjny - gdzie odbieram przedłużenie wizy za 100 $!!!! Masakra. Jedziemy do znajomego mechanika. Naprawiamy/lepimy koło, wymieniam czujnik, ale niestety pompa nie do naprawienia. Po południu ruszamy na Lalibeli - 700 km przez góry i doliny. Wspinamy się ciągle do góry. Często zmieniam biegi: 1, 2, rzadko 3. Piton niestety dalej słaby. Ludzie idą dokądś poboczem. Jadąc na Harar faceci owijali się chustą w pasie - jakby chodząc w spódnicy, za to tutaj faceci tą samą chustę kładą na głowę - składając ją tak, że część wystaje na oczy, a reszta z tyłu głowy. Ciągle te same wrzaski w naszym kierunku: you, you, you - money! Niekiedy dodają: mister. Chłopcy i dziwaki potrafią wystraszyć wyskakując skądś, niespodziewanie. Widoki coraz ładniejsze, często przypominają widoki z naszych górskich dróg, tylko przestrzenie są coraz dalsze. Wioski rozrzucone po zboczach, bez dróg dojazdowych. Zatrzymujemy się przy jednej z nich. Oryginalna wieś gromadząca domy kilku rodzin i zabezpieczona przed wiatrem wysokim murem z kamieni. Oglądamy środek, większość budynków jest dla zwierząt. Kuchnia bardzo podstawowa z piecem na wypiek indżery i pieczenie mięs. Dieta mięsna jest tu podstawą. Do tego indżera i finisz wyboru. Domy kryte blachą falistą - świecą się w słońcu. Docieramy pod wieczór na wysokość 3050 m npm. Zjeżdżając na pobocze po zmroku trafiam do rowu. Trudno wydostać się - zakleszczony w 2 metrowym rowie. Zatrzymuje się ciężarówka i pomaga nam się wydostać. Targujemy ceną - 7 $. Podjeżdżamy jeszcze trochę dalej i ostrożnie znajdujemy inne miejsce. Grzmi, w nocy leje jak z cebra. Zimno.

18.09

Rano mokro i zimno. Kawa i w dół do słońca. Zjeżdżamy na 1100 m npm i szukamy wolnego miejsca przy drodze, aby zatrzymać się na śniadanie. Po 50 km w końcu się to udaje, ale i tak znikąd pojawiają się dzieci i ich ciekawskie oczka. Są spokojne i potrafią stać pół godz. przypatrując się każdemu naszemu ruchowi. Niekiedy wybuchają śmiechem komentują coś, co zrobiliśmy. Droga bardzo powolna. Wygląda na to, że ciągle zajęta. Stada krów, osłów, kóz, wielbłądów i w końcu ludzi idących na pobliskich targ. Hopki we wsiach to szczyt technologi spowalniania. Tylko pełne zatrzymanie powoduje spokojne pokonanie przeszkody. Pod koniec dnia decydujemy się zjechać z drogi nad pobliskie jezioro. Mały kamping, bez prysznica, z daleką toaletą, ale za to nad samą wodą. Na kolację zamawiamy do piwa miejscową rybę z dodatkami. Pyszna, i frytki talarki. Zajadam się.

19.09

Spokojna noc, choć w połowie. Przed ranem chwyta mnie rozwolnienie i biegam po krzakach. Nie zawsze dobre znaczy zdrowe. Pniemy się ponownie do góry, powoli z coraz większymi dziurami na 1, niekiedy 2. Ciężarówki wyją. Dostajemy się w końcu na 3350 m npm. Połonina z ciągiem wiosek wzdłuż drogi. Wygląda na to, że masowo się budują. Szkielety z cienkich pni eukaliptusa - jedynego drzewa jakie tu rośnie masowo - oblepione gliną i nakryte blachą falistą. Szybki dom. W końcu zjeżdżamy w kierunku Lalibeli - trudny wyboisty szutr, przy wioskach zamienia się w asfalt. Zjeżdżamy, a później - jak to w górach - podjeżdżamy na 2600 m npm. do Lalibeli. Oczywiście multum chętnych, aby nas przenocować. Wybieramy duży hotel, w przyzwoitej cenie = 4 $ za osobę. Ja pilnuję Pitona spiąc w nim.
Strona Extreka: http://www.extrek.pl
Stronka wyprawy Dookoła Afryki: http://www.tripafryka.eu


Wróć do „Relacje, wspomnienia, opinie”




  Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron